To jeden z tych tekstów, w których nie będę się starała być obiektywna, choć już na wstępie zaznaczam, że pisząc go, szanuję, akceptuję odmienne od mojego, zdanie, bo ludzie są różni i gdyby nie byli zdechlibyśmy z nudów.

Uwielbiam swoje inspirowane macierzyństwem dywagacje i nieskromnie uważam, że dzięki Lence nie tylko jestem niewyspana i mam niewyregulowane brwi, ale też częściej zastanawiam się nad tym,co oczywiste i doszukuje się w tym intrygujących mnie haczyków. Dopiero odrywam blogosferę parentingową, bo blogerem parentingowym jestem krótko, a bycie Radomską z Mamwatpliwosc.blog.pl weszło mi już w krew. Im więcej jednak o tej części blogosfery wiem, tym bardziej zdaję sobie sprawę, czego w niej nie szukam.

WSZYSTKO CACY

Generalnie kiedy przeglądam część blogów matek nie mogę ulec wrażeniu, że rodzicielstwo w ich internetowym wydaniu jest częścią jakiegoś planu, wizerunku, próbą dowartościowania odmienionego przez dzieci życie. Wszystko jest u nich piękne – od dzieci, po skarpetki, przez szablon aż do refleksji dotyczących spraw codziennych. Poród? Mistyczny! Spacer? Niesamowicie ekscytujący! Zdjęcia? Ślicznych miejsc, ślicznych rzeczy, ślicznego życia.

I super- każdy potrzebuje opowiadać sobie jakąś bajkę, żeby czuć się lepiej. Fajnie, że tyle kobiet potrafi się skupić i wyostrzyć to,co pozytywne i magiczne. JA tego nie czytam i nie łykam, ale rozumiem, że wielu kobietom jest to potrzebne.

Należę jednak do tych, które cenią sobie prawdę. „Cała prawda” jest frazesem nie do przełożenia, bo wszystko co robimy, nie tylko w internecie, jest świadomą bądź nie, formą kreacji przed drugim człowiekiem. Gdzieś w tyle głowy mam takie przekonanie, że czytają mnie różni ludzie- ci którzy dzieci mają, więc doskonale wiedzą z czym rzeczywistość rodzica się wiąże, rodzicie przyszli, którzy szukają miejsc w sieci, z którymi konfrontują swoje oczekiwania i bezdzietni, trochę ciekawi tego, jak wygląda życie TAM, po drugiej stronie, której nie chcą, boją się, nie mogą poznać sami. Obawiam się, że ich zestawienie  ‚wiedzy’czerpanej z  bloga z samym życiem byłoby… Okraszone takim rozczarowaniem, jak wtedy, kiedy całe życie czekasz, aż zjawi się Twój Ryan Gossling, ktoś w końcu puka do drzwi, a za nimi nie on, tylko Marian. Całkiem w porządku i przyzwoity Marian,  z proporcjonalną listą wad i zalet. Ale która by chciała Mariana zamiast Ryana na litość boską?

A życie to raczej taki Marian. Uroczy, błyskotliwy, chwilami romantyczny i porywający, ale puszcza bąki, nie daje żyć i kilka razy w tygodniu ma się go ochotę wywlec w kosmos. I ja nie twierdzę wtedy, że nadszarpnął moje nerwy, wyprowadził mnie z równowagi. Ja myślę i piszę, że mnie po prostu wkurwił,o.

NADDZIECKO

Wszystkie inne dzieci, to wiadomo-kolkują, ząbkują, chodzą, pyskują, ale dziecko blogerki parentingowej robi to wszystko, tylko lepiej i z dużej litery. Uśmiecha się cudne jak bajaderka z każdego zdjęcia z zawodowej sesji, ubrane, zupełnie przypadkiem, w czyste, piękne, wyprasowane, modne, markowe ubranka. I fajno. Naprawdę fajno, że sa mamy, którym się chce, które stać, które mają czas i czerpią z tego radość.

