Ja wiem, ja wiem, że aby blog zyskiwał sobie coraz liczniejsze grono fanów i lajków musi dotyczyć spraw społecznie ważnych, albo przynajmniej śmiesznych (opcjonalnie żałosnych). Wiem i korzę się, że po raz kolejny źródłem blogowego wpisu staje się Radomska biografia. Mea culpa!

 (Igor, pomiędzy „u” a „p” jest „L”. jestem pewna.)

Może łudzę się, iż rzyganie prywatą jest receptą na sukces na skalę tego autorstwa Kim Kardishan?  Zatem…


 

TO postanowione – będę gruba i samotna.

Planuję zakupić płyn hamulcowy niwelujący tarcie pomiędzy strudzonymi palcyma mojej babci Leokadii a koralikami różanca, z pomocą którego targuje się z Bozią o moje szczęście.

( a po ilu zdrowaćmarja ty wyjdziesz za mąż?) 

Zamiast wszystkich barw szczęścia planuje zapełniać przestrzeń wokół siebie jej całkiem porządnym substytutem w postaci  wszystkich  barw M&Msów  i Skittelsów.  Poczucie pustki zapełnię ciastkami, a seansom filmowym będą mi towarzyszyć chipsy.  Ciszę w mieszkaniu będę zwalczać dźwiękami  alternatywnej muzyki, nieznanej bądź też niedocenianej przez (nie tak znowu) liczną grupę moich (z czasem coraz bardziej wyimagin… wirtualnych !!! ) znajomych…

 

Wbrew pozorom w moim wyznaniu nie ma ani cienia rozpaczy czy też oznak użalania się nad sobą. Związki,  (nie)odwzajemniona miłość, zdrady, rozpady, nieprzespane ze zgryzoty noce są przecież  strasznie absorbujące.

Nadmiar energii niezmarnowanej na zaangażowanie w relacjach z ludźmi, którzy nawet w wersji najmniej refleksyjnej mają mocno rozbudowaną funkcję „ranić” pragnę spożytkować w inny, bardziej pożyteczny sposób. A poza tym bardzo lubię Skittelsy.

Aby móc funkcjonować w świecie sfrustrowanych matek, niezaspokajanych żon i zdradzanych kochanek, a w szczególności pośród motłochu szczęśliwie zakochanych posiadających plusz zamiast mózgu, zapragnęłam znaleźć ujście dla nadmiaru czasu i energii, które moje kobiece otoczenie pożytkuje na fitness seks i zmienianie pieluch i … zostać sławną.

Plan wydał mi się w swej prostocie genialny i banalny jak konstrukcja mebli z Ikei. Niestety montaż ostatniego nabytku z Ikei – drogocennej szafy z niezniszczalnym, aluminiowym rusztowaniu i szlachetnym, drogocennym prochowym obiciem , sponsorowała taśma klejąca oraz siarczyste ‘kurwy ‘ . Niestety także i w żałośnie prostym procesie stawania się obrzydliwie sławną musiałam natrafić na drobne trudności. Ale jak to mówią mądrzejsi ode mnie – jak jest łatwo, to jest za łatwo. Czy tam nudno, nie pamiętam.

Wspinanie się po szczeblach kariery rozpoczęłam od zdobycia gruntownego wykształcenia i poświęcenia wielu miesięcy, dni, nocy i godzin na znalezieniu sprawdzonej recepty na sukces… Tak, przejrzałam gazety LUB czasopisma siedząc w toalecie i przebimbałam niejedną noc na Pudelku. I wiem już wszystko. I wiedza ta czyni mnie SMUTNĄ i tłumi Radomść.

Chyba potrafię wskazać ten moment, w którym ostatecznie dorosłam . Miało to miejsce dokładnie wtedy , kiedy to przestałam wierzyć w ckliwą przypowieść o tym, że wystarczy talent, pokora, ciężka praca , niewybredne poczucie humoru, inteligencja, aby osiągnąć w życiu spełnienie, które okraszone lukrem w postaci szczęścia szare komórki zawsze pozwolą docenić.

Nie będę sławna, choćbym opłaciła narkotykami i cukierkami niezliczone egzemplarze tinejdżerskiej masy, choćby naklejka z moją japą była rozdawana w przychodniach zamiast tych z hasłem ‘dzielny pacjent’ , choćbym wzięła udział w reklamie wybielacza o nazwie „czysta Radomść”. Nie będę , bo …

·         Nie wypuściłam i nie zamierzam żadnej seks taśmy. Nie tylko dlatego, że mój tata jest pewnie święcie przekonany, że siusiaka widziałam tylko na zdjęciach i że uważam , iż całowanie jest bardzo niehigieniczne. Poza tym jak tak czysta i niewinna jak lilia niewiasta mogłaby się dopuścić czegoś takiego? No właśnie. A raczej – no kurwa!

