Jak setki tysięcy innych Polaków, od jakiegoś czasu nie mogę przejść obojętnie obok fenomenu, jakim niezaprzeczalnie jest Piotr Żyła. Czasem mam tak, że kiedy oglądam coś bardzo żenującego, to muszę przerwać i na moment zająć się chociażby dłubaniem w nosie, żeby jakoś się z owym żenującym obrazem oswoić.

Żyła opowiadający o tym, że o, tak se stał, schylił się i skoczył, że hehe, w sumie nie wie sam jak i po co, tak jakby ktoś wyciągnął go na stok prosto z kolejki z Biedronki. Żyła, bardziej niż ja, brutalnie gwałcący wszystkie zasady gramatyki, ortografii, ba! wydawania dźwięków. Prosty chłopak, któremu się udało… (?)

Chyba nie do końca. Mam nadzieję, że Piotrek pozostanie Piotrkiem i że gawiedź wkrótce nażre się tak jego prostolinijnym urokiem, że da mu spokój. Oczywiście cześć i chwała dla jego sportowych zasług! Jednakże całym tym okołożyłowym cyrku, dyscyplina jaką uprawia staje się pretekstem do tego, żeby po jakiejś tam nieważnej serii skoków, dziennikarze mogli go dopaść, osaczyć i zmusić do wyduszenia choćby dwóch zdań, które sprawiają, że Marian i Danuta opluwają się przy niedzielnym obiedzie kefirem i nie raz nie dwa zdarzy im się parsknąć na obrus kompotem.

Setki tysięcy odsłon filmików, tysiące fanów, nazwisko, które dźwięczy w uszach każdemu Polakowi, niemal tak wyraźnie jak Składowska czy Wałęsa! I smutna prawda – ten kraj nie potrzebuje wartościowych autorytetów, oni żyją w swojej niszy, posługują się swoim egalitarnym językiem i może gdzieś tam marzą o tym, żeby wzbudzać takie zainteresowanie, jak jednostki uwielbiane przez masy, ale spina ich stres – nie potrafią spektakularnie jeść zupy, nie bedom grać w gry, nie wyglądają jak Viking i nie słuchają techno… Nie wiem czy mam rację, ale Polacy są chyba w stanie znieść i lubić  3 rodzaje znanych ludzi:

1) ładnych,  skromnych i sprawiających wrażenie wiecznie zagubionych („och nie wiem skąd na tej stópce ten drogi pantofelek, ten przystojny wypacykowany gach i czyje te rączki, co tak uroczo zasłaniają zaróżowione nieśmiałością lica”) – Zosie, Kasie, Basie z seriali – które są zapracowanymi Paniami doktor, które nie chcą od życia nic dla siebie i czekają aż owo życie samo czymś, w postaci przystojnego księcia im skapnie. Telewidzowie, a raczej telewidzki, czują się trochę lepsze, bo przecież zupełnie jak Zosia i Kasia czekają na swój czas, a to, że wyglądają zupełnie inaczej, nie ratują ludzkich istnień i nie mieszkają w apartamentach…

2) kretynów, którzy pokazują publicznie jacy są skretyniali. Głupota pozwala im radzić sobie ze sławą – myślą, że to spoko, że cały naród karmi się ich występem, powiedzianą bzdurą, życiową kompromitacją. Gorzej, kiedy ich kretyński występ jest efektem zrządzenia losu, kiedy tak naprawdę są spoko ludźmi, a internet i głód publiczności żeby na czyichś gruzach budować swoją samoocenę, robi z nich, niechcąco-chcący, pajaca.

3) tych, którzy sprawiają, że słowo Polak brzmi dla nich jak synonim dumy, chwały, setek lat poruszających dziejów narodu, co najmniej, tak niesłychanych jak promocje w dyskontach! To miejsce dla Małysza, dla Otylki, dla wszystkich tych, przez których, wspomniany wcześniej, kompot wzbogacony zostaje smakiem łez wzruszenia! Oczywiście do czasu, kiedy stoją na podium, bo kto by się tam przejmował, że na jeden sukces pracowali latami. Gdyby Bożena i Lucjan byli ich trenerami ha! Oni by wiedzieli co zrobić, żeby sukcesy trwały wiecznie, no ale nie są, mogą tylko dopingować, telepatycznie, rzucając mięsem przed telewizorem.

 

I oto żyła. Połączenie 2 i 3. Gdyby ktoś zapytał, w takiej ulicznej sondzie- za co ceni Pan Piotra Żyłę? Polacy chórem i patetycznie opiewali by jego sportowe sukcesy, ożywienie legendy Małysza bla bla bla… A po cichutko – bo jest taki śmieszny, taki głupszy ode mnie i to w telewizji, pajac prosty…

Oczywiście nie mam monopolu na prawdę i wiem, że są ludzie, którzy po prostu go doceniają, albo tacy, którzy najzwyczajniej ignorują, ale w życiu tak to jest, że durny tłum ryczy najgłośniej i jest najlepiej słyszalny. Podkpiewałam z Żyły i nie mogłam obejrzeć żadnej relacji z jego wypowiedzią, bo czułam się jak wtedy, kiedy ktoś kazał mi się śmiać z filmiku, w którym jakiś koleś robi sobie krzywdę upadając na krocze.  Było mi go szkoda i rozbrajał mnie swoim podejściem, tym, że nie walczył o trofea, o marzenia, o idee, ale e, tak se skakał…

We wtorek Piotrek, bo tak pozwolę sobie określać tego swojskiego chłopaka, był gościem Kuby Wojewódzkiego. Czasem oglądam – wystarczająco często, aby znać formułę programu, która pomalutku zdaje się wyczerpywać (jak u Lisa, który nie debatuje już co z tą Polską, tylko pyta Gesslerowej, co z tą kalorycznością kartofli). U Kuby zwykle występują 2 postaci – jedna szanowana i godna uwagi, druga tylko po to, żeby Jakub Wszechmogący mógł ją obśmiać, wyszydzić w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób, a ty samym wykazać się swoim, mniej lub bardziej, dowcipnymi żartami.

