Z godnym przyjmowaniem krytyki jest w naszym kraju jak z jedzeniem ostryg. Teoretycznie każdy wie, że to takie wysublimowane, modne, warte ogarnięcia, a w praktyce, jak już przyjdzie co do czego, to nie wiedzą czy się temu kłaniać, wylizać, opluć czy zerżnąć.. Błądzimy niejako po omacku dlatego w takiej sytuacji nie możemy się obyć bez tutorialu- to taki przewodnik po beskidzkich szlakach mający uchronić nas przed samobójstwem z rozpaczy.


Z konstruktywną krytyką w sumie też jest jak z ostrygami. Niby każdy wie jak wygląda, widział zdjęcie, czytał opis na wikipedii, a jak dostaje taką pod nos i do ręki, to stwierdza, że może i kultura i prestiż, ale jednak jebie szlamem i nie potrafi się odpowiednio ustosunkować. Rozróżnijmy zatem jakieś kategorie krytyk oraz ustalmy raz na zawsze, z czym się je je.

KRYTYKA NIEKRYTEGO KRYTYKA

Autor ma małego penisa i ogromne ego, bo wszechświat dąży do równowagi, wyczerpał już zakres swoich śmiesznych żartów i powiedzonek, więc kiedy mówi do Ciebie coś, czego po prostu nie rozumiesz, automatycznie nazywa Cię zawistnym i zazdrosnym oraz zadufanym w sobie burakiem. Chciałbyś z nim nawet podyskutować, wymienić się poglądami, rozważyć zasadność waszych stanowisk oraz merytoryczną wartość argumentacji, ale zanim to zrobisz on już nazwie Cię chujem i naśle na Ciebie bandę gimnazjalistów.

Problem w braku redundacji w waszej komunikacji polega na tym, że autorowi wydaje się, że stoi 10 metrów ponad Tobą i drze ryja podkreślając swoją wyższość i dzielącą was odległość, kiedy tymczasem wrzeszczy Ci po prostu do ucha i pluje na okulary.

KRYTYKA TRĄCĄCA GIMBĄ

Tym razem pal licho i trafiaj szlagu szanownego nadawcę. Może on kwiecistym językiem wyrażać swoje ubolewanie, rozczarowanie i stękanie, osładzając każde ‚cwelu’ czekoladką i całusem, a odbiorca i tak poczuje się jak strącony w otchłań rozpaczy i potępienia trędowaty, brzydki gimnazjalista z trądzikiem, którego nikt nie kocha i za którym nikt nie będzie tęsknił.
Rozmówca gimba każdą formę zarzutu wobec czegokolwiek traktuje jako nalot na swoją osobę,a w stresującym starciu z wrogiem, czuje się jakby ktoś wydłubywał mu tętniące jak trzewia buhaja w okresie rozpłodowym serce nożem do smarowania masła którym jak wiadomo, nie da się ani rozsmarować masła, ani, co gorsza, zabić. Nawet jeżeli owym wrogiem jest woźna, która prosi o to, żeby zmienił buty.

KOMUNIKACJI KLEKSY STANOWIĄ KOMPLEKSY

Teoria komunikacji zakłada, że żaden nadany komunikat nie jest w stu procentach reduntantny – nadawca nie jest w stanie sformułować myśli tak, aby odbiorca pojął to,co ten próbuje mu powiedzieć – przeszkodzą staje się wieloznaczność, różne odczytywanie intonacji, wiercący sąsiad tudzież uwalone miodem uszy.  Po prostu, mówisz komuś, żeby kupił perfumy, a on obraża się, bo usłyszał, że walą mu stopy. Lub inaczej – każesz komuś spieprzać, a ten twierdzi, że zgrywasz niedostępną i chciałabyś go zerżnąć sprośnie na brudnej podłodze. 

Jak zatem spośród chóru krytykujących głosów wyodrębnić te zasadne, których wysłuchanie może pomóc nam w pracy nad samym sobą? Niezbędna jest selekcja – pod uwagę bierzemy tylko te zarzuty sformułowane rzeczowo i bez emocji. Gdy sami chcemy kogoś skrytykować również musimy przestrzegać tych zasad – wziąć głęboki oddech, policzyć do 46 i wieloznaczne, głębokie, wyrafinowane „cwelu jebany jak cię spotkam na osiedlu to zabiję” zamienić na „ze względu na fakt, iż reprezentujesz sobą wartości, które stoją w opozycji wobec tych, które ja uznaję za istotne, wolałbym uniknąć naszej konfrontacji, aby pod wpływem emocji nie naruszyć powierzchni twojej twarzy, która swoją drogą paskudna jest jak Donatella Versace”.

A odrobinę poważnie – potrzeba czasu i rozumu, żeby nauczyć się rozróżniać krytykę od wiaderka łajna, którym ktoś chce nam zapaskudzić podwórko, bo sam broczy w nim po uda i jest mu zwyczajnie smutno, więc szuka towarzystwa.  Nauczyć się szanować to, że nie jesteśmy pszczółką Mają – nie wszyscy nas znają i kochają. Aż wreszcie najtrudniejsze- puknąć się w łeb, serce i jeśli trzeba, także piszczel, do listy przelewów dopisać rachunek sumienia i powiedzieć sobie oraz światu – ej, masz rację jestem idiotą, ale zamiast płakać z tego powodu, zmienić to tudzież… Wykorzystać jako atut. Kretynom żyje się łatwiej.

Oto moja krótka refleksja na temat radosnej tendencji towarzyszy blogerów na usuwanie wszystkiego,co zagraża ich poczuciu zajebistości.

Napisała się, namęczyła, a wszyscy wiedzą, że strapione nerwy nadszarpnięte konfrontacją z drugim człowiekiem może ukoić tylko czekolada. I zwyzywanie go anonimowo w komentarzach w internecie. 🙂

_____________

STUDENTY, POWODZENIA NA SESJI! 
p.s. możecie śledzić mnie na instagramie – radomskaa,  spamuje tam samojebkami i przede wszystkim zdjęciami córy ;3