Znacie te poradniki z serii:  5 kroków, żeby oczyścić skórę, 3 żeby wyluzować dupsko, 10 żeby usnąć i 12 żeby domowymi sposobami pozbyć się kamienia z czajnika. Lista złotych porad na lepsze życie i efektywność. Milion aplikacji o miliardach funkcji i tysiące aplikacji, które mają spiąć działanie aplikacji, których ogarnąć się nie da, bo doba ma tylko 24 h.

Każdy wie – co w świecie wszechobecnych rad może powiedzieć internetowy pajacyk w uwalonych okularach?

Po kąpieli nie nakładam na skórę balsamu, który odżywia moją skórę i sprawia, że staje się aksamitnie gładka. Nie wklepuję kremu pod oczy, pachy i kolana. Nie przykładam wagi do regularnej depilacji, nie używam ani jednej odżywki do włosów, a gębę myję żelem do twarzy z marketu, jak czuję, że mi się uśmiech ciągnie to wklepuję krem za 6 zł i już. Regularnie nawet nie udaje mi się miesiączkować.

Nie, nie, nie…

Nie prasuję ubrań. Kupuję często półprodukty albo zamawiam żarcie online. Nie umiem też medytować. Ruch mi pomaga, jak już się ruszę i znajdę czas, ale potem to jestem tak zmęczona, że nie mam siły szukać endorfin.Do fryzjera chodzę w celach towarzyskich, na paznokcie już nie, bo szkoda mi czasu i pieniędzy – pies nie docenia zadbanych dłoni, a tylko on na nie patrzy zasadniczo. Nie biegam regularnie, ale dla przyjemności, bo reżim rozkładu mnie unieszczęśliwia. Sporo tych NIE, prawda? Nie mam w zanadrzu żadnej złotej rady, która może polepszyć jakość Twojego życia. Ja tylko…

Każdego dnia staram się położyć wcześnie i bez telefonu.
W bawełnianej pościeli pełnej psiej sierści, t-shircie i majtkach, zupełnie nieprestiżowo.
I, zanim usnę, dziękuję.

Za to, że tego dnia nie stało się nic nieprzewidzianego.
Za to, że Lenka od kilku tygodni nie miała nawet kataru, a nie wierzyłam, że to się ziści.
Za to, że mogłam wziąć ciepły prysznic albo odłożyć go na rano.
Za to, że padało, bo truskawki będą lepsze i kupię w weekend dwa kilo.
Za to, że już maj, bo zima była za długa.
Za to, że piątek, bo środa trwała 4 dni.
Za to, że napisałam coś mądrego albo coś, co trzeba było napisać.
Za to, że dobrze przeżyłam ten dzień, a jeśli nie – to za to, że może będzie okazja to odrobić jutro
(chyba, bo nic pewnego,a jeśli jednak tak – to czy nie super? Ile osób nie będzie miało „jutro”?).
Za to, że w kuchni stoi ulubiona kawa. Obiad na dwa dni, wiec mam wolne dziś od gotowania.
Za to, że nie wydarzyło się nic niezwykłego albo 5 drobiazgów, które sama wypatrzyłam, żeby mieć za co dziękować:
– starsza Pani z jamnikiem owiniętym szalem uśmiecha się, widząc, że cała jestem w kwiaty.
– odbieram Lenkę wcześniej z przedszkola
– oglądamy razem bajkę
– dostaję wiadomość, że z tym wprowadzaniem normalności i nienormalności do sieci, to świetna robota
– usypiam przed 22, bo sen to moja heroina

Za to, że dziecko już śpi, postanowiłam już nie pracować i w końcu mogę skrobnąć 5 prostych zdań dla siebie i dla Was.

I oto właśnie moja wielka tajemnica wiary – że wdzięczność i docenianie mają większą moc niż wieczór SPA w oparach aromatycznych świec i afirmujące mantry z nie naszych ust lub przedmioty. Niż zaspokajanie potrzeb, które nam wmówiono.

Mój tydzień jest pochmurny, zaspany i przepełniony dedlajnami. Miałam 10 momentów  w których chciałam zrobić sobie bazę z koca pod stołem i ponieistnieć. Nie dostanę kotyliona produktywności i dyplomu super gospodyni / żony / mamy. Nie dziś, no trudno i tak jest dobrze. Lepiej niż mogłam marzyć.

Pamiętasz swoje marzenia sprzed 5 lat? Takie, które były Everestem? Ja kilka spełniłam. I cieszyłam się chwilę, zamiast urządzić festiwal celebracji. To skandal! Na miejscu marzeń kazałabym pocałować się w dupę i odeszła z fochem! jestem dla nich jak dziad na kanapie, co niby miał kochać i nosić na rękach i doceniać całe życie. Jesteś takim dziadem, jak ja?

Od zeszłego roku szukałam zdania, które mogłabym napisać na lustrze, a które codziennie miałoby przywoływać mnie do porządku. Zrobiłam casting, ale żadne nie przeszło do finału. Aż do teraz. Mam je. Nasmaruję mazakiem i szminką jak tylko zakończy się remont, za który dziękuję sobie też, choć uprzykrzy mi życie na kilka tygodni, bo jest prezentem dla mnie samej od siebie na 30 urodziny.

A Ty? Dziękujesz przed zaśnięciem? Pamiętasz o tym, żeby docenić tak często jak sprawdzasz feed na Instagramie?

 

Zróbmy takie ćwiczenie: w komentarzu napisz mi o 3 rzeczach za które dzisiaj warto podziękować, bo choć mogą być oczywiste, to… Wielu o nich marzy. Dasz radę?


fot. Akardo – marka, której ambasadorem jestem. Zdjęcie pochodzi z wspólnej sesji w Wadowicach promującej wiosenną kolekcję.