Chłop jak dąb

Sąsiad  wyrastał przede mną jak dąb, kiedy zamyślona spacerowałam pod blokiem z psem, nie patrząc pod nogi. Niewiele mogę o nim powiedzieć- bo oprócz tego, że miał ze dwa metry wzwyż i niewiele mniej wszerz  i zwykle odpowiadał dzień dobry, niewiele wiem.

Nie rozmawialiśmy i już nie nadarzy się okazja.

Nigdy nie dane mi było zapytać, co w sąsiedzie siedzi, co go trapi. Nie wiem, czy przyznałby się, że rak. Z resztą chyba nie wiedział. Wyglądał mi na takiego, co to nie chodzi do lekarza ze strachu przed tym, że się dowie. Kiedy wyrwiesz dąb, zostaje dziura po korzeniach. A po sąsiedzie został widok jego niemalże wypłowiałej od płaczu żony.

Policzyłam szybko – 15 klatek schodowych, 11 pięter w każdej. Wyszło mi źle i za dużo. Większość z sąsiadów nigdy nie wyrośnie mi na drodze. Nagle to przekonanie, że dzieje to się u mnie, a inni po prostu zawsze i niezmiennie są, i ta myśl, że takie rzeczy dzieją się gdzie indziej, wyślizguje się z rąk.

***

Ja u lekarza już byłam. Kto jak kto, ale ja nawet martwa ja nie zdzierżyłabym idiotycznych komentarzy sąsiadów, że wczoraj wyrastałam im przed nosem z dzieckiem, psem, kartoflami i zawrotami głowy, a potem  bezczelnie przestałam.

A Ty? Kiedy ostatni raz widziałeś swojego lekarza i wyniki morfologii?