Jest początek 2011 roku. Od kilku miesięcy robię sobie jaja w internecie, bo nie wiem, że sama próbuję siebie przekonać, że jest śmieszniej niż jest. Publikuję jedne z pierwszych tekstów mieszkając w Holandii. W tle nie ma żadnej, porywającej historii – miliony ludzi miesięcznie przemieszcza się częściej niż ja przez całe życie, ale bez wątpienia dla mnie tamto pół roku było ważne. Na koniec obiecałam sobie, że kiedyś tam wrócę.

Większość życia tak robiłam. Udręczałam się złymi decyzjami z przeszłości albo obsesyjnie skupiałam na wyimaginowanych momentach z przyszłości, które będą tym czasem i tym miejscem, które w końcu mnie uszczęśliwi. Nigdy tu i teraz, zawsze z poczuciem, że to bez znaczenia, bo trzyma mnie to, co za mną, a wszystko zmieni to, co nastąpi. I mam ochotę cofnąć się w czasie, aby podejść do tej Radomskiej sprzed kilku lat i powiedzieć – ależ Ty jesteś głupia. I wygodna.

Bo bycie w przeszłości oraz czekanie na cuda jest wygodne i zwalnia z odpowiedzialności. I piszę to z premedytacją wiedząc, że za tym, jak wyglądało moje życie, a raczej jak wyglądało wnętrze mojej głowy i serca odpowiadały geny, wychowanie, wrażliwość oraz, zdiagnozowana jakiś czas później, depresja. Latami robiłam sobie krzywdę i choć depresja nie wybiera, to ja traktując siebie z wiecznym wyrzutem, wywieszałam transparent z napisem “Depresjo, wylałam na siebie dużo gówna, jest gdzie rozkwitać”.

Nigdy się już nie dowiem, czy rzeczywiste podjęcie innych decyzji w przeszłości sprawiłoby, że dużo wcześniej cieszyłabym się tym, co mam i kim jestem. Szkoda mi czasu na takie rozważania, bo zdaję sobie sprawę, że sporo już zmarnowałam i nie wiem, jak każdy, ile mi go zostało. Obklejałam się tłumaczeniami i wymówkami, szukałam argumentów, by usprawiedliwić to, czemu mi źle albo przychodziły same. I, choć już nie snuję wizji przyszłości, sądzę, że z jedną mogłabym mieć rację – po tamtej stronie święty Piotr zagaiłby w progu słodko “ja pierdolę, taki potencjał, tyle możliwości albo spokój, a ta wszystko sama sobie spieprzyła i skomplikowała, brawo!”.

A ja chcę przekraczając ten próg zbić z Piotrkiem piątkę i powiedzieć, że mam tyle historii do opowiedzenia, że zabrałam ze sobą dla niego wkładki dla nietrzymających mocz i lepiej niech usiądzie, bo jebnie. I wcale nie historii z końca światów i pięknych filmów. Nie,nie! Moje, radomskie.

Kolejnych 6 lat nie będę streszczać, bo umarłabym ze starości przy którymś akapicie. W międzyczasie zostałam mamą dziecka, które odarło mnie ze wszystkiego, co wydawało mi się, że wiem i zmusiło do wyboru – albo będziesz tak stać albo pomalutku zbudujesz siebie, z wybranych samodzielnie puzzli, jakby trochę od nowa. Myślałam, że mi zabrała i byłam zła, a po prawie 5 latach stwierdzam, że tylko zdjęła z barków to wszystko co na sobie tachałam (drętwiały, kiedy trzeba było całą noc tulać i nosić), przyjrzeć się temu i zadecydować, czy potrzebuję założyć z powrotem, czy jest to na tyle ważne.

