Kiedy temperatura zaczyna przekraczać dwadzieścia stopni na plusie,  w miejskiej dżungli robi się skrajnie niebezpiecznie.  Wycieczka  do centrum w godzinach szczytu to wyzwanie dla jednostek najtwardszych, to niekończący się survival dla najtwardszych, jak zakupy w czasie wyprzedaży.  Na liście „must have” miejskiego żołnierzyka znajdują się: odtwarzacz mp3 i guma do żucia. Uzasadnienie wyboru jest proste: przed ludźmi się nie schowasz, ale możesz ograniczyć dostęp dzięki słuchawkom, a guma zajmie Twoją twarz na tyle skutecznie, że może uda jej się powstrzymać Cię przed zadawaniem trudnych pytań współpasażerom, z serii: „dlaczego tak śmierdzisz?

Tak, wbrew pozorom wiosną największym wyzwaniem nie jest sprostanie upałom, porcjom grillowanej kiełbasy.  Największym wyzwaniem zawsze są ludzie.  Nie ma szans na to, aby uniknąć ich kichnięć, ziewnięć, nie istnieje sezon wiosenno-letni lepieniem się do upoconych cudzych ciał nie naznaczony. Na wiosnę mnożą się jak króliki, jak drożdże jakieś przez pączkowanie i nagle jest ich jakoś więcej, mocniej, wszędzie.  Jeżeli wróg występuje w liczbie mnogiej i jest silniejszy, niestety możesz zrobić tylko dwie rzeczy: paść w tym wrogim tłumie jak martwy zaspokajając wcześniej potrzebę fizjologiczną (ponoć smród padliny odstrasza drapieżców). Drugi sposób jest o wiele trudniejszy i wymaga nie mniejszych predyspozycji aktorskich – polega na d o s t o s o w a n i u. Jako, że ciocia Radomska pielęgnuje swój alternatywny image i kumuluje w szafie worki z miejscem na głowę i ręce w kolorze czarnym kupowane na wagę, a w miejscach publicznych celebruje nieistnienie, nie może stać się źródłem inspiracji.  Co więc robić, nie wie, pociesza się, że lato tak naprawdę już się przecież kończy. Jednocześnie jednak nieustannie obserwuje.

 

Szok termiczno-kulturowy
Pół roku asertywnego sprzeciwiania się wyjściu na zewnątrz, bo przecież „mrok, ziąb, deszcz, śnieg, katar i stygnące kakao” i oto jego konsekwencje –  szok termiczno-kulturowy.  Pierwszy, kiedy dociera do Ciebie, że kiedy Ty pieczołowicie, jak każdy ssak pracowałeś na to, aby Twoim opływowym kształtom ziąb i mróz  nie zagroził, inni spędzili ten czas na solarium albo na jakiejś egzotycznej wyspie rozłupując arbuzy udami.

Całą zimę sobie powtarzasz, oczywiście wciąż sącząc kakao, że atrakcyjne kobiety to wymysł grafików komputerów, a tymczasem na chodniku mijasz tyle jędrnych, wyrzeźbionych ciał, których jedynie niekontrolowanie trzęsącą się częścią jest broda, bo ich właścicielki powstrzymują śmiech patrząc na Ciebie w odwecie, że automatycznie robi Ci się przykro.

Dziunie
Wyjaśnij mi proszę, jak to się dzieje, że przy plus trzydziestu stopniach, kiedy normalny człowiek poci się jak prosie, to jedyne krople jakie spływają po ich ciałach to łzy śmiechu, wynikające z tego, że zwyczajnie przyjrzały Ci się dokładniej. A jak już, w ekstremalnych warunkach, w  których, ten sam, normalny człowiek, rozpuszcza się jak kotka smalcu pozostawiona na parapecie, okaże się, że jednak posiadają ludzkie cechy fizjologiczne i się upocą odrobinę to jakoś tak, że niejeden chętnie by polizał jak chupa chupsa.
I jak już oderwiesz wzrok i myśli od rozważań pt. ale jak ona to robi, że jej nie widać majtek, że jej się to ramiączko nie zsunie, tips w słońcu nie stopi,  to, jak siatki z zakupami, przytłoczy Cię bolesna świadomość, że nie masz gdzie tym wzrokiem uciec. Bo przed Tobą roztoczyć się może już tylko  widok mniej przyjemny…


Pasibrzuchy
Nawet jeśli uda Ci się uniknąć zetknięcia z grupą podstarzałych samców w zaawansowanej ciąży spożywczej, którzy rozmiarem miseczki mogliby w kompleksy wpędzić niejedną nastolatkę, a nawet matkę karmiącą piersią sześcioraczki, bo może łaskawie ograniczą teren swojego wybiegu do granic ogródków działkowych, to  ich kobiece odpowiedniki są niestety wszędzie.

