Jeżeli wierzycie w teorię, że dobro wraca, to niebawem możecie spodziewać się powiadomień z poczty z informacją o tonach dobrodziejstw do odebrania. Od kilku miesięcy pokazujecie mi, że niemożliwe to pijackie majaczenie żula, dla którego szczytem osiągnięć jest trzymanie moczu. czas na opowieść o dobru!

Pamiętacie, jak przedstawiałam Wam małą chorą dziewczynkę, którą sama poznałam na onkologii, kiedy była jeszcze bardzo 

chora, słaba, a mimo to i tak częstowała wszystkich ciętymi ripostami? Dla odświeżenia pamięci polecam lekturę zakładkę „O Małej Księżniczce”, na  górze strony, zaraz pod zdjęciem, bo w tym tekście tylko na chwilkę wrócimy do smutnej przeszłości dziewczyn.

Starałam się w miarę na bieżąco informować Was, jakich cudów jestem razem z Wami świadkiem i uczestnikiem. Blog sprawił, że Madzia zdobyła serca masy ludzi, którzy przez ostatnie kilka miesięcy starali się jej wynagrodzić jej ciężkie, dotychczasowe życie.

Przypominam – Madzia urodziła się z diagnozą porażenia mózgowego. Wychowuje się bez taty. Do niedawna ta mała, poruszająca się na wózku dziewczynka mieszkała z mamą w zagrzybiałym pokoiku z pseudo kuchnią, bez łazienki, prądu i wody. Jako, że nieszczęścia chodzą zmasowanymi grupami, ta kilkuletnia dziewczynka musiała się zmierzyć także z nowotworem i cholernie za dużą część swojego życia spędziła w szpitalu. Postawiłam przed sobą zadanie – zrobię,co mogę, żeby dziewczynom było choć  trochę lżej – kiedy byłam wolontariuszką poprzedniego podopiecznego mogłam tylko być i wspierać, tym razem udało się znaaacznie więcej. Dzięki Wam. Ten tekst po części jest dla Was!

Co się zmieniło, odkąd przedstawiłam Wam księżniczkę Madzialenę?

Zaczęło się niewinnie – Madzia przypadkiem otrzymała od dwóch niezależnych fundacji taki sam świąteczny prezent. Zamiast wpaść w histerię i domagać się tego wymarzonego, powiedziała, że spoko – Mikołaj ma dużo na głowie, coś pokręcił, ona odda prezent jeden jakiemuś dziecku, które nie dostało nic i po sprawie.

Dwie Wrony sprawiły, że mogłam Madzi zakupić wymarzonego kucyka. W czasie wręczania prezentu, poznała Nawleczonego, a ja mimochodem zdobyłam więcej informacji o sytuacji dziewczyn, bo mama Madzi ani słowem nie wypucowała się, że jest im ciężko.

Dalej zaczęły dziać sie cuda. Madzia zakochana w Nawleczonym uparła sie, że nauczy się chodzić – w kilka tygodni opanowała umiejętność, o którą walczyła wcześniej jej mama, lekarze i rehabilitanci przez kilka poprzednich lat! Wystarczyło obiecać jej łyżwy i piękną kieckę na wesele Radomskie i, buum! 🙂

Madzia dostała od Was masę upominków, wsparcia, ciepłych słów i listów. Słaliście jak szaleni – pieniądze, zabawki, proszki do prania, ubrania, ba, w jednym z listów znalazła się nawet czyjaś obrączka i złoty pierścionek.

Dzięki Waszemu wsparciu tylko od stycznia dziewczyny były na 3 turnusach rehabilitacyjnych – Madzia jako psychofanka koni już postanowiła, że nie uczy się pisać, bo i tak założy stadninę, a konie ją i bez literek zrozumieją.

Mama Madzi uwierzyła, że są ważne, fajne i zasługują na masę dobra. Zawinęła rękawy i… Remont w nowym mieszkaniu, wyremontowanym przez fundacje Kolorowy Świat własnie ma się ku końcowi  – rudera została zamieniona na przytulne  M1.

Dziewczyny dostały masę ciepła i przez kilka ostatnich miesięcy rehabilitowały sobie kilka lat swojego naszpikowanego trudnościami życia. Od lutego rzadko je widuję ,bo.. wciąż są na turnusach rehabilitacyjnych ( pieniądze na dwa turnusy zebraliście Wy!), kolekcjonuję piękne pocztówki z różnych miejsc.

Dziewczyny dostały jednak coś jeszcze  -prawdziwe wakacje.


Dzięki zaangażowaniu, wielkiemu sercu oraz szaleństwie mojego czytelnika, Krzyśka Bogdanowicza, dziewczyny spędził dwa tygodnie nad morzem, które Madzia zobaczyła po raz pierwszy.

