Nie należę do osób bojkotujących jakiekolwiek święta – jak ktoś potrzebuje dyspensy czerwonego dnia w kalendarzu, żeby zrobić coś, czego mu nie wolno (?) na co dzień to ja to absolutnie szanuję, ale mi nikt nie będzie mówił, kiedy powinnam jeść pączki!

Wiem po co takie dni są – ot, gdyby nie wydzielone odgórnie daty np. świąt i pełna wolność w wyborze terminu Bożego Narodzenia to pewnie nikomu nie udałoby się zgrać terminu no i nakręcany od października marketing od stycznia do grudnia powtarzałby „że tylko teraz ten czas, świętuj więcej za mniej!!!”.

Lubię dostawać kwiaty od męża – tak samo bardzo, kiedy z okazji 8 marca kupuje je taniej, jak i wtedy, kiedy ujrzy je płacąc za psią karmę przy kasie i pomyśli „a, wezmę, podła jest, ale moja, siedem złotych mogę dać!”Zatem o co mi z tym Dniem kobiet chodzi?

Radomska, co to znaczy dla Ciebie być kobietą?

Ktoś przy okazji sondy zadaje mi takie pytanie i wbija mi gwoździa. Bo z jednej strony wiem, z czym to się je tak sztampowo: PMSy, okresy, niższe płace, sprowadzanie mnie do hormonów, ale… ja nie rozważam każdego dnia swojego jestestwa w kategorii płci. Nie budzę się rano i nie zastanawiam się, co bym zrobiła, gdybym babą nie była. I mam nadzieję, że moje dziecko takie pytanie zbędzie już totalnie na luzie i odpowie kiedyś, że to trochę jak pytać niebo, co to znaczy nim być – a ono się zmienia, wpływa na to w cholerę czynników. I można doprecyzowywać pytając:

Ola, co to znaczy dla Ciebie być 30 letnią, zamężną kobietą z dzieckiem, mieszkającą w dużym mieście?
,

Jednak i tak się wymigam. Bo to zależy.

Kwiatka mogę dostać, swoją biologię próbuję ogarnąć odkąd pamiętam i jadę z koksem. Zatem co mnie wkurza? Ano każda okazja dla sklepów, marek do przypominania mi o ograniczeniach i problemach, o których nie miałabym pojęcia. I podsuwaniu gotowych, sprawdzonych rozwiązań. W super cenach!!!

Czego dowiaduję się z reklam o sobie?

Na co dzień, że: mam cellulit wodny, ponoszą mnie nerwy, nie wiem, co zrobić na obiad i potrzebuję miękkich podpasek, żeby zawojować świat. Przed dniem kobiet, że: bukiet kwiatów dla mnie kosztuje 5,99 zł, a przy okazji mogę dorwać mielone w niższej cenie i z radością, w zamian za docenienie kwiatami albo tak po prostu, zrobić staremu mielone. YAY!

W drogeriach półki  z myślą o mnie uginają się przed wszystkimi produktami w extra cenach, dzięki którym mogę walczyć z cellulitem, zmarszczkami, workami pod oczami i odrostami, suchą skórą pięt i ust i które sprawiają, że w końcu mam seksowne spojrzenie, obłędną fryzurę, wystarczająco zgrabne ciało i estetyczną twarz. Taka ze mnie szczęściara, że nie wiem od czego zacząć – 2h na robieniu hybryd, 2h farbowania czy lecieć po karnet na siłownię, żeby zdążyć schudnąć na lato?  A może wydepiluję się laserowo – boli, no ale czego się nie robi, by cieszyć się aksamitnie gładką skórą i wić w pościeli jak łania z reklamy, robić sobie bitwę na poduszki ze sobą i śmiać w głos dzięki gładkim łydkom i cipce? Uhuhu! Czuję jak robię się z podniecenia i ekscytacji wilgotna, jestem taką szczęściarą!

Ja dziękuję za zabawę w troskę i przyjaźń

Serio. Chcę kupować jeansy w stosownym rozmiarze, a nie zaniżonym, abym czuła się lepiej. Nie chcę otrzymywać mailingu, w którym dowiem się, co sprawi, że będę piękniejsza. Mam dość powiadomień o promocji na ultrakobiece sukienki dyktowanych zapewne obawą, że męskie może podbiją moje serce. Dość informacji, że mogę być kim chcę, ale w koszulce marki XYZ i twarzą nawilżoną kremem BFG.