Jeżeli Kuba szanuje swojego gościa, to jesteśmy świadkami ciekawej rozmowy. Jeżeli z niego kpi, to możemy ujrzeć już tylko jednoosobowy stand-up w wykonaniu Wojewódzkiego oraz skonsternowaną minę zniesmaczonego, zażenowanego gościa obok. Bywa też, że Kuba jednocześnie próbuje pokazać, że kogoś szanuje i wykazać, że to bzdura. I tak było z Piotrem.

Co zrobił trener Żyły na wieść o tym, że jego podopieczny skakał kilka lat temu po pijaku, co pomyśleli prawdziwi fani skoków narciarskich słysząc, że Żyła bardziej niż zwycięstwem, jarał się skomplikowaną obsługą kibla w Japonii, nie wiem. Myślę, że żona nosiła się z fochem jakieś dwa dni po emisji, a potem stwierdziła, że jej mąż już tak ma i po prostu lepiej niech już nigdzie nie występuje.

W całej tej rozmowie, pełnej nerwowego śmiechu Piotra, suchych żartów i jawnych oznak jego zdenerwowania, padło jedno pytanie i jedno zdanie z ust żyły w odpowiedzi, które sprawiło, że mój stosunek do Żyły uległ diametralnej przemianie. Nadal nie zamierzam go oglądać, ale chyba trochę go polubiłam i ba, szanuję.

Kuba zapytał o to, dlaczego Piotrek jest taki wyluzowany i zdaje się nie kumać chyba swojego fenomenu, sukcesu, bo mimo oczekiwań, jakie rozbudził w narodzie, on nadal twierdzi, że e, se skacze, a udaje mu się przypadkiem.

Żyła powiedział jedną rzecz, która w motłochu samozwańczych autorytetów, mędrców i przewodników, którzy przy każdej okazji sprzedają swoje złote, a częściej aluminiowe rady o tym, by spełniać marzenia, sięgać jak najwyże, przekraczać granice i możliwości…

Powiedział coś, co w ustach osoby, która nie sprawia wrażenia intelektualisty, zabrzmiało cholernie mądrze i logicznie.

Żyła opowiadał o tym, jak za czasów świetności Małysza karmił się marzeniami o takiej karierze jak jego, katował się treningami i wiecznie niewystarczającymi efektami. Odpuścił, bo to,co kochał, zamieniło się w chorą obsesję. Przestał żyć marzeniami. Dziś nie walczy o trofea, ale se skacze, bo po prostu kocha to robić.

Przestał żyć marzeniami, marzenia zaczęły się spełniać, a on – zamiast zwariować, nadal po prostu se skacze i znów chciałby zobaczyć kibel w Japonii,który opryskał jego kolegę.

Nawet prosty chłopak, który nie potrafi odmieniać czasowników,odkrył banał, że nie cel, czekanie na jego osiągnięcie, spełnienie jest najważniejszy, ale sposób o jego spełnienie, który sprawia, że mamy coś, czego może nam pozazdrościć połowa populacji -zajawkę, pasję, sens, który będzie mógł trwać i dalej nas łechtać i uszczęśliwiać, nawet jeśli nie doprowadzi do spełnienia celu.

Jeżeli Piotr Żyła, zupełnie niechcący, udowodnił, że nikt nie ma recepty na sukces i że można żyć, robić, myśleć po swojemu i być szczęśliwym bez względu na to, czy lud docenia czy szydzi, to nie pozostaje mi nic innego, jak zamknąć się z pokorą i zamówić koszulkę z napisem  „chcę być z pokolenia PŻ I”! I pojechać do Japonii, zobaczyć ten mistyczny kibel!

____________________________________

ZA KOLEJNĄ PRZYDŁUGĄ PRZERWĘ PRZEPRASZAM, ALE OGARNIANIE WSZECHŚWIATA TO CZASOCHŁONNE ZAJĘCIE, ROBIĘ, CO MOGĘ, ŻEBY ZAGIĄĆ CZASOPRZESTRZEŃ, ALE CHYBA NAJWYRAŹNIEJ ROBIĘ TO ŹLE.

NIEMNIEJ JEDNAK APELUJĘ O CIERPLIWOŚĆ.

I INFORMUJĘ, ŻE DZIŚ, W PIĄTEK, 12 KWIETNIA O GODZ. 17:00 W TVP 3 ŁÓDZKIEJ BĘDĘ GOŚCIĆ I O BLOGOWANIU NAJPEWNIEJ GADAĆ. ZAPRASZAM.

I NA FANPAGE, TRADYCYJNIE: FB: MAM WĄTPLIWOŚĆ