 

·         Zdaję sobie sprawę, że dla określonego targetu spory procent mojego uroku stanowią moje piersi, ale wolałabym świecić inteligencją , a nie gołym cyckiem i dupą. A poza tym te wszystkie wywiady pełne głębi w których będę mówić o poszukiwaniu sensu, życiowych zmaganiach , wewnętrznym smutku kompozycyjnie mogą nie współgrać z moimi fotografiami na których wiję się jak ponętny, ogrodowy wąż.

 

·         Nie adoptuję dzieci w kolorze tęczy, bo manię zbierania pokemonów, karteczek, figurek z Kinder Niespodzianek mam za sobą i zdążyłam się już z tym pogodzić.

·         Nie umiem śpiewać i nie ma we mnie głębokiego przekonania , że jest inaczej i nie zamierzam wmawiać sobie i innym , że jest inaczej, tylko dlatego, że wyniosłam marzenie o wiciu się z mikrofonem z przedszkolnych jasełek. Nie opowiem więc zatem o swoim smutnym życiu ani Łozo, ani Wojewódzkiemu, ani Nergalowi, a moimi interpretacjami znanych utworów nie uda mi się wzruszyć nawet Małgorzaty Foremniak.
Moją wybitność znieść i docenić może jedynie antyperspirant i kabina prysznicowa, więc nie nagram płyty z własnymi kolędami, bo jestem wierna swoim fanom i NIE ZAMIERZAM SIĘ SPRZEDAĆ ZA BRUDNE PLNY (brudaski kuraski to co innego…)


·         Nie zoperuję sobie i nie przeszczepię tamtego tu i tego tam, bo przerażałoby mnie w czasie drapania, że obca ręka będzie dotykać nie mojej twarzy.

·         Nie zagram w „Dlaczego ja?” ani  w ”Trudnych sprawach” (Dariusz może być tylko jeden), nie poszukam prawdy z Kryminalnymi i nie zwierzę się Ewie Drzyzdze ze swoich problemów.

·         Nie zrobię kariery przez łóżko, bo po pierwsze jestem dziewicą (tak tatusiu nigdy w to nie wątp :*), a po drugie Hefner, Łapicki i Pazura są już zajęci.


·         Średnio się sprawdzam jako tępa dzida, nie będę drugą, ani nawet ostatnią tapmadl.

·         Wzorowo świeciłabym w ultrafiolecie Protectora, ale moje umiejętności to wciąż za mało, by zaszczycić swoją obecnością 15?16?17? edycję „Tańca z Gwiazdami”,  w której wystąpić ze mną mogliby Ci, którzy widzieli kiedyś kogoś sławnego.

 A poza tym już sama wizja tego, jak Czarna Mamba mówi mi „KARAMBA, ALEŻ CHUJOWA JEST TWOJA SAMBA!!” przyprawia mnie o mdłości.

 

 

Jako konsekwencję nie podjęcia żadnego z wyżej wymienionych ruchów, muszę przyjąć dzielnie fakt, iż nigdy nie będę twarzą żadnego banku ani dupą sławnego aktora ;(

TAK, TE ZDJĘCIA TO TYLKO FOTOMONTAŻE !!!


Nie poświęcam  swojej młodości misternemu budowaniu wizerunku , ustawkami z paparazzi, zabiegom pielęgnacyjnym, nic nieznaczącym rolom i bywaniu na salonach, by któregoś dnia zakończyć swój żywot zaatakowana przez zorganizowaną grupę biodegradalnych foliówek –terrorystów. (tak, kartony sa passe). 

Długa lista możliwości, jakie stwarza przede mną rodzimy szołbiznes , mapa dróg, którymi mogłabym podążyć, aby dojść do celu, jakim są serca moich fanów i główna strona pudelka, sprawiają, że chyba pozostanę sobie niemal anonimowym słodkim, smutnym hejterkiem. Podczas mojej niebytności w kraju ,postaram się pisać jak najwięcej –mniej poważnie tu, bardziej tam, gdzie mnie nie znajdziecie(tak, istnieje jakaś część mojego życia , którą nie dzielę się na facebook’u!). Po powrocie złożę radomskiej cv jeszcze do paru pism i kilku radiowych stacji, karmiąc się bajką o spełniających się marzeniach i … Skittelsami. A jeśli jednak mam zdechnąć samotnie wpieprzając skittelsy i pracując na żałosnych stanowiskach poza granicami mojego kraju,  to chcę zdychać z przekonaniem, że zrobiłam co w mojej mocy, aby było inaczej  i abym była sprawcą bardziej spektakularnych osiągnięć niż kilka dobrych napiwków i sterty pozmywanych naczyń.

 

Mam nowego Anioła Stróża, więc może się udać.

 

Zapraszam do zapraszania na fanpejdż blogaska na fejsbusiu:

http://www.facebook.com/pages/Mam-w%C4%85tpliwo%C5%9B%C4%87/238468862880080