Na przestrzeni tych lat nie wróciłam do Holandii, bo byłam: chora, w ciąży, urodziłam, karmiłam piersią, nie miałam pieniędzy, pracy, urlopu. Powodów było mnóstwo, ale fakt, że nigdy nie przestało mi to dawać spokoju, dawał mi do myślenia. (Od 13 roku życia marzę, żeby zwiedzić ten cholerny, walący uryną Paryż, żeby pokazać sobie, że to marzenie może i naiwne, ale moje, więc ma rację bytu, ale to nieprędko. Wcale nie czuję, że będę teraz zwiedzać świat. Bo czuję spokój.)

O tym, że przed wyjazdem wszystko było na nie i świat nie klaskał, poza ludźmi z internetu, którzy lubią siedzieć w fotelu i patrzeć, jak inni odważają się na coś, czego oni nie robią, opowiem w tekście “Kiedy mama wyjeżdża sama”. Ten jest zwyczajnie za długi i nie wierzę, że przebrniecie :)  kilka dni przed nadal nie miałam biletu, nocleg był niepewny, Lena zachorowała, a rzeczywistość mnożyła problemy. Dokładnie 3 przed siedziałam na kawie z Karoliną i mówiłam: kurwa, niech się wydarzy coś, o mnie popchnie, bo ja nie mam siły, a nigdy im nie wybaczę, że mnie nie spakowali i nie wysłali całując na drogę i wciskając kanapkę! Bo ja bym tak zrobiła i nie raz udowodniłam, że to nie frazes!

I ona powiedziała, że jedziemy razem. Ot tak. Żyje z fotografii, ma jakieś resztki euro, lubi mnie i potrzebuje coś odwalić.

Nie było w tym nic z odpowiedzialności ani spontaniczności o której fajnie by się czytało. Postąpiłam nieodpowiedzialnie i zaufałam ludziom, których nie znam i tym razem się udało. Mieszkałam 30 minut od Amsterdamu, jadłam dużo frytek, robiłam mnóstwo rzeczy, które zachowam dla siebie (mąż może spać spokojnie, strażnicy sumień też!) i w 6 dni zrobiłam prawie wszystko to, czego nie pozwoliłam sobie przez pół roku.

Przeżyłam epicką dobę w Hadze, gdzie piłam wino na plaży, tańczyłam i poznawałam cudowną szefową kuchni, która zasiała we mnie ziarno, które kwitnie i rozsadza od środka tak, że aż boje się, czy podołam temu, co z niego wyrośnie (o tym też opowiem). Wróciłam do miasta swoich studiów, by niespiesznie po nim połazić, a nie gnać z i na pociąg. W Amsterdamie złaziłam wszystko, co “trzeba” i odwiedziłam byłych pracodawców z radością stwierdzając, że… wszystko, co złego pamiętam, jest za mną. Oni zostali, ja jestem w zupełnie innym miejscu i dużo łatwiej się skacze ze szczęścia bez żalu.
A potem na wariackich papierach odwiedziłyśmy Rotterdam, wpadłyśmy do Haarlem, śmiałam się prawie całą dobę i  kompletnie nie myślałam o tym, co w Polsce, co przede mną i za mną. Powalając sobie nawet na 6 dni z założeniem, że moje dziecko i jej bliscy ogarną, a ja zasłużyłam. Choć, uwierzcie, nawet bliscy mieli inne zdanie.

To była wycieczka mojego życia. Przekonałam się, że jestem uparta i jeśli będę tak walczyć o siebie, jak tym razem o swoje, to biada przeciwnościom. I że bez życzliwych ludzi nic by się nie udało!
Moje życie nie stało się łatwiejsze, wręcz przeciwnie, kiedy w głowie otwierają się pewne drzwi i rodzą pytania trudniej usnąć spokojnie. Bez względu na to, co przede mną i dopóki mam wątpliwość i możliwość, z radością chcę chapać tego życia więcej. I nie w wielkim świecie, oj nie. Tu i teraz.