Jeśli mam już kupować, to dlatego, że chcę sweter albo skarpetki, a nie poczucie bezpieczeństwa i podniesienia własnej wartości.

Najpierw bombardujecie komunikatami, że to jaka jestem: nieufarbowana, niewydepilowana, nieodchudzona, nieumięśniona, nieumalowana, czego nie mam i co jest nie tak, a potem jak rycerze wjeżdżacie z newsletterem i gazetką. A wypad!

Chcecie coś dla mnie zrobić? Nie, dzięki. Jestem duża, sama to zrobię – nie dam się zaszczuć, wrzucić w schemat, golić i malować na rozkaz i sprowadzać się do sprawiania przyjemności oczom – swoim i cudzym. Jestem kimś więcej niż dupą, którą podkreślić mają spodnie, twarzą, którą ma wyszczuplić bronzer i stanikiem, który ma za zadanie tworzyć iluzję jędrności, której nie posiadam i nie widzę w tym żadnej ujmy.

Dziękuję Wam! To wspaniale mieć wokół siebie tyle świadomych marek, które czekają tylko, by nieść mi pomoc w przypominaniu, nad czym jeszcze powinnam popracować, by móc czuć się kobieco!

Ja wiem, że dziś mamy już pod dostatkiem rzeczy, a same rzeczy sprzedawać się nie chcą. Sprzedaje historia: o przebojowości, kobiecości, feminizmie, buncie, seksie… Tylko ja chcę swoją opowiadać sama. I dziękuję za pomoc, ogarnę już!

A co Ty możesz zrobić z tej okazji?

 Uwaga – co zechcesz, a także nic. Oto kilka propozycji niezwiązanych z posiadaniem, robieniem sobie czegoś dla urody i wydawaniem pieniędzy na naprawianie „wad”, tuszowanie” i podkreślanie kobiecości. Breaking News – jesteśmy kobietami, nie musimy tego malowywać, wyszczuplać, poprawiać. Serio. I każdy dniem jest dniem kobiety, kiedy jesteś kobietą!!!

  1. Umów się na cytologię, badanie, do dentysty.

Te pierwsze, bo masz stosowne organy, które lubią się psuć (spokojnie, faceci mają np. prostatę i zdecydowanie rzadziej ją badają – kto to słyszał, żeby samiec alfa wypinał dupę i nie chciał umierać? Pff!) To ostatnie, wybacz, ale nie jest dedykowane posiadaniem macicy masz zęby jak każdy. Jedne na całe życie. Ich wymiana kosztuje tyle, że na żaden kremik w promocji już nie styknie, serio.

  1. Napisz do kobiet, które są dla Ciebie ważne, albo były, tylko zabrakło czasu.

Umówcie się. Na herbatę, na spacer, na kawę. Powspominać, pogadać, pośmiać się i uświadomić, jak zapierdala czas  i stare są Wasze dzieci albo wciąż nie mają czasu się urodzić i w sumie niewiadomo czy są Wam niezbędne czy to potrzeba generowana przez reklamy Gerbera.

  1. Nie czekaj na pozwolenie, na święto, na zielone światłom na 8 marca, na księcia.

Wszystkim wygodniej jak jesteś ważniejsza niż Ty sama i masz kompleksy. Serio „dla siebie” ma oznaczać bolesny zabieg u kosmetyczki, bo przytyłaś? Dzieci zapisuje się na angielski, karate, opłaca wycieczki do kina i teatru, żeby się rozwijały i miały ciekawe zainteresowania.  A babom? Oferuje pakiet zabiegów, nie smutne?

