Mocny tytuł to ponoć duża część sukcesu. Duża część sukcesu, a nie jak to zwykle bywa – jego połowa, bo resztę sukcesu stanowi chwytliwy lead, przejrzysta ciemna czcionka na jasnym tle i mocny, jak kopniak w jądra, jak uderzenie w piszczel, ostatni akapit. Reszta o kwestia talentu, który raczej nie ma większego znaczenia, jeśli pozostaniesz nieznany. I jeżeli będziesz pisał zbyt długie teksty – czytelnicy w porażającej większości to kretyni, frustraci i śmierdzące lenie. Olej ich i rób swoje.

jeden dzień, dokładnie tyle zajęło mi czytanie książki Kominka, która ma ponad 300 stron. Wliczyłam w to kilkugodzinny zgon wynikający z przeziębienia, cykliczne wychodzenie na papierosa w wyniku wkurwienia wzbudzanego przeze mnie przez niektóre teksty i wynotowywanie gorących fragmentów.  Wczoraj byłam zażenowana i wściekła, a dziś.. jeszcze sama nie wiem. Ten tekst nie będzie prawdziwą recenzją, bo zawsze mam ten problem w czasie czytania książek, że skupiam się na wątkach, fragmentach i bohaterach, które najbardziej mi się podobają i za cholerę nie potrafię odpowiedzieć później na pytanie, jaki kolor miał sweterek głównej bohaterki, ale jak pisze Kominek w swojej książce:

„Recenzje z definicji są subiektywne i nie warto przejmować się czytelnikami, którym to nie pasuje, bo oni najzwyczajniej w świecie są głupi i nie wiedzą, co mówią.”


zatem pełen spokój 🙂

CZEGO DOWIEDZIAŁAM SIĘ DZIĘKI LEKTURZE KSIĄŻKI BARONA POLSKIEJ BLOGOSFERY?

O tym już wspominałam we wstępie, ale teraz się rozwinę i powtórzę – piszę dla Debili. I to wielkie D to chyba wyraz mojej naiwności i wiejskiego sentymentalizmu. Zanim powstał blog, który, o zgrozo Debilu, właśnie czytasz, dziesiątki moich wierszy, opowiadań, kilka dramatów wisiało i, ba, nadal wisi na digarcie. Miałam kilku czytelników, w tym parę 13 latek i przestrzegałam świętej zasady – nie krytykuj,bo cię zjedzą. Przez dobre kilka lat żyłam w maleńkim kółku wzajemnej adoracji i pisałam w zasadzie dla nikogo. Potem, a raczej w sumie wcześniej albo w tak zwanym międzyczasie, pisałam kilka ekshibicjonistycznych blogów o cierpieniu, tęsknocie i miłości, które też nadal można znaleźć w sieci. Aż w końcu postanowiłam przeprowadzić eksperyment, który trwa do dziś. Przekonana o tym, że nie jestem w stanie, pisząc, nikogo rozbawić, przekonana o swojej beznadziejności zaczęłam pisać wulgarnie, pisać tak, jak rozmawiam i żartuję na co dzień, bez patosu wielkich słów. I to był  poważny błąd, jak się okazuje, bo:

„Nie tylko tematyka bloga, ale jego styl decyduje o tym, jakich będziesz miał czytelników. Kiedy w 2005 roku zaczynałem przy­godę z blogowaniem, pisałem bardzo dosadnie, wulgarnie i nie stroniłem od kontrowersji. Przyciągałem ludzi, którzy czym jak czym, ale intelektem pochwalić się nie mogli.”

Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że wszystko,co dobrego mi się przytrafiło w ciągu ostatniego roku, to nie zasługa tego, że znalazłam wśród Was ludzi z podobnym poczuciem humoru, że Onet podbija mi statystyki, a ja się świetnie bawię robiąc to,co kocham i uczę się asertywności, kiedy po raz kolejny czytam, że jestem niedoruchaną kurwą. Tą kurwę jeszcze bym jakoś zniosła, bo kurwy zarabiają pieniądze, ale jak nie być frustratem, kiedy jest się kurwą, której nikt tknąć i doruchać nie chce? O tym Kominek nie pisze, ale z lęków blogerskich też nie leczy. Fakt jest faktem, że istnieję tylko dzięki wulgaryzmom. Pozostaje mi chyba być wdzięcznym przedszkolankom, które ignorowały moje freestylowe występy i pozwoliły się w tej dziedzinie rozwijać:

„Przypomnij sobie wpisy na blogach, które w ostatnim roku od­biły się w sieci szerokim echem. Nie jest to łatwe zadanie, bo­wiem większość blogerów nie ma ani talentu, ani umiejętności, by napisać coś dobrego i dobrze to sprzedać albo napisać coś sła­bego i dobrze to sprzedać.”