Bo teraz dzieją się rzeczy piękne, straszne, smutne i dzikie. A Kaśka Nosowska odpala moje story i śmieje się pod nosem, że jestem jebnięta, ale ona to lubi i może nawet zazdrości mi tego, że mam mniej lat jak ja jej tego, że już na tyle pokazała w swoim życiu, że jest przekozak, że serio nic nie musi (nigdy nie musiała, ani ona, ani ty, ani ja i odkrycie tego daje naprawdę wolność i przynosi ulgę) i po prostu może – nagrywać, śpiewać, przebrać się, obśmiać, pisać, bo KTO JEJ ZABRONI? :) My same sobie zabraniamy, a potem umieramy. Jak każdy. A to życie, to jest cudowna sprawa choć często niewdzięczna.

Dziękuję Anicie za to, że nas ściągnęła i była przewodnikiem.
Karolinie za to, że pojechała a do tego pozwoliła mi zgromadzić przepiękne, profesjonalne zdjęcia, które będą pamiątką na całe życie i odkryć, że jest moją zaginioną siostrą.
Erwinowi za to, że wpuścił i wynajął pokój jakimś dwóm wariatkom z Polski.
Alanowi za najlepsze podróże.
Dorocie za pranie mózgu i podzielenie się swoją historią, łóżkiem oraz żarciem.
Przewodniczkom z Utrechtu i Rotterdamu za swój cenny czas, który poświęciły obcej babie z internetu!

I Wam! Za wsparcie i motywację, bo zdecydowanie trudniej się wycofać, kiedy “ludzie patrzą”.

A przede wszystkim sobie, bo nigdy wcześniej nie było mi ze sobą tak dobrze, choć nie brakuje w moim życiu problemów i strach potrafi sparaliżować.

ZDJĘCIA Z HAGI HOP! BO BYŁO PIĘKNIE, ZOSTAŁAM KRÓLOWĄ ŻYCIA, ŚMIAŁAM SIĘ CIĄGLE, JARAŁAM SOBĄ, WIDOKAMI, WINEM, FAKTEM, ŻE MOGĘ NIE MRUŻYĆ OCZU I WYGLĄDAĆ JAK GWIAZDA! Nie wiem, jak się czują laski, które jadą w świat reklamować zegarki, ale ja, jadąc po fajne wspomnienia, czułam się jak królowa życia i ten stan polecam!

zdjęcia: Karolina Paluszkiewicz Forma Fotografia. Kocham ją, naprawdę  i wcale nie za taką kosmiczną pamiątkę i turbo wypad.

78 komentarzy
  1. Świetny tekst Ola. Od kilku lat moim hasłem jest “KTO MI ZABRONI”. Z natury jestem tchórzem, pełnym kompleksów których dorobiłam się żyjąc z moimi najbliższymi czyli – rodzicami którzy nawet teraz próbują sterować moim życiem. Ale się bronię, raz słabiej raz mocniej. Każdego dnia udowadniam sobie że coś mogę bo KTO MI ZABRONI? Wszystko siedzi w mojej głowie ale codziennie pokonuje kolejne schodki. I póki co na razie są to małe rzeczy ale i tak dają radość, bo się na nie zdecydowałam. Życzę Tobie i sobie więcej odwagi w realizacji swoich marzeń, planów i założeń. Szkoda życia na odkładanie tego na potem bo KTO AM ZABRONI?

  2. Mogę wszystko, nic nie muszę ! Piękny wpis, piękna Ty🙂 Cudowna podróż do odbycia przez każdą z nas. Pozdrawiam gorąco 🙂

  3. Aż mi serce ścisnęło , śliczne zdjęcia i wogule tekst 😘 kurwa brakuje mi słów ,nie zazdroszczę,nie chce takiej przygody ale tak cholernie się cieszę jak ktoś jest szczęśliwy i spełnia marzenia.
    Pozdrawiam

