Słyszałeś o tym kiedyś? Głupcom w życiu łatwiej, nie zawracają sobie głowy planowaniem i troszczeniem się o swoją przyszłość, bo przyszłość to dla nich absolutny abstrakt, coś, czego nigdy tak nie nazwą, bo dysponują zbyt ograniczonym słownictwem Nie czytają książek, bo z książek można się dowiedzieć,że ktoś, gdzieś, kiedyś i z jakiegoś konkretnego powodu żył inaczej i oto „inaczej” niezmordowanie walczył. A po co tak, niezmordowanie walczyć, męczyć i rozczarowywać. Czasem pewnie warto, ale kto sobie będzie na dłuższą metę zawracał głowę tym, kiedy i w imię czego warto? Spokojnie,mam tylko taki tik nerwowy, że od razu wsadzam kij w mrowisko. Jasne, że uważam, że warto. Tylko sama zawsze miałam problem w znalezieniu odpowiedzi na to, KIEDY i W IMIĘ CZEGO.

Uczę się od paru miesięcy bardzo intensywnie. Przede wszystkim robić i myśleć mniej. Bawię się w Głupca i bardzo mi z tym dobrze, bo głupcom naprawdę w życiu lżej. Pisałam o tym kiedyś, że najbardziej w życiu rozczarowywało mnie to,co sobie wymarzyłam, a co się nigdy nie spełniło. Źródłem frustracji była zatem tylko i wyłącznie moja głowa. Bo po co tęsknić za czymś, czego nigdy się nie miało?

Jakkolwiek dekadencko by to nie zabrzmiało, zmieniłam taktykę i już nie marzę. Ewentualnie planuję. Wyjście na zakupy, spotkanie, ustalam harmonogram tygodnia. Chowam w kieszeń to wszystko,co wiem i staram się obserwować i analizować to,co się przydarza jak dziecko – bez żadnej wiedzy i uprzedzeń. Daję się zaskoczyć. I zdumiewa mnie to, jak wiele w naszym życiu nie zależy od tego,co nas spotyka, a od interpretacji, które na owe zdarzenia nakładamy, dokonując czasem, a raczej zbyc często, złej interpretacji.

Jest dobrze, jest coraz lepiej, chociaż to,co jeszcze rok temu było marzeniem, nadal się nie spełniło. Nie ma ambitnej pracy i ludzie, którzy mieli być zawsze przy mnie rozeszli się w tłumie, ale to nic przecież, to tylko kolejna lekcja. Jest dobrze. I będzie lepiej, wiem to. W ciągu tego roku sporo się zmieniło, ale przez szacunek do mojej prywatności, którą i tak naruszam przez swoje ADHD i mordę, która się nie zamyka, teraz wyjątkowo postawię kropkę. Ot, miło poczuć w końcu coś miękkiego pod tyłkiem po takich seriach kopniaków. Doceniam. Jak dziecko.

Z perspektywy czasu uważam, że blog był cholernie ważnym elementem mojej autoterapii. Nie zdawałam sobie kompletnie sprawy, jak przedstawianie rzeczywistości w krzywym zwierciadle uczy myślenia o niej na tysiąc sposobów, z których żaden nie jest gorszy, ani mniej prawdziwy. Coraz lepiej odnajduję się w codzienności, choć ta, nawet mnie za bardzo nie zauważa. Brakuje mi tylko paczki popcornu, bo czuję się jak w kinie – chodzę, rozmawiam, obserwuję, próbuję opisać chociażby w głowie, a potem długo analizuje.To,co tu i teraz. Ale przede wszystkim to przeżywam, takie jakie jest i trochę takie, jak chciałabym by było, bo doceniam rolę narracji. Uczę się bycia narratorem swojego życia. Więc doczytaj jeszcze kilka zdań, bo mam Ci coś ważnego do zakomunikowania. Ważnego dla mnie, ale to mój blog pisany do Ciebie, nie mogę się konsultować z Tobą zanim coś napiszę, więc liczę na wyrozumiałość.

Rola bloga się zmienia. Udało mi się zgromadzić masę ludzi ciepłych, zabawnych, złośliwych i miłych, których wsparcie jest niezwykle ważne – obdarzają ciepłymi słowami, którymi ja nigdy nie miałam odwagi sobie powiedzieć.To bardzo wygodne liczyć na innych, kiedy naprawdę nie ma się siły. Nie miałam jej, ale rekonwalescencja przynosi przewidywane efekty. Czuję się dobrze.

