Stwórca z pewnością nie dopracował wszystkiego, co powołał do istnienia. Nie dziwmy się jednak, trudno stworzyć coś ekstra, kiedy nie ma się dostępu do Internetu i nie można obejrzeć na youtube instruktażowego filmu. Jako kobieta, która co dzień godzinę nieudolnie szykuje się do wyjścia, pozwolę sobie nie obrabiać tyłka komuś, kto w 6 dni stworzył Wszechświat.

Wiem, że mam w sobie ogromne pokłady pogardy i hejtu, których ciężar bez wątpienia podbija mi wartość wskaźnika BMI i powoduje dodatkowo powstawanie goryczy, której nie tłumi nawet Bioprazol. Mam jednak także głęboko schowane w formie dokumentu RAR spore zapasy pozytywnej energii. Funkcja „wypakuj”, a raczej „wyłóż na to roladę”, jest jak najbardziej przydatna, szczególnie wtedy, kiedy nie poznaję swojej wykrzywionej od narzekania japy i mówię sobie ‚dzień dobry’ przechodząc obok lustra.

Puszka Pandory jakiś czas została otwarta i zdawać by się mogło, ż wszystko, co złe wylazło, najbrzydsze uzyskało niemieckie obywatelstwo, a co najgłupsze – już zostało opatentowane przez Amerykanów. Radomska otwiera jednak coś prawie równie spektakularnego – swoją głowę i postanawia wypluć z siebie refleksję o charakterze osobistym ,   a co. Bo otóż Drodzy Państwo – nie mogę dłużej żyć z tą tajemnicą –ja KOCHAM KOBIETY. Szczególnie wiosną.

Lubię je szczególnie na wiosnę, bo wtedy ich zdzieranie ciepłych, praktycznych okryć wierzchnich przybiera najbardziej uroczą formę. Doceniam ich widok, szczególnie o 7 nad ranem. To wtedy wciskam się w najdalszy kąt tramwaju i niczym Szpieg  Z Krainy Deszczowców obserwuję codzienny, kobiecy spektakl złożony z przeglądania się w odbiciu szyb lub rozkładów jazdy, stukotu obcasów, roztropnego stawiania nóg na stopniach do tramwaju, nerwowego poprawiania perfekcyjnie ułożonych włosów. Wielbię te pseudocielęce spojrzenia mówiące o tym, że cały ten poranny image, makijaż, cienkie rajstopy mimo chłodu to nic wielkiego, przypadek, zbieg okoliczności, drobiazg.

Lubię te źle dobrane do figury spodnie i spódnice. Obfite uda powciskane w getry i spódniczki, bo tylko kobieta może wiedzieć, ile odwagi kosztuje ją taki występ. Lubię duże pupy w zbyt opiętych spodniach, bo chcę wierzyć, że eksponowanie kompleksów to już połowa odbębnionej pracy w przemienianiu ich w zalety. I I nawet te śmieszne pumpy z miejscem na kupę uwielbiam, bo nic tak nie dodaje kobiecie pewności siebie jak możliwość wykonywania swobodnych ruchów.

Lubię te Panie, z których zapachem mógłby konkurować najbardziej intensywny odświeżacz powietrza w toalecie i niejedna samochodowa „choinka”, które są tak niezmordowane w poszukiwaniu syntetycznej witaminy D i oprawy ciała z oferty Last Minute na Sri Lance, że z powodzeniem mogłyby zastąpić puder kakao. O, a gdy jeszcze schowa się taka, za tipsem, za rzęsem, za wszystkim, co da się przykleić i doprawić, nałożyć, wsmarować – to przecież aż chce się podbiec, złapać za tą wypacykowaną mordkę (choć trochę strach się ubrudzić) i zapytać – czy jest tam kto, za tą ścianą z plastiku i karton gipsu? I budzi się w człowieku  Indiana Jones, który dorwałby łopatę, lupę, mapę i i niezmordowanie, do utraty tchu czy dotarciu do celu podróży, szukał sensu i prawdy.

I sroczki obwieszone toną sztucznej biżuterii, butami na szpilce sprzed kilku sezonów, gumą w gębie i chęcią aspirowania do „wyższych sfer” z rozkładówki „Chwili dla Ciebie” i „Świata seriali” – je też lubię, bo prawdziwy aktor zagra przecież swoją rolę nawet mając do dyspozycji bardzo skromne dekoracje. Bo w najgorszych przypadkach przywodzicie mi na myśl bardzo przyjemne wspomnienia o Bożym Narodzeniu i choince.

I te małoletnie, u których z radością obserwuję podejmowanie tak licznych , nieudanych prób poszukiwania pomysłu na siebie – też LUBIĘ. Niefortunnie palone rozjaśniaczem w domowym zaciszu dziecięce jeszcze główki, podkreślające bezsens istnienia czarne grzywki, zdziwione smutne ślepia obsmarowane czarną kredką, te chude nóżki powtykane w wielkie, kolorowe adidasy, szmacianej jakości t-shirty warte pół miski ryżu, kupione w sieciowych sklepach w milionach egzemplarzy za grube pieniądze, które mają podkreślać ich wyjątkowy, alternatywny styl i absolutną gotowość do buntu, jak tylko znajdzie się ku niemu powód. Jak tu się, obok takiej stojąc, nie uśmiechnąć , nie pomyśleć, z jaką rozkoszą będzie kiedyś palić swoje stare zdjęcia i jak bardzo doceni to, co z niej wyrośnie?

Te małoletnie lolitki lubię troszkę mniej, bo cwaniactwo rozpychania się w życiu dupą, zamiast łokciami, jakoś nigdy nie wzbudzało mojej sympatii. Jednak to pewnie tylko oznaka nieuchronnie zbliżającej się , Radomskiej starości wyrażanej w trosce o odsłonięte nerki, klatki piersiowe i pęcherze.

A  te wychudzone, maltretowane bezustannie przez dokarmiające je babcie i zazdrosne egzemplarze pań o intensywniej skrywanej linii żeber, andgrogenicznie piękne lub, jak kto woli -przesadnie wysuszone – niechby pozwoliły sobie na jedno ciastko więcej, i wsiorbały zachłannie każdy jego okruszek – jako toast za kształty tych, co pozwolić sobie nie chcą lub nie mogą.

I te, z wózkami, zakupami, dziećmi i workami pod oczami –gdybym mogła, przyklęknęłabym w tym tramwaju, bo jestem pełna szacunku wobec Wasze tłustych włosów i dresowych spodni, upieprzonych kaszką, biszkopcikami i wylewanym w walce z codziennością litrami potu . Moja wyobraźnia nie pojmie nigdy tego, ile musi kosztować poświęcenie całego czasu, ciała, życia dla tak niewdzięcznego stworzenia, jakim jest drugi człowiek i jak można organizować czas całej rodzinie, nie mając czasu na spokojne wyrzeźbienie kupy, nie mówiąc już o wyrzeźbieniu choć chwili dla siebie.

A te, perfekcyjnie wypacykowane, artystyczne, czy też w swoim wyglądzie zachowawcze, eleganckie i formalne, będące na bieżąco z trendami i modą – Wasza gra uliczna cieszy mnie najbardziej.  Ten perfekcjonizm to coś więcej niż umiejętność dobierania kolorów i uforsowanie swoich upodobań. Ta moc prowokowania cudów, w czasie których mężczyźni zapominają, że mają cycki, a zaczynają fantazjować o tym,co mają w głowie…Wielbię.

 



Bez względu na to, kim jesteście i jak wyglądacie, Drogie Panie

Bądźcie dla siebie milsze na wiosnę!