Trudno w to uwierzyć, ale pierwszy antyklerykalny zew poczułam już jakieś 15 lat temu.Pamiętam, jakby to było dziś, tępawego mędrca w czarnej sukience z białym kołnierzykiem, który ze swojej sceny głosił życiową mądrość  mówiącą o tym, jak cudowne i beztroskie życie mają dzieci, gdyż ich kilkuletnie problemy zamykają się w nieumiejętności wiązania sznurowadeł. Nie pamiętam niestety, czy przezywałam wtedy życiowy dramat związany z kiełkującym we mnie przekonaniem , że chyba jednak nigdy nie zamienię się w czarodziejkę z księżyca, czy być może już wtedy przeczuwałam ogrom egzystencjalnego gówna, które dopadnie mnie w przyszłości (e, nie, myślę, że jednak chodziło o czarodziejkę…) – już wtedy chyba niepokalanego poczęcia dokonał we mnie jednak rosnący hejt wobec ludzi traktujących siebie jako ekspertów w sprawach, o których nie mają pojęcia i wyznawców zakurzonych, bądź jeszcze nieprzezytych fragmentów własnych i cudzych życiorysów.Nawet jeśli każdy z nich dorównywałby urodzie najbrzydszemu  sweterkowi od babci, oni i tak  pakują go zazwyczaj w śliczny, ozdobny papier wspomnień, wiązany kokardką z upływającego czasu. I pół biedy, jeśli nie zamierzają go odpakowywać, a jedynie jarać się obudową. Ja niestety lubię wiedzieć, co kryją ładne opakowania. 

 

Nie jestem, nie byłam i mam nadzieję, że nigdy nie będę orędowniczką podróży w czasie, bo niemal wszystko, co pamiętamy, nie ma tak naprawdę nic wspólnego z rzeczywistością – jest tylko efektem zabiegów, jakie przeprowadza na nas nasz mózg, aby żyło się nam znośniej. Dzięki lukrowanym wizjom tego, co było tak szalone, piękne, spontaniczne, a dodatkowo działo się dzięki nam lub z naszym udziałem łatwiej przełknąć gorzką pigułkę codzienności. Cóż, że nasze życie jest tak szare i monotonne, przyszłość nie maluje się wcale barwniej, kiedy, na przykład,  okres naszego tinejdżerstwa był tak niewyobrażalnie spontaniczny?

Równie dużą porcję nienawiści wysyłam listem poleconym wobec tych, którzy sądzą, że w przyszłości „wszystko się ułoży” . Żal mi, zarówno kilkuletnich dziewczynek, które marzą o noszeniu szpilek i kupowaniu białej sukienki, jak i  wszystkich małych, przyszłych niedosżłych strażaków i policjantów. Żal tych, którzy tyrają po 12 godzin na dobę sądząc, że zarabiają  na godną emeryturę, która będzie okresem odpoczynku i szczęśliwości. Żal wszystkich tych, którzy sądzą, że JUTRO się zakochają/schudną/skończą studia/ i na pewno będą nieznośnie szczęśliwi.

Kiedy w wieku kilku lat myślała o sobie jako 22-letniej Radomskiej, byłam święcie przekonana, iż większość mojego czasu pochłaniać będą przygotowania do ślubu i wesela  z tym jedynym, a w chwilach wolnych od bycia absolutnie cudowną narzeczoną, skończę super studia z wyróżnieniem, oczywiście rodząc w tak zwanym międzyczasie kilkoro rumianych i ślicznych małych ssaków. Życie okazało się o wiele bardziej skomplikowane, niejednoznaczne, ale też- dzięki Bogu –ciekawsze. Szkoda tylko, że wiecznie czasu brak, aby się na którymś z poszczególnych zdarzeń pochylić i rozckliwić. Może wcisnę gdzieś kiedyś wspomnienie o ukończeniu pierwszego etapu studiów, a przedobro nową gastro fazę wyrażającą się w jedzeniu wafli ryżowych z pasztetem, śledziami dżemem wcisnę wnukom jako uroczą anegdotkę o tym, jak babcia się stresowała. Tymczasem – wafle i obrona, ani nawet pasztet nie budzą we mnie zachwytu. 3 lata czekania i zapieprzania, żeby sprowadzić to do kwadransowego banału , który jest kolejnym przystankiem w drodze do dorosłości. PRRRRRRRRR….. Bez smętów dziś, nie mam siły. Mam za to wyższe wykształcenie!  Niechaj trzy spacje zamknięte w kwadratowy nawias będą metaforą trwającej trzy sekundy Rado(m)ści mojej [   ]

Reasumując – wszystkie zabiegi, które mają na celu odwrócenie uwagi od tego, co ma miejsce TU i TERAZ uznaję niestety za bolesny dowód nieradzenia sobie z tym, co TU i TERAZ ma miejsce. Zwykle właśnie TERAZ i TU dzieje się najwięcej. 