A więc jednak darmowa dziwka 🙁

BLOGERZY – NIEPROFESJONALNI WŁADCY UMYSŁÓW

Blogerzy nie są żadną konkurencją dla dziennikarzy, bo tych obowiązuje zasada obiektywności i rzetelności. Bloger jest subiektywny, ale posiada władzę nad umysłami czytelników (wait, jakimi umysłami, skoro jesteście Debilami? Gubię się…) – nie ma z nimi gaworzyć o bezsensie istnienia, a go jednoznacznie kurwa, tyle, że bez używania kurwy, bo to żałosne, WSKAZAĆ!

Radomska może jednak spać spokojnie i nie czuć się odpowiedzialna za losy wszechświata, a przynajmniej grupę szesnastolatek piszących wiersze, które szczerze uwielbiam wraz z całym ewentualnym analfabetyzmem, bo też była kiedyś, zupełnie jak Kominek, niepokornym tinejdżerem przekonanym o głębszej głębi swoich rozważań. I to by było na tyle, jeśli chodzi o cechy wspólne między mną a Baronem Blogosfery. Musze jednak dokończyć myśl – nigdy nie będe miała prawdziwej władzy, ani nie odniosę prawdziwego sukcesu, bo pisze tylko i wyłącznie wtedy, kiedy mam ochotę i wenę oraz czas, bo mimo wszystko blogosfera nie jest (i jak się okazuje nie ma prawa być!) jedynym światem, w którym chce funkcjonować. I tak, wkurwiam rodzinę ciągłym sprawdzaniem e-maila i poświęcaniem czasu obcym ludziom, mam mózg zrośnięty z samsungiem z dostępem do internetu, wynika to jednak z tego, że ja z sieci dostaję o wiele więcej, niż kiedykolwiek dałam. No ale mimo wszystko, to na nic, niedługo zginę i zgniję, bo:

„Oczywiście, jeśli styl i tematyka bloga pozwalają na to, pisz choć­by i co godzinę! Ale pisz. Pisz, pisz, pisz! Dziesiątki razy bywa­ło tak, że przez kilka godzin gapiłem się w monitor i szukałem pomysłu na tekst. Setki razy rezygnowałem z imprez, wyjazdów i spotkań tylko dlatego, że musiałem opublikować tekst.

Naprawdę – nie słuchaj tych, którzy będą próbowali wmówić ci, że powinieneś pisać wtedy, kiedy masz na to ochotę. Tym spo­sobem sukcesu nie osiągnął jeszcze żaden bloger. I ty też nie osią­gniesz.

Zatem pisz.

Albo to ciebie spiszą na straty.”

R.I.P [*] RADOMSKA, wpisujcie miasta!

To jednak nie koniec samodzielnego kopania sobie wirtualnego grobu, sama kurwa i bycie miłym dla rzeszy Debili nie wystarczy, na szczęście popełniam kolejny błąd:

„Długich opowiadań nikomu nie chce się czytać. Nie ma po­pularnych blogerów, którzy piszą długie teksty. Będziesz mógł to robić dopiero wtedy, kiedy już ktoś się na tobie pozna i doceni twórczość. Poza tym zwykle opowiadania są nudne, banalne, fa­talnie napisane, nierzadko małą lub jasną czcionką na ciemnym tle. Tego się czytać nie da, a co dopiero komentować.”

Na szczęście wiem już jak radzić sobie z Wami, wygłodzeni Kretyni, ha:

„Komentatorzy będą u ciebie tak długo, dopóki będziesz dawał im to, po co przyszli. Kiedy staną się głodni, pójdą jeść gdzie in­dziej, ale nie łudź się, że dając im ciągle to samo, spełnisz oczeki­wania. Plebs zawsze marudzi, zawsze chce więcej, zawsze znajdą się tacy, którzy chcą coś innego, niż aktualnie dajesz.

Nie wiem, czy w jakimkolwiek innym poradniku przeczytał­byś, że najlepsze, co możesz zrobić dla swojej społeczności, to niszczyć ją, poniżać i nie szanować.”