Spakowałam do torby to,co pozytywne, więc nie pytaj mnie dlaczego mam garba. Taszczę ją ciągle ze sobą. I ogrzewam się tym na przystanku, jak nie przyjeżdża kolejny tramwaj linii 4 albo kiedy otrzymuję kolejną wiadomość, która jeszcze pół roku temu zwaliła by mnie z nóg. Czytam i analizuję. Nie umiem tak osądzać ludzi, wbrew temu,co wydaję się tym, którzy mnie czytają, którzy nie wierzą mi, że wykpiewam zachowania i konstrukty, czasem zjawiska, a nie Pana X i Panią Y. Blog z bezpiecznego miejsca, gdzie mogłam odreagować i się ogrzać, stał się areną walki z tym, z czym zawsze miałam problem – co myślą inni?

Jest już dobrze. potrafię się odciąć. Z uśmiechem wstaję o 6 i robię Mu śniadanie oraz kawę. wkurwienie odreagowuje myciem wanny. Robię swoję i ciągle uczę się pokory.

Dobrze mi z byciem trochę głupszą. Z nieanalizowaniem każdego słowa, z niezatruwaniem sobie głowy tym, co może się zdarzyć, z nie czekaniem na najgorsze i nie obwinianiem siebie za trzęsienie ziemi w Ameryce Południowej. Żyję.

A po co to piszę? Żebyś wiedział, że może być dobrze, nawet jeżeli nie wszystko jest dobrze. potrzebowałam wsparcia masy, w większości obcych osób, żeby się o tym przekonać i leków, ale wiesz co? Warto było i piszę Ci o tym, żeby się przypomnieć. Tobie i sobie, że każdy się mierzy z jakimś gównem, ale to, jak do tego podchodzi, to w dużej mierze jego zasługa. Albo wina.

Jest dobrze. Jeżeli napiszesz, że cudownie – uśmiechnę się z pobłażaniem, bo nie możesz wiedzieć, ale ucieszę się, że jesteś. Napiszesz, że łżę, bo chujoza jest wszechogarniająca, a ja jej wizytówką – wezmę głęboki oddech, przeczytam po raz drugi i zastanowię się, czy to,co piszesz, niesie jakąkolwiek treść. Bo jest dobrze i ja to wiem najlepiej, bo nikt nie ma prawa tego oceniać.

Założenie głupiego bloga było wstępem do wprowadzania poważnych zmian w moim życiu, przede wszystkim w formie  zmiany podejścia. Czas na zaprowadzenie zmian tu.

Nie zamierzam być czyimkolwiek sposobem na leczenie jego własnych frustracji i lęków, nie życzę sobie czytania na swój temat obelg, oceniania mojej inteligencji, czy wyglądu. Wszelkie komentarze niezwiązane z tekstem, pisane anonimowo, pod pseudonimem, będą usuwane, bo napluć sąsiadowi na wycieraczkę to każdy potrafi, a stanąć z nim w twarzą w twarz i powiedzieć, dlaczego jest chujem – nieliczni. Roszczę sobie prawo również do rozstrzygania tego, czy argumentacja do nazwania mnie chujem jest wystarczająca. Rozróżniam krytykę i żałosny jad, a tego drugiego nie będę tolerować. Bo mam do tego prawo, bo ja jestem właścicielką tego bloga i moderatorką komentarzy.

Zauważyłam, że Ci, którzy czytają mnie dłużej, zrozumieli już konwencję, absurd, nawet jeżeli im się to nie podoba, o czym niejednokrotnie piszą, a co ja szanuję i biorę do siebie. Nie będę jednak tolerować treści, które spokojnie nadawałyby się jako podstawa dla rozprawy sądowej. I bardzo mi przykro, że niektórzy, a raczej lwia część czytelników, którzy na szczęście szybko stąd znikają, ma takie życie pełne problemów i frustracji,( albo, że prowadzi bloga, którego nikt nie czyta … ) że nie może się obyć bez odreagowania w formie dokopywania innym. Rozumiem frustracje, sposobu odreagowywania – nie.

Tymczasem wracam do kończenia normalnego tekstu, mycia wanny, czytania, wszystkiego tego, co realne. Bo jest dobrze.