  4. Pierwsze 13 lat mojego życia mieszkałam w Belgii. Jako 13latka musiałam się nauczyć polskiego od podstaw i to w dwa miesiące bo szkoła na mnie czekała. Nasłuchałam się mnóstwo przykrych słów dotyczących mój wygląd (tu była inna moda), dotyczących języka, którego nie zdążyłam opanować do perfekcji. I przez tyle lat, w każde złe słowo uwierzyłam. 10 lat później są momenty, kiedy mam pozytywne zastrzyki energii, bywa taka godzina dziennie, kiedy myślę że mogę wszystko. Nie jestem wystarczająco radosna, w porównaniu do swoich rówieśników, nie chodzę wystarczająco na imprezy i jestem aż za bardzo domatorką. Ale te kilka chwil, kiedy nie czuję się śmieciem, są cudowne, przepiękne- czuję się wtedy wolna . W tym roku po dekadzie rozłąki zamierzam wrócić do Belgii, a boję się przeogromnie czy mnie rozczaruje, a może ja ją ?

  5. No i przebrnęłam przez ten tekst😉a nie wierzyłaś w nas.Kochamy to co robisz i wiernie czytamy wszystko co nam zapodasz.Ja tak za wszystkich a może nie powinnam….?
    Pozdrawiam Olinku i tekst jest super👍Warto czekać na spełnienie marzeń bardzo długo bo wtedy lepiej smakują♥️

  6. No właśnie, same sobie zabraniamy, a potem umieramy. Święta racja!

    Dziewczyny! Odwagi!

    Olin, świetny tekst, piękne zdjęcia 😊

  7. Swietnie napisane, głęboko prawdziwe. Sama przeżyłam podobne chwile w swoim życiu i walczę o to, żeby cieszyć się tym co tu i teraz. Twój tekst pomógł mi nazwać to co sama czuje i w pewnym sensie podsumować moje własne przemyślenia. Dziękuje.

  8. Olinek jesteś cudowna! Cieszę się, że to zrobiłaś i poczułaś się szczęśliwa. Zasłużyłaś jak najbardziej.Fotki piękne, bo ty Piękna. Sercem jestem z Tobą!

  9. “MY SAME SOBIE ZABRANIAMY ,A POTEM UMIERAMY”.
    Olu,piękny tekst .Wzruszyłam się…i pomyślałam,że w tym co piszesz,jest cząstka prawdy o mnie .
    Nie zmieniaj się Kobieto!
    Trzymam kciuki ……tak trzeba żyć😉😚

  10. Olinku! Nie żałuje żadnej minuty spędzonej z Tobą i Karolina. Pamiętaj, ze mój dom zawsze stoi dla Was otworem – gdzie bym nie mieszkała. „Moja” plaża, Haga, wino, żarcie i łóżko czeka na Was!
    Pamiętaj, ze mamy prawo żyć. Tak jak tego pragniemy.
    Całuje.

  11. Jest nadzieja. Ale myślę, że trudno sobie to wszystko w głowie poprzestawiać i wejść na dobry tor. Tym bardziej podziwiam .

  12. Olinku! Czytam Twoje teksty i powiem Ci jedno! Jesteś moja motywacją! Idolka! Dzięki Tobie dostrzegam bardzo duzo

  13. MEGA. Wlasnie czasem bardziej sobie niz innym musimy cos udowodnić. Ja os pewnego cAsu tez zyje tylko dla siebie oczywiście z moim najwspanialszym mezem na swiecie ktory mnie wspiera i rozumie.TAK TRZEBA ŹYĆ. 😘😘😘😘