Dziecko, które jeszcze pół roku temu poruszało się na wózku, zwiedziło na pieszo, ba, BIEGIEM,  Sopot, Gdynie i całe Kaszuby. Każdego dnia dostawałam od Krzyśka cudowną fotorelację, która nie raz sprawiła, że beczałam przed komputerem. trochę ze wzruszenia, trochę z zazdrości, a przede wszystkim z dumy, że czytają mnie ludzie z wybornym poczuciem humoru i ogromnymi sercami 🙂

Dziewczyny przez 2 tygodnie miały zapewniony transport (łacznie z podróżą z Łodzi do Gdyni i z powrotem), wyżywienie, noclegi i wszlekiej maści przyjemności – od lody po bilety wstępu do parku z miniaturami dinozaurów. Chyba rozumiecie, że pewne osoby powinny zostać teraz wywołane z nazwiska a na ich czesć w komentarzach powinny pojawić się kwiaty  imeksykańska fala?

 

 

Radomska, w imieniu swoim, Księżniczki Madzialeny i jej mamy dziękuje:

Krzyśkowi Bogdanowiczowi – za pokochanie moich gwiazd, za transport, za oprowadzanie, za wymyślenie dla nich tych wymarzonych wakacji i, uwaga, za dokonanie cudu – zmęczenia Madzialeny!

Agnieszce Bogdanowicz – eks-małżonce Krzystofa , za udostępnienie swojego mieszkania i sypialni, w których dziewczyny łapały oddech między kolejnymi dniami zwiedzania i wywczasowania

Bogdanowi Goworowskiemu i Jackowi Rusieckiemu ( firma BMG Bogdan Goworowski) – za wypożyczenie Krzysztofowi auta, które umożliwiło dziewczynom komfortowe rpzmeieszczanie się

Adamowi  Braumbergerowi i Danielowi Di – za pomoc w dopełnianiu wszelkich formalności

Kai Koczurowskiej-Wawrzkiewicz – (matko, jakie ty masz trudne nazwiska!!) , włascicielce szkoły nauki konnej „Galoopka” za umożliwienie Magdalenie  oddania się swojej życiowej pasji, oraz

Sylwii Majkowskiej – za przeprowadzenie zajęć z  Magdą

 

JARAM SIĘ! JARAM JAK POCHODNIA! A DZIECKO MI W BRUZCHU DYGA W RYTM KOMPULSYWNYCH RUCHÓW TOWARZYSZĄCYCH BECZENIU ZE WZRUSZENIA!

Co dalej? Dziewczyny są już w Łodzi i przyzwyczajają się do nowego mieszkania. Niebawem mamy się wybrać do zoo. Na własną rękę szukam już rehabilitantów oraz nauczycieli nauczania początkowego, którzy w zamian za wyborne towarzystwo Madzi, wesprą ją w powrocie do normalności. Mam nadzieję, że mimo ciągłych kontrolnych badań, dziewczyny najgorsze mają za sobą, a najlepsze dopiero przed nimi. mam nadzieję, że czekają nas już tylko wspólne kawki, spacery, wypady do kina i na pizzę. Od czasu do czasu będę Was informować też, co u dziewczyn, bo przecież zdobyły też wasze serca. wierzę jednak, że kop energetyczny i ilść dobra sprawi, że w końcu będą mogły żyć normalnie i samodzielnie.

Jak mówi Zorka z zorkownia.blogspot.com  -POMAGANIE TO PRZYWILEJ. Po tej porcji pozytywnych i pięknych wieści chciałabym nieśmiało poruszyć kolejny temat:

Dwie cudne bliźniaczki, córy niemniej cudnej i pełnej energii mamy od urodzenian żyją ze strasznym stygmatem i diagnozą- autyzmem który za nic w świecie nie odbiera im radości życia, bo laski są dzielne i niesamowite!). ich mama już prawie oswoiła się z tym, że tak musi być, bo kocha swoje giwzdy miłością nie do ogarnięcia, aż tu nagle…
 
Okazuje się, że dziewczyny zostały błędnie zdiagnozowane. To nie autyzm, a bolerioza sieje zniszczenie w ich główkach. I ż enajważniejsze- da się coś z tym zrobić – dziewczyny zbierają pieniądze na operacje w Barcelonie, która bardzo im pomoże, a przede wsyztskim zatrzyma postęp choroby.
 
Jeden, głupi kleszcz, który ugryzł ich ammę gdy była w ciąży, postawił znak zapytania przed ich przyszłym życiem i przyszłością. Możemy razem go skopać aż zdechnie i na jego miejsce wstawić tam wykrzyknik, wielokropek i uśmiechnięta emotę…Nawet nie wiecie, jak jesteście potężni. Ja wiem i bardzo wierzę w Waszą moc.
jak napisała zorka, ZRóBMY DYM!!!
 
http://www.siepomaga.pl/f/zdazyczpomoca/c/944

 

 
zajebistego weekendu wam życzę, zajebiści czytelnicy moi!