matka-polka

Ludzie boją się mieć dzieci z obawy przez zdewastowaniem strefy komfortu, którą sobie stworzyli i ze strachu przed odpowiedzialnością. Chciałabym obalić pierwszy lęk ludzkości, ale… prawda jest taka, że od ponad roku nie zamykam za sobą drzwi w toalecie,  a kiedy zmywam, to uruchamiam całą wyobraźnię i udaję, że jestem nad wodospadem. Czasem płaczę, ale nad wodospadem przecież tego nie widać. W kwestii odpowiedzialności jednak…

Tak, to brzmi jak film, w którym cały budżet pochłonął botoks Angeliny Jolie. Rozpruwają w szpitalu, zagadują, przynoszą obandażowanego ssaka i jednogłośnie twierdzą, że twój i na zawsze.  W życiu w rękach czegoś takiego nie miałeś, a świat oczekuje eksperckiej wiedzy  lub też Ci ową wiedzę wpycha na siłę. I nawet wziąłbyś, ale  polifonii sprzecznych rad tworzy się bełkot. No i ręce masz zajęte przecież, najpierw trzymasz dziecko, bo ono nie wie, że samo może sobie zrobić krzywdę, a potem… Nadal próbujesz trzymac dziecko, bo z wiekiem sposobów na zrobienie sobie krzywdy poznaje coraz więcej.

To trochę jak marna gra, bo na końcu nie będzie, jak w Mario, skakania przez płot i księżniczki- no chyba, że jednak skoczysz z okna albo Twoja córka weźmie udział w jakimś nowym, skretyniałym show TVNu.

Zostajesz rodzicem. Przerażają już same założenia nowej roli – kochasz ponad wszystko, oddajesz siebie, chcesz dla oseska jak najlepiej, świat najchętniej wyłożyłbyś pluszem, byleby tylko uchronić swoją kruszynę od zła. Marząc przynajmniej o styropianie, który zagłuszyłby sapanie tego świata o wiecznej konieczności bycia na posterunku.

Jeśli niemowlę płacze na spacerze, na pewno jest głodne, a jego matka za durna, by się nie zorientować. Kiedy wyje mając kilka lat, znów okazuje się, jak bardzo nie ogarnia tej gry i rozpieściła bachora jak dziadowski bicz. Nawet jeśli nie ma jej w przedszkolu i szkole, to też powinna dokonać rachunku sumienia, czy aby obrane przez nią metody wychowawcze nie przyczyniły się do tego, że jej dzieciątko pluje, gryzie, pali i jest tępą strzałą z algebry.

Pal licho sytuacje dla świata oczywiste- kiedy dziecku dzieje się krzywda, wypada z okna, świat dobrze wie przecież, gdzie była wtedy matka, pewnie oddychała i jadła, albo przyszło jej do głowy odwrócić się na chwilę. A przecież człowiek, który odwraca się od swojego dziecka jest potworem, nie rodzicem! Nawet jeśli odwraca się po kanapkę.

Matka jest wytrychem. Puszką Pandory. Solą w oku. Klamką, kiedy bardzo się spieszysz.

Zawsze za mało, albo za bardzo. Nie tak. Za zimna, albo za czuła. Upierdliwa, albo lekceważąca. Rozleniwia rozpieszczaniem, albo rani brakiem zaangażowania. Nie tuli przed snem, albo nie potrafi przeciąć pępowiny.

Nikt jej nigdy nie powiedział, jakie są reguły gry, ba, one bezczelnie ciągle ulegają zmianom. Regulamin zakłada tylko, że skoro urodziła, to ma sobie poradzić. Bo radzi świat.

Nieeeee….

Dziecko to nie bałwanek z plasteliny, któremu nadajemy kształt i który ma spełniać oczekiwania. Nie mamy nad nim władzy, możemy jedynie czuwać, uczyć się go, starać się poznać i podążać jego śladami – nieważne czy prowadzą do sedesu, kiedy ma rok, czy ku dorosłości, kiedy kończy naście. Ono i tak znajdzie tysiąc sposobów na to, jak ubabrać się gównem.

Rodzicielstwo to eksperyment i przygoda. A jej owoc- dorosły, nie jest sumą wzlotów i upadków bogu ducha winnej matki, która dostała swego czasu własne zawiniątko bez instrukcji i robiła,co mogła, jak przykazał Bóg, instynkt i rzecznik praw dziecka. Bo to co mogła nie było jedynie sumą jej chęci i kompetencji. Bo nie dała rady być zawsze i wszędzie.

To,co się w jej życiu zmieniło to fakt, że pokochała drugiego człowieka miłością absurdalną. I od poczęcia nieustannie przez niego sika.

Najpierw dlatego, że uciskał na pęcherz, a potem ze strachu, że ta absurdalna miłość nie będzie dla świata wystarczającym argumentem.