  14. Kurde no świetny tekst 💪
    Cudownie jest cieszyc się z Twojego szczęścia tu i teraz 😍
    Powodzenia 🤞😊

  15. Ola,to,jaka byłaś,ma wpływ na to jaką jesteś. Bez tej depresji,wzlotów i upadków (przy depresji więcej upadków) nie byłabyś teraz tym, kim jestes i na pewno nie w tym miejscu. Ja od pół roku (mimo że depresji nie miałam, przynajmniej tej zdiagnozowanej) zmieniłam swoje nastawienie do życia,do ludzi,do bliskich…udało mi się znaleźć lepszą pracę (choć nie wiem czy lepsza,bo zaczynam​ od października) – chwaliłam się tym Tobie na IG ;) schudłam ponad 10 kilo! Więcej się śmieję,bardziej jestem “pojebana” i teraz wiem że żyję. Życie mnie nie oszczędzało i podobnie jak Ty,nie pamiętam większości z mojej młodości,jakbym przespała kilkanaście lat,ale wiem że bez tych złych doświadczeń nie ukształtowała by się moja osobowość i choć czasami żałuję że nie dokonałam innych wyborów, to show must go on! Pozdrawiam

  16. Piękny, szczery i przejmujący tekst.(jestem tu od niedawna i chłonę łapczywie każdy akapit) Nie zazdroszczę – podziwiam – za odwagę, spryt i siłę która doprowadziła Cię do tego miejsca. To oznacza dla mnie, że może jeszcze nie za późno na realizację siebie. Kto, jak nie ja, zacznie zmieniać świat od siebie, bo kto mi zabroni …jesteś inspiracją ,nadzieją, że można. Piękne zdjecia! Olinek na okładkę Vogue !😁

  17. Dziękuję za ten tekst! ❤️ Podziwiam i szczerze gratuluję postawy i konsekwencji. W swoim życiu doszłam chyba właśnie do ściany i zamiast szukać drzwi, próbuję rozwalić ją głową. Stawiając sobie jednocześnie jakieś głupie granice i wbijając do głowy, że “to nie wypada” a “tak trzeba”. Głupie. Postaram się brać przykład z Ciebie i upominać się o swoje i o siebie. Fajnie, że tu jesteś i się sobą dzielisz 🙂 zostań, bo dzięki Tobie trochę łatwiej pchać ten wózek.
    (Od 4 lat mieszkam w Holandii i nawet pisałam do Ciebie, że chętnie oprowadzę po “moim” mieście ☺️ może następnym razem!)
    Ściskam ❤️

  18. No i się spłakałam.. Wspaniały tekst… Piękna, poruszająca energia, zdjęcia… Dobrze, że jesteś Olinku… :)

  19. Gratuluję odwagi zerwania kajdan. :)

    Ale pamiętaj – bądź czujna, bo one lubią się odradzać. A najlepiej pod szyldem “rozsądku”.

  20. czwórka z przodu zobowiązuje … dzieci dorosły, są samodzielne … można myśleć o sobie dla siebie … długo do twego dochodziłam – ale jestem tu i teraz ;) i wcale nic nie muszę (tego jeszcze się ciut uczę) … Olinku – dziękuję Ci za ten tekst <3 – pisz jak najwięcej i najczęściej – bo to ładuje mi duperelki w głowie i daje powera na "do przodu", pozdrawiam serdecznie

  21. Jesteś cudna – i chodzi mi o Twoje słowa, działania jak i te fotografie. Komentuję pierwszy raz – ale kibicuję od dawna. Bardzo Mocno trzymam za Ciebie kciuki :* Jesteśmy w podobnym wieku, nasze życia są inne, moje ostatnio nieco zadrżało….ale stawiam Cię a przykład a na pewno bodziec do wiary w dobre . Ściskam!

  22. Tak.tu i teraz.a parszywości przeszłości też są dobre, jeśli stworzyły nas takimi jakimi jesteśmy dziś! Może właśnie po to są, a młodość durna i chmurna ;) ja patrząc na swoje zdjęcia z cielęcej młodości sama siebie żałuję, byłam bardzo smutna dziewczyną, błądzącą, ale dziś wiem że to było niezbędne bym była właśnie tym kim jestem.szczesliwa, spełniona kobietą. Obłędne zdjęcia ! Nie mam w zwyczaju ściskać ludzi znanych jedynie z internetów , ale Ciebie to bym wycisnęła jak cytrynę Olinek, bo Twe myśli bliższe mi coraz bardziej i do tego jakże zgrabnie przyodziane w zabawne (a czasem nie) , trafne słowa .więc ściskam!!! Jak cytrynę, limonkę, pomarańcze .i dopinguje i śledzę ! :)