Werbalizowany właśnie przeze mnie hejt nie jest jednak elementem mojej pielgrzymki na Gór Synaj, skąd zamierzam głosić Nieuświadomionym Masom prawdę. NIGDZIE SIĘ NIE RUSZAM, a hejt, nim poddałam werbalizacji, spakowałam niestety w kieszenie, szafki i szufladki własne, gdyż niestety od jakiegoś czasu , nie bez oznak wzruszenia, wracam do okresu, kiedy miałam kilka lat tudzież łapię się na tym, iż jak mantrę powtarzam, że „ jeszcze będzie przepięknie”…

Z nutą nostalgii wspominam czasy, w których esencją dziewczęcej zajebistości były lakierowane , stukające buciki i kręcące się sukienki. Zapewne któregoś dnia uśmiechnę się, wspominając także kokardy większe niż moja głowa (na razie, nadal mam żal, Mamo…)

  • Jeżeli kiedykolwiek przeczytacie w Twoim Stylu, że od najmłodszych lat chłopcy ciągali mnie za warkocze –  kopnijcie mnie w głowę ( mogli jedynie strącać mi okulary tudzież strzelać ze stanika, bo jak wiadomo urodziłam się z tymi dwoma nieodzownymi atutami Radomskości jakimi są ślepota i cycota. Mogli, ale nie chcieli 😉 )

 

  • Jeżeli w Vivie zacznę opowiadać, że nigdy w życiu nie zoperowałabym swojego ciała, a pogoń za nieosiągalną doskonałością jest według mnie zaprzedaniem  duszy marketingowym bogom konsumpcji –wiedzcie, że będę kłamać, a jedyną rzeczą, która przed poddaniem się operacjom mnie powstrzymuje, jest istnienie bolesnej zależności pomiędzy koniecznością robienia zakupów w Biedronce, a ceną zabiegów)

 

  • Jeżeli Życie na Gorąco doniesie Wam , że mam piętnastego kochanka, który jest obrzydliwie przystojny i niekoniecznie rozgarnięty –  mam nadzieję, że będą mieli rację!

 

  • A jeżeli na Pudelku przeczytacie, że przytyłam, albo mam zmarszczki informuję – dziś, za 15 lat, za 50 też – to medialny spisek mający na celu zniszczenie mojego wizerunku, którego osią są oszczerstwa, kłamstwa i nieobrobione przez grafików zdjęcia.               

 

Wbrew pozorom celem tego, przydługiego nieco, wywodu nie było układanie ze słów stosu, na których zamierzam spalić optymistów.  Ich spalę żywcem za pomocą perfum i zapalniczki. Chciałam jedynie powiedzieć, że nie ma żadnego zasranego IDEALNEGO WCZORAJ i MISTYCZNEGO JUTRA. Chciałam tylko nieśmiało powiedzieć, że scenariusza życia nie pisze Ilona Łepkowska – nie ma w nim więc jednoznacznych drogowskazów, deadlinów osiągania określonych celów, ani też sprawdzonych recept na ich osiągnięcie. Coraz częściej zgadzam się z tym banalnym frazesem, który mówi, że to, iż się błądzi, nie znaczy od razu, że się gubi, bo, ot, może oznaczać tylko (i aż!) szukanie ciekawszej drogi…

Zatem Pakuję hejt, kilka sukienek, szczoteczkę do zębów, puder w plecaczek , strach w kieszenie, rado(m)ść w stanik i…i szukam! Nie będzie białej sukienki, świetnej pracy, rumianych ssaków, ale kiedy życie trąci banałem, to znaczy, że trąca nudą. A ja nie chciałabym swojego przypadkiem z nudów przespać.