Przed narodzeniem Leny jak każda mama miałam wizje i plany ambitne, szafa do dziś nie domyka się przez nadmiar kiecuszek, bluzeczek, spodenek, rajtek, butków i geterków. Moje dziecko miało być śliczne i modne, miało być moją wymarzoną wizytówką. I dla mnie jest wizytówką- wyluzowaną, wygniecioną, zaślinionną i najfajniejszą na świecie.

Przed porodem zarzekałam się, że jak tylko będzie ciut większa zakupię jej elegancki płaszczyk w stonowanym kolorze i szary, gustowny berecik. Dziś się zarzekam -że nie. Chcę żeby była ubrana dziecinnie i kolorowo, bo to jej czas w życiu na to, żeby była kolorowa i dziecinna. Chcę, żeby była ubrana w tanią kurtkę, którą mogę bez żalu wrzucić do pralki jak wytarza się w kałuży. Bo nie oczekuje, że będzie spełnieniem moich aspiracji ani małą dorosłą.

Dopóki ja odpowiadam za jej wygląd, sorry winnetou, będzie chodziła w zafarbowanych ciuchach (taki dar mam, co zrobisz…), zmechaconych rajtach, w rzeczach używanych i odkupionych od kogoś, bo jej dzieciństwo to nie jest dla mnie czas w którym ma zachwycać przechodniów, a czas w którym ma być jej wygodnie, swobodnie i bez mojego stękania nad głową o pieniądzach, praniu, cenach etc. A jeśli któregoś dnia Lenon uzna, że ją tym skrzywdziłam, cóż, poczekam aż zostanie nastolatką i  stylówką skrzywdzi się sama 😉

Nikogo nie zamierzam przekonywać, że moje dziecko jest ładniejsze, fajniejsze i lepsze, bo siebie i ją chcę uczyć dystansu, szczególnie do cudzych opinii. A to, że sama sobie robię z niej publicznie jaja zamieszczjaąc kompromitujące zdjęcia.. Cóż, jakoś sobie musze osłodzić gorycz macierzyństwa, zemści się umieszczając moje zdjęcia bez protezy za jakiś czas.

MATKI ANALFABETKI

Nie potrafią pisać. Po prostu. Czytasz 3 zdania i wiesz, że rzeźbiły je tak mozolnie, że jeszcze tydzień później krwawiły im palce, a podmiot i tak dyma orzeczenie. W czasach w których żeby być fotografem, wystarczy mieć aparat, modelką- konto na maxmodels, nie powinno mnie to dziwić i nie dziwi. Ale drażni. A tłumaczenie, że piszą bloga dla siebie jest jak… chodzenie siku do Mc Donald’s.

OPINIA INNA JEST OPINIĄ WROGA

A weź napisz karmiącej piersią, że kochasz butlę. Albo, że rodziłaś i nie było tęczy,ale krew i przystojny anestezjolog. I płoń, bo nie zrozumiałaś, jesteś głupia, zawistna i pusta. I czekać aż Cię zeżre reszta macierzyńskiego stada, gotowa za swoją blogową, duchową przywódczynię skoczyć do gardła albo po bułki. Masz rację dopóki przyznajesz ją autorce, inaczej mogiła, czaisz?

Nie będę się rozwodzić, kto probówał dyskutować w internecie, ten wie.

__________

Jakiś czas temu postanowiłam, że będę szczęśliwą mamą.To dopiero początki, ale uważam, że nieźle mi idzie. Kolejnym krokiem do spełnienia tego przyrzeczenia będzie moja prośba – polećcie mi, wartościowe Waszym zdaniem, blogi, fajnych mam z podobnym do mojego podejściem do życia, macierzyństwa, blogowania. Kiedy szukam rzeczowych informacji pozbawionych egzaltacji i piania, zaglądam do Marysi z MamyGadzety. Kiedy chcę się wzruszyć i poczuć ciepło wracam do Klocka i Kredki, jak tracę wiarę w facetów to zaglądam do Konrada. Szukam dalej.

Pomożesz mi?  Zostaw dla mnie link i uzasadnienie w komentarzach. 

I powiedz, czego Ty szukasz na blogach parentingowych?