  23. Z tym patrzeniem w przeszłość i rozpamiętywaniem, szukaniem problemów tam gdzie ich nie ma (albo są, ale w rzeczywistości wcale nie takie duże jak w mojej głowie) to trochę się czuję jakbyś mówiła o mnie. Czas ucieka przez palce, a ja stoję w miejscu. Dzięki temu tekstowi trochę walisz mnie obuchem w głowie żebym się ogarnęła. Dziękuję Ci za to, pisz więcej takich rzeczy bo to naprawdę motywujące.
    Gratuluję odwagi, że zdobyłaś się na tę wyprawę. Obserwowałam po cichu i dziwowałam, ja tak bym nie zrobiła. Ze strachu, spanie u obcych ludzi, szaleństwo. Ale to ja, nie Ty. Super, że się zdobyłaś na to małe szaleństwo i masz co wspominać <3.
    Zdjęcia przepiękne, życzę Ci więcej tak wspaniałych chwil. Szczęścia w życiu i powodzenia w nowej pracy Olinku :)

  24. Właśnie cały czas zadręczam się myślami że podjęłam złe decyzje w przeszłości i czekam na cud z przyszłości marząc że kiedyś będzie idealnie a to co tu i teraz nie ważne i żeby szybko minęło… Ale ostatnio zaczęłam się odwazac ( możliwe że też dzięki Tobie RADOMSKA 😉 ) a przede wszystkim zaczynam myśleć o sobie i podoba mi się to

  25. Turbo się cieszę twoim szczęściem! Przyjemnie czytało się tekst i dobrnęłam do końca nynynynynyny niedowiarku 😜, jeszcze przyjemniej oglądało instastory z Holandii. A byłam na bieżąco! ❤️

  26. W samo sedno… Wykreślając miejsca i daty mogłabym sądzić, że opisałaś wszystko to co działo się i dzieje w moim życiu. Bardzo prawdziwe i szczere. Szczególnie bliskie, ponieważ ja sama żyję tym co będzie i rozpamiętuję to co było zapominając o tym, że trzeba żyć tu i teraz. W głowie mi siedzi to, co Tobie .. A to nie mam teraz pieniędzy, czasu, możliwości.. życie mi nie sprzyja. I będąc 29 letnią mamą 5 letniego chłopca staram się ukryć przed nim to, że mama jest bardziej zagubiona niż on, choć on ma do tego prawo poznając świat.. Boję się, że obudzę się za późno i będę sobie miała to jeszcze bardziej za złe. Cieszę się, że Tobie się udało. Że zrozumiałaś, że nic nie musisz a to, że zrobisz coś dla siebie, coś w oczach społeczeństwa a nawet bliskich często samolubnego, nie skreśli Cię z listy dobrych żon i mam. Mam nadzieję, że ja też się z tym uporam i przestanę żyć tym “kiedyś w przyszłości”. Dziękuję za ten piękny tekst.
    Ps. Piękne zdjęcia ;)

  27. Trochę napiszę z dupy komentarz, ostatnio powiedziałam coreczce sąsiadki (za Twoją i Lenona inspiracją )że ślicznie wygląda w swoich nowych okularach. Popatrzyła na mnie trochę z byka, trochę jakby nie rozumiejąc czy naprawdę mówię to co mówię, po czym chyba przetrawila i odpowiedziała:wiem.
    Tobie chce napisać że jesteś przemegazajecudowna osobą. I powinnaś odpowiedzieć tak samo 😆