  1. Nie czekaj na czerwoną lampkę! 

Chyba, że to wino hue hue. Zawsze da się wyżej, mocniej, bardziej, lepiej, ale… uwaga – nie trzeba. Goniąc za ideałami nabawisz się kolki, spocisz, a potem i tak umrzesz. Już nigdy nie będziesz miała tylu lat, co teraz. Co byś powiedziała sobie sprzed 5 lat? Nieważne, bo to nic nie zmieni!
Tamten czas już minął i teraz wciąż zapierdala. Nie będzie potem na życie, na siebie. Chcesz nauczyć swoje dzieci asertywności i dbania o siebie? Tak o uśmiech jak i sprawdzanie morfologii? One nie słuchają, one naśladują…
Nie potrzebujesz święta i zgody, żeby wyjść, zabawić się, odpocząć, zrobić cokolwiek. Jesteś dorosła i to ma też jasną stronę – Ty decydujesz i nie pozwól innym robić tego za Ciebie i mówić, co masz robić i jak się czuć. Nawet Radomskiej, która się coś dzisiaj wymądrza, ona Cię nie znaaa!!!

  1. Skup się na byciu podmiotem, a nie przedmiotem.
  • Musisz dbać o swoje zdrowie nie dlatego, że rodzina sobie bez Ciebie nie poradzi, ale dlatego że jesteś ważna, tak po prostu, jako człowiek, nie tylko żona / matka / pracownik
  • Poświęć więcej uwagi na to, co sprawia to, kim jesteś, a nie jak wyglądasz. Ciało to tylko opakowanie! Żadna wada nie pozwoli Ci odebrać radości np. z podróżowania jeśli jej na to nie pozwolisz!
  • Przestań myśleć o życiu jak „zamkniętym temacie”, nie czekaj aż ono Cię zaskoczy – ja chciałabym zapisać się na migowy i częściej wychodzić do teatru, a Ty?
  • Nie musisz odhaczać listy obowiązków i zawsze być użyteczna jak jebana lokomotywa z bajki, serio. Jeśli uważasz, ze Twoja rodzina ceni Cię za to tylko, co dla nich robisz, to spełnij obietnicę i oddaj te dzieci cyganom.
  • Nie buduj sobie pomników – ze spiżu ani plastiku. Nie opowiadaj bajek o perfekcji, doskonałości, kontroli, samoorganizacji. Daj sobie być człowiekiem i przestań traktować tego, jako coś złego.
  • Przestań przejmować się opinią innych. Oni niewiele wiedzą, a resztę dopowiedzą. Serio – nie płacą rachunków, nie całują Cię rano, kiedy wali Ci z paszczy, nie pomogą zanieść zakupów, kiedy złamiesz nogę – dlaczego przypisujesz im taką moc? Te głosy są TYLKO W TWOJEJ GŁOWIE i tylko ty możesz zamknąć im ryje!
  1. Nie rżnij ofiary, której należy się rekompensata za krzywdy

Jak masz ochotę wyjść na drinka to mówisz, że masz ochotę wyjść na drinka i idziesz. Nie wyrzygujesz mężowi, ze nigdzie Cię nie zabiera, bo sama możesz to zaoferować, a jak odmawia to i sama wyjść. Nie masz pretensji do dzieci, że ciągle czegoś chcą, bo skądś mają ten odruch Pawłova, że ze wszystkim  lecą do Ciebie.
Nie jesteś ani gorsza ani lepsza. I masz prawo czuć się źle z PMS, ale nie masz prawda drzeć mordy bez powodu, bo to jest przemoc i faceta się za to linczuje, a babki potrafią wymieniać się anegdotkami o tym, jakie perfidne potrafią być przed okresem.
Masz prawo powiedzieć „dzisiaj jestem zmęczona / nie chce mi się”, ale nie wyrzucasz facetowi, że nie poodkurzał, kiedy akurat  ma gorszy dzień. Simple as fuck. Nie narzekasz, że on Cię nie adoruje, kiedy sama za grę wstępną traktujesz sytuację, w której dziecko już śpi, a akurat już rozwiesiłaś pranie, Droga Afrodyto z Pabianic!

Podumowanie!
Z okazji Dnia Kobiet i bez okazji życzę Wam, żebyście umiały uciszyć ten jazgot wokół siebie i wsłuchiwały się w siebie.

Czuły się wspierane, a nie oceniane. Były mniej wymagające  i bardziej wyrozumiałe dla siebie i na odwrót – nie wyręczały ziemi w kręceniu się i nie zagryzały wciąż zębów, bo szkoda szkliwa.

Abyście żyły w zgodzie ze sobą, bo z wszystkimi się nie da. I zdecydowanie częściej patrzyły przed siebie niż na siebie i innych.