CZEGO, JAKO BLOGERSKI BLOND FRAJER SIĘ NAUCZYŁAM?

Tego, że dla zasady powinnam zastrzec na blogu prawa do swoich tekstów i tak, w razie kradzieży, niewiele zdziałam, ale poczucie słuszności – „ukradli mi torebkę,bo napadli i zastraszyli nożem, a nie dlatego że zostawiłam ją na przystanku” może ułatwić zasypianie bardziej niż mój Nasen. Tego, jak rozmawiać z potencjalnymi reklamodawcami, którzy i tak się do mnie nie zgłoszą, bo wszakże jestem beznadziejna i pisze raptem raz dwa razy w tygodniu i to wulgarnie. Że mam nie słuchać żadnej krytyki i wszystkich jej autorów olewać ciepłym strumieniem moczu, bo blog jest mój i powinnam się na nim czuć dobrze, a reszta niech spierdala. Bo nikt nie ma prawa zaburzać w blogerze poczucia zajebistości i (wszech) mocy.

PODSUMOWUJĄC

Końcówka  książki zalatuje trochę Coelho i narracja mocno naciągana, ale można przez chwilę ulec wrażeniu, że Kominek ma też ludzką twarz, a wszystko co robi, jest motywowane chęcią spełnienia marzeń i życia zgodnie ze sobą. Naprawdę piękna historia, trudno nie uronić łzy. Z trudem się powstrzymałam. W ryzach trzymało mnie poczucie, że jako czytelnik, jestem dla autora- Barona  i Guru – nikim, że nie mam pojęcia o blogowaniu, bo nie zaczynałam w mrocznych, jak on czasach i nie zjadłam wszystkich rozumów. A czytelników rozumów nie zjem przecież, bo ich nie mają. Rozpacz.

U Kominka jestem skreślona – nie prowadzę bloga kulinarnego, medialnego, technologicznego, ani też lifestyle’owego, zatem przestałam istnieć zanim dowiedział się o moim istnieniu. Czuję się jak blogowy płód poddany aborcji.

Jednak mam się nieźle i obiecuję jedno – być może wydam kiedyś książkę, ba, być może nawet gorszą, a nawet beznadziejną, bo, jeśli ktoś Kominka lubi i już od założenia bloga ma ambicje zarabiać na nim grubą kasę, ta lektura okaże się cenna i ciekawa.
Ja, Radomska, potocznie zwana Aleksandrą, obiecuję, że nigdy nie napiszę książki o tym, jak blogować, jak żyć. Ewentualnie i ostatecznie jak tego nie robić, bo przecież i tak jestem skazana na porażkę.

***

NA KONIEC:

Jestem też bardzo pamiętliwy i jeśli ktoś raz mi nadepnie na odcisk, chociażby niesłuszną (w mojej ocenie) krytyką, to taka osoba trafia na moją czarną listę i niech sobie żyje, ale z dala ode mnie.

Ok, powinnam się więc absolutnie liczyć z tym, że jutro, w Gdańsku na Blog Forum 2012, zostanę przez Barona opluta albo zignorowana, że nie mam co liczyć nawet na krótką wymianę zdań, a co dopiero kooperację reklamową dla Mc Donald’s.Kto gada z martwym płodem, no heloł?

Zniosę to z godnością. I mam zamiar nadal być żałosna i maluczka – nie kasować komentarzy, chyba, że wynikają z obecności na głównej Onetu – komentatorzy Onetu to po prostu inna kategoria. Raz na jakiś czas w przypływie niesmaku napisze komuś grzecznie”spierdalaj”, jak panu, który żądał ode mnie skanu opinii lekarza i recept (!) Poza tym z ręką na sercu, a konkretnie na lewym cycku, przysięgam, że nawet jeżeli (nie) stanę się zarabiającą blogerką, nigdy nie zapomnę jak to się zaczęło i że do kurwy nędzy, że to wszystko dzięki Wam i i w dużej mierze dla Was. Bo bez Was mogłabym łechtać swoje ego w pamiętniku.

KONIEC!

Nie jestem za bardzo w formie, bo w formie napisałabym ten tekst lepiej, ale nie chcę z nim zwlekać. Jutro 7 godzin w pociągu do Gdańska, będę miała czas, aby analizować, co napisałabym inaczej. Od 5:30 dokłądnie ;]
Książkę kupcie, przeczytajcie i dzielcie się swoimi refleksjami, czekam!

___________

Zapraszam na FB: Mam Wątpliwość