 

ach te Baby…
Z tymi trzema tłustymi włosami zaczesanymi na bok i wklejoną karykaturalnie jak w paintcie wsuwką, albo ondulacją tak trwałą, że dopieszczającą ich przaśną aparycję od 1972.  Opasłe takie, z tymi stanikami, które jedyne co  mogą dla nich zrobić, to powstrzymać te piersi dorodne, ale już nie jędrne przed rozciaptaniem się z hukiem o chodnik. I nawet jakbyś chciał oko przymknąć, na te łydki dopływu krwi przez rajtuzowe skarpetki pozbawione, na te stópki z piętami takimi, że można by na nich rzepy sadzić w sandałki powciskane, na te ręce dźwiganiem toreb z rynku umordowane i tak nie dasz rady. Bo uszu twych dobiegnie sapanie i jęki i żale na mężów i dzieci niewdzięczne, warzywa bez smaku, ceny coraz wyższe i zdrowie nie takie, jak kiedyś, którego tak naprawdę nigdy nie było. I gdyby nie ten upał i brak motywacji, już wznosił(a)byś swoje jednoosobowe getto, by żyć w szczęściu i spokoju oraz odosobnieniu i gdyby nie ten głos rozsądku powtarzający nieustannie, że przecież ty i oni to niestety dokładnie to samo, tylko trochę w innym życia momencie. Z litości więc dla siebie samego uśmiechnij się i ustąp  siedzącego miejsca z gracją i ładnie.

Po męsku
Widoku wypacykowanych jak koszyk na Wielkanoc panów także nie da się przeoczyć. Kiedy plebs zasuwa w podkoszulkach, swetrach spodenkach i klapkach,  oni mają polówki, cardigany, szorty i japonki. I są tacy ładni, tacy pachnący hugo bossami , jak z żurnala i za szklaną szybą, za którą mają też klimatyzację, dlatego wyglądają tak świeżo i promiennie, nawet wracając ze squasha po ciężkim dniu i godzinie 18. Trochę lżej ze świadomością, że dla nich nie istniejesz, że możesz być jedynie źródłem niekończących się adoracji i westchnień, ostatecznie zupełnie nieuzasadnionej pogardy i symbolem ciemnoty plebsu, który nie wie, że prawdziwy mężczyzna nie boi się koloru miętowego, nie straszne mu jednorożce i tęcza w odcieniu pasteli.

Ortalionowi rycerze
I ortalionowi rycerze sezonowo zamieniający dresy ze ściągaczami na niemniej szeleszczące  szorty ledwo zakrywające męskie przyrodzenie, ze skarpetkami wyciągniętymi jak podkolanówki. Ze skromnym budżetem – z prostą, skrojoną w tłumie nokią bez słuchawek zamiast odtwarzacza mp3 i subufera, też są, niezawodni, pomagający nie usnąć w autobusie wzbudzając Twoją czujność i skłaniając do mocniejszego trzymania torebki.

Chwyt na dziecko
A ten niż demograficzny do gdzie? Zewsząd dobiegają oseskowe jęki, piski i wrzaski i westchnienia ich umordowanych pchaniem syzyfowych wózków pod górę matek. Jeszcze się bobasom dupska od pampersowych oparzeń nie pogoiły, a już chcą klocki lego i odpalają w krzakach pierwsze papierosy, budują bazy i wtórują wiosennym ptaszkom, swoimi cienkimi głosikami rzucając na boisku pierwszymi, piskliwymi jeszcze kurwami.
Takie niemowlę to swoisty „must have” na mieście. Pokazać się w miejscu publicznym bez dziecka mocno może utrudnić społeczną asymilację. Dziecko wzbudza wszystkie te emocje –od pogardy do nieuzasadnionego zachwytu, które w sposób oczywisty sytuują jego rodziców w strukturze społecznej, nadając zaszczytne miano biednych męczenników wykorzystywanych nieludzko przez nieletnie pasożyty, przez co wzbudzają litość, w skrajnych przypadkach pobłażanie i sympatię. Jeśli kiedykolwiek ktokolwiek bowiem w swoim życiu z dziećmi  kontakt miał i wie jaki to koszmar, wie już, że  ustąpienie miejsca, nawet niechlujnie ubranej matce z drżącym mordę trollem, to już nie odruch serca, a społeczny obowiązek.

Terroryści rowerzyści
Nie zapominajmy o rowerzystach. Rower to kolejny obok niemowlęcia, odtwarzacza mp3 i gumy niezbędny element każdego wiosennego sezonu. Ale ani waż się udać po taki rower do sprawdzonego sklepu. Po pierwsze wydasz 2 tysie na rower, który skroją Ci po tygodniu. Po drugie, trzecie i piąte – jak ty baranie będziesz się prezentował w lnianej koszuli i słomkowym kapeluszu, w zwiewnej sukience w polne kwiaty, na jakimś sportowym góralu przygarbiony? Rower musi być alternatywny, stary, najlepiej kupiony na giełdzie albo kradziony, bo to doda mu mistycyzmu, sprawi, że będzie rowerem, który opowiada jakąś historię. I znów – głupi pomyślą, że jesteś strasznie biedny, nie stać cię na dobry bicykl, a tym bardziej benzynę, więc znów wzbudzisz litość, a głupi uważający, że są mądrzejszyi i hispsterzy będą piszczeć z zazdrości i zachwytu.

Inne…

Żeby jeszcze lepiej wtopić się w tłum i robić to co inny możesz wypróbować inne popularne sztuczki takie jak nieużywanie antyperspirantu, czytanie grubych książek o mądrych tytułach, które trzymają ludzi na dystans, jeżdżenie komunikacją miejską zawsze wtedy wszyscy inni, tak żeby było przytulniej i byś z bliska mógł się przyjrzeć czego ci do bycia jak inni brakuje.


Oczywiście lista społecznie akceptowalnych zachowań jest dłuższa, ale tak naprawdę ludzie zdzierżą Twoje każde zachowanie tylko jeśli masz długie nogi i cycki, więc ostatecznie polecam odłożenie ambicji na bok i cierpliwe oczekiwanie wraz ze mną na listopad.

 

_________________________________________

cho na fanpejdż: facebook: Mam Wątpliwość