  28. Olinek cieszę się, że jesteś z nami i dajesz nam kawałek siebie. Nakręcasz do działania lepiej niż niejeden couch motywujący (czy jak tam oni się nazywają) i co najważniejsze – jesteś prawdziwa w tym co mówisz i robisz. Dziękuję! Super tekst i czekam na kolejne :)

  29. Tekst petarda! Z ogromną przyjemnością się Ciebie czyta , słucha i “paczy” :) rób swoje i się nigdy nie zmieniaj , pozdrawiam :)

  30. To mój pierwszy komentarz chociaż czytam i oglądam Cię od dawna. Cieszę się ,że spełniłaś swoje marzenie. Jesteś mega pozytywną kobietą i nigdy się nie zmieniaj .Pozdrawiam 😀

  31. Piękna historia. Tak trzeba żyć ♥️😍 ważne jest żeby się nie poddawać i dążyć do celu jak ty. Śliczne zdjęcia

  32. No cóż. Gratuluję życiowej odwagi. Będąc w tym samym wieku co ty uderza mnie to jeszcze bardziej. Kompleksy, strach, kopanie w przeszłości. Teraz jako świeżo upieczona matka mam wrażenie, że mój rozwój już się zakończył, że po macierzyńskim moje życie będzie się opierać tylko na etacie w wiecznie stresującej pracy i opieki nad rodziną. A gdzie ja? Dzięki za tekst

    1. Pielęgnuj marzenia, nawet w najgorszym razie będziesz miała na nie czas jak dzieci się usamodzielnią. To nie będzie wieczność. Ale jeśli tylko będziesz miała taką możliwość – znajduj chwile dla swoich przyjemności. Potrzebujesz tego -też dla dobra dziecka, bo jak będzie Ci frustracja narastać, to będzie Wam wszystkim gorzej ze sobą razem

  33. Bo marzenia są do spelnienia. Ja w tym roku 4 lata po ślubie, w końcu byłam w podróży poslubej. Nie ważne gdzie. Ważne że z nimi, mąż i syn. Walizka była pełna leków, obaw i pampersów. A to był piękny tydzień, nasz! I tylko to się liczyło, a że przy okazji małe marzenie o Grecji zostało spełnione to tylko dopełnienie tego cudownego czasu razem. Obiecałam sobie co roku taki wyjazd.

  34. Czytam Cie już bardzo długo i chyba w końcu wypada się odezwać. Kobieto jesteś cudowna! Motywujesz i pokazujesz że można może warto sięgać po swoje.
    Fantastyczne zdjęcia i tekst.
    Buziaki :)

  35. Masz Dystans – SuperWażna sprawa i gwarant przetrwania. Gratulacje i kolejnych przygód większych i mniejszych :)

  36. Pięknie!! Pisz dalej, opowiadaj dalej, żyj dalej tak jak chcesz Ty! Chce się Ciebie brać garściami! Ja zwykły szarak w wiecznym poczuciem winy, poczuciem że jestem komuś coś winna, że jestem zobowiązana… Z mnóstwem kompleksów i ” skrzywień” których nabawilam się przez osoby które powinny niby dodawać skrzydeł po ciuchu liczę, że kiedyś dojdę do punktu w moim życiu kiedy otwarcie i pełną piersią powiem: NIE MUSZĘ !!
    Czytam, słucham oglądam Cię każdego dnia i nieśmiało marzę, że dojdę przynajmniej do połowy Twojej drogi do dystansu, otwartości umysłu i uśmiechu jakim Ty rozsiewasz po świecie!!

