Lubię zaczynać teksty od pisania o tym, czego nie będą dotyczyć. Zatem – to nie będzie tekst o nowym teleturnieju dwójki, nowym quizie czy emisji nowego serialu. Bo scenariusze z najbardziej spektakularnymi zwrotami akcji pisze same życie i żadna Łepkowska czy Radomska nie jest w stanie mu dorównać. Najczęściej po prostu wystarczy wyostrzyć wszystkie zmysły, albo też stłumić bodźce, które przez nie do nas docierają i opisać rzeczywistość z mocno przymrużonym okiem. Zyskujemy dzięki temu możliwość wyładowania emocji i .. nowy  wpis. Rzecz o teściowych, Drodzy Państwo. Aktualnych i przeszłych, Radomskich i nie tylko.

W moim życiu było co najmniej kilka pań, które pieszczotliwie określałam mianem future wanna be teściowa. Albo niekoniecznie z ich strony wanna be, bo różnie bywało i nie wszystkie pałałały do mnie sympatią. A tak naprawdę to jedna,  której z perspektywy czasu życzę zdrowia i tego, żeby jej okulary cały czas parowały bez względu na temperaturę powietrza,  a uchwyty w puszkach urywały się zanim zdąży owe puszki otworzyć. Myślę, że dałam z siebie wszystko, żeby mnie polubiła, najwięcej, odchodząc od jej syna, ale nie sądzę, że ciepło mnie wspomina. Ale niech wspomina jak chce. Z zaparowanymi okularami.

Ogólnie w kwestii teściowych miałam w swoim życiu okrutnego pecha. Żadna z nich nie była wredną mendą, której mogłam nie lubić. Żadna nie zatruwała mi życia, nie była zanadto zaborcza i nie walczyła zaciekle o miłość swojego syna. No po prostu sielanka, nuda, flaki z olejem. Z większością łapałam szybko dobry kontakt i z biegiem czasu i nie raz okazywało się, że obdarzyłam je większą sympatią niż synów… Raz nawet uknułam niecny plan zostania zastępczą córką w celu wynagrodzenia teściowej cierpień związanych z nierokującym zbyt dobrze potomkiem. No ale człowiek młody, głupi był, naczytał się o jakichś męczennikach i zajarał się jak amerykańskie nastolatki mutacją głosu Beibera..

Ktoś mi kiedyś powiedział, że mężczyźni szukają w swoich kobietach drugiej matki, albo, kiedy ta się nie sprawdzała, jej absolutnego przeciwieństwa. Inny ktoś radził, żeby obserwować sposób, w jaki facet traktuje swoją rodzicielkę, bo w ten sposób możesz dowiedzieć się, jaki będzie dla Ciebie.  Z tym pierwszym – nie wiem, chyba za krótko żyję. Jeśli chodzi o  opinię numer dwa to wzięłam ją sobie do mojego zgorzkniałego serca i, o dziwo, działