Zwykło się mówić, że maluchy i kilkulatki, to niewinne istoty, które w swoich złych zachowaniach dają wyraz tylko temu, że ciągle niewiele wiedzą o społecznych konwenansach, nie potrafią jeszcze nazywać swoich emocji albo kalkują złe zachowania z domu. Nie raz słyszałam o tym, że są dobre, miłe i czułe, że zła dopiero się uczą. I zawsze takie stwierdzenia powodowały we mnie zgrzyt.

Na placu zabaw obok Lenki bawią się około 8,9-letnie dziewczynki. Nie zwracają uwagi na nikogo poza sobą, a miły ton wykorzystują tylko, kiedy chcą uzyskać coś od osoby dorosłeś. Nie moja sprawa, nie moje dzieci, dorośli są różni, nie każdego trzeba lubić, charaktery kształtują się nam przecież bardzo wcześnie. Ignoruję, analizując po cichu, co zrobić, żeby Lenka była inna. Nagle naszą zabawę przerywa mi dobiegający z huśtawki dialog.

Jedna z dziewczynek chciała uzyskać coś od siedzącego, nieznajomego jej, chłopca. Ten odmówił. Mała wyprostowała się, zmieniła ton głosu z proszącego na kpiący i dodała „a tak w ogóle to jesteś strasznym grubasem”. Oczy chłopca się zaszkliły, nie było w nich jednak zdziwienia, bo pewnie słyszał to nie raz.

Nie moją rolą jest wychowywanie cudzych dzieci, bo to podważa zakres kompetencji ich rodziców i przecież one same muszą umieć sobie radzić w różnych sytuacjach. Czasem jednak mała Radomska we mnie, ta sama, tylko wyposażona już w trochę bardziej cięty jęzor i więcej odwagi, kazała mi podejść. Wypaliłam do dziewczynki tym samym bezczelnym tonem „ale masz krzywe zęby!” Dodałam coś o bezczelności, dodałam o tym, że daleko jej od ideału, że chamstwem niczego nie zdziała i żeby krytykowanie zaczęła od siebie, bo wiele jest do zmiany. Po młodej spłynęło to jak po kaczce, wzruszyła ramionami i jak gdyby nigdy nic wróciła do zabawy. Chłopiec został, przygarbiony, smutny, niestety nie zdziwiony. Potem widziałam jeszcze dziewczynkę, jak słowiczym głosem prosi zajętego telefonem tatę o drobne na picie.

Moja córka nie wszystko jeszcze rozumie (ja chyba też, w końcu ciągle mam te cholerne wątpliwości), ale rozumie coraz więcej. Sama zaczyna wymyślać proste historie o misiu skrzywdzonym przez kakę, doszukiwać się sprawiedliwości i karać tych, którzy według niej łamią zasady, które zdążyła przyswoić. Rozmawiamy i dużo do niej mówimy. O tym, że kogoś może coś boleć, o tym, że nie można mieć wszystkiego. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której moje dziecko wybiera sobie kogoś innego (nie wiem czemu w tej konstrukcji zdania często występuje określenie „słabego”, jakby inność była z nim równoznaczna, a przecież nie jest…) na obiekt kpin, żartów. Zróbię wszystko, by nie dowartościowywała się cudzym kosztem i znała znaczenie słowa empatia. Bo wiem do czego są zdolne nawet kilkuletnie dzieci.

Kilkulatki potrafią wyłudzać od swoich rówieśników pieniądze i bawić się z nimi za opłatą. Żądać haraczu w postaci zabawek za swoje towarzystwo. Niektóre z nich chętnie wchodzą w rolę szefów reprezentujących mobbing znany z opowieści o mrocznych korporacjach. Potrafią łączyć się w grupy i dla zabawy pastwić się nad kimś, kogo uznają za gorszego. Może nie najlepiej jeszcze piszą i czytają, ale świetnie rachują- z kim znajomość przyniesie im profity, a kogo mogą zdeptać. Świetnie opanowują też deklinację słów kurwa, jebanie, skurwysyn, debil, kretyn. Mają niesamowity talent do odgrywania roli pokrzywdzonych.  Potrafią zmodyfikować zabawę w chowanego tak, żeby schować się przed swoją ofiarą, kiedy ta zrobi już wszystko,czego żądały i przestanie być przydatna. Wiedzą, co zrobić i co powiedzieć, żeby zapłakany kolega znów dał się nabrać na zabawę w przyjaźń, a dorośli myśleli, że dzieci tylko tak się droczą. Potrafią świetnie kłamać na temat przebiegu zdarzeń.

Pamiętam i dostrzegam nadal, bo obserwuję zachowania innych, żeby wiedzieć, co może mnie czekać i móc już teraz zastanowić się nad tym, co zrobić, by tego uniknąć. Być może wyrachowane dzieciaki wyrosną na zaradnych biznesmanów i kobiety sukcesu. Być może dojdą w swojej bezczelności do takiej wprawy i utwierdzą się w skuteczności i słuszności swoich działań, że nie spotkają na swojej drodze nikogo, kto zdoła ich powstrzymać, skłonić ich refleksji. Być może dla tej kilkuletniej dziewczynki już jest za późno i jedyne co mogę zrobić, to tłumaczyć swojej córce co to znaczy być wartościowym człowiekiem i że w życiu chodzi o coś więcej, niż władza, kontrola, a dowartościowywanie się kosztem innych to stygmat paradoksalnie tych najsłabszych i najbardziej zakompleksionych i niedowartościowanych, którzy lubią uderzać w cudzy słaby punkt, żeby odwrócić uwagę od własnych.

Nie wierzę w niewinność wszystkich dzieci, nawet jeżeli nie są swojej nie-niewinności  winne. Uważam, że dzieciom o wiele łatwiej o złe zachowania, bo nie znają jeszcze konwenansów, sumienie, poczucie powinności, przyzwoitość to coś, co nabywamy z wiekiem. Być może ktoś nazwie takie zachowania szczerością i oznaką braku świadomości. Ja nazywam obrzydliwym znamieniem tego, co z takiego dzieciaka może wyrosnąć.Gdzieś tam we mnie tkwi jeszcze ta mała, pyzata, okularnica, która nie raz wracała do domu zapłakana i na myśl o pójściu do szkoły czy przedszkola dostawała bólów brzucha. Dlatego tak duży akcent w relacjach z Leną stawiam na uczenie jej samodzielności, na utwierdzaniu jej, że jest wspaniała i nie musi szukać aprobaty innych na siłę. Często przebywamy jednak wśród innych dzieciaków.

Nie mam zamiaru oceniać innych rodziców, podważać ich metod wychowawczych, krytykować za ich plecami na łamach bloga. Naprawdę dzięki swojemu macierzyństwu rozumiem o wiele więcej niż kiedyś i nie szachuję już etykietami bachora czy niegrzecznego dziecka, bo wiem, do czego zdolne jest zdeterminowane dziecko, które jest śpiące albo nie dostało, czego pragnęło. Są jednak sytuacje w których moja dorosłość to za mało, a do głosu dochodzi mała Ola, która 20 lat temu nie wiedziała, jak poradzić sobie ze złym traktowaniem ze strony rówieśników.Dzieciństwo to  może być dżungla, jeśli pozwolimy, by zasady ustalali ci, którzy krzyczą głośniej i wykorzystują argument siły. Ja swojego nie wspominam najlepiej.

Chciałabym, aby dzieciństwo mojej córki było drobną rekompensatą i możliwością odzyskania wiary, że może być inaczej. Utopia…?