  37. Ola! pamiętaj, żeby do Paryża koniecznie w maju, wtedy nie śmierdzi a pachnie bo wszystko kwitnie, zwłaszcza kasztanowce! :)
    Piękne zdjęcia, więc dodatkowe gratulacje dla Karoliny :)

  38. Dzięki Olka, może i ja kiedyś poczuję taką odwagę i za nim umrę będę żyć. Dla siebie. Cudownie się to czyta i cieszę się Twoim szczęściem 👍😀

  39. Początek taki trochę o mnie. …. niestety tylko początek. Nadal brakuje mi tej odwagi, nadal ktoś lub coś mnie trzyma w miejscu 😯 . Ciągle sobie obiecuje i …… dupa 😝 Może kiedyś, pod warunkiem że nie będzie za późno, zadbam o siebie i swoje zadowolenie. Może będziesz dla mnie inspiracją 😍 pozdrawiam ciepło

  40. Tak poza tematem, bo o tekście już tyle osób coś napisało. Polecam Ci serdecznie Paryż. Jechałam tam z przekonaniem, że przereklamowany, że wieża Eiffla to kupa złomu, syndrom paryski itp. Tymczasem naprawdę się Paryżem zaskoczyłam. I wrócę tam na pewno!

  41. Za odwagę i pokazanie tego, że można, choćby skały srały i góry pękały można robić co się kocha i spełniać te nawet najmniejsze marzenia… DZIĘKUJĘ ❤️🖤❤️

  42. Chyba jesteśmy w podobnym punkcie. Choć może ja na razie oswajam się z tym, jak zmieniło mnie urodzenie dziecka. Nie ma już czasu na smętne płacze przy smutnych piosenkach, nie ma czasu na rozkoszowanie się powolną kupą, zastanawianie się, czy założyć skarpetki, czy zmarznąć… Nie ma na to czasu! Osobiście już nie wspominam notorycznie z lampką winą, tylko z uśmiechem pod nosem, a później zmieniam kolejnego pampersa i nie zastanawiam się, co mi da jutro, bo jak Pola wstanie o 7, to całą rutynę dnia szlag trafi i pojedziemy na spontanie.
    Tu i teraz, a co!
    Pozdrawiam!

  43. Świetny tekst. Jest mi strasznie bliski ponieważ ostatnio sama miałam gorszy okres w swoim życiu, gdzie nic nie szło po mojej myśli, brakowalo mi pewności siebie. Ale teraz jestem z siebie zadowolona i nie żałuję, że podjelam pewne ciężkie decyzje, bo dopiero teraz czuje, że moje życie nabiera sensu. :) I masz racje, nie ma co zadreczac się przeszloscia i przyszłością. Powiem szczerze, że ja się zadreczalam i o mało mnie to nie zgubiło.
    Tekst bardzo motywuje do działania, ja czytając go poczułam lekką dumę z samej siebie, że sama się obudziłam i zaczęłam żyć :)

  44. ❤. Pamiętam Twoje teksty z czasów ciąży, z czasów po porodzie i już wtedy byłaś pewną siebie kobietą, bo miałaś odwagę pomagać, bo nie zdobywałaś czytelników na siłe, nic nie reklamowałaś, byłaś w necie taką koleżanką z podwórka, która też ma problemy, gorsze dni, a nie wyidealizowane życie na potrzeby internetu. I potrafisz się śmiać ze swoich wpadek i za to kocham❤

  45. Podroz do przeszlosci…, a raczej w glab siebie, przezycie chwil tak jakbysmy chcieli, a nie jak trzeba. Zrozumienie siebie.
    Spelnienie swoich marzen.
    Udowodnienie sobie ze moge wszystko.
    Dostrzezenie ze jestem Ja, nie tylko dzieci, rodzina, znajomi, praca.
    Ja zyje jak chce i czuje sie szczesliwa, obdarowujac tym szczesciem caly swiat.

    Kazdy z nas powinien przezyc taka podroz w przeszlosc.

  46. Radomska dopiero nadrabiam bo ostatnio nie było u mnie nawet takiego tak zwanego “międzyczasu” ..no fajnie że Cię tu mam babo w tym całym internecie :)
    I uwielbiam to wrażenie jak czytam, że kolejny raz piszesz właśnie dla mnie żeby mi na coś oczy otworzyć, o czymś ważnym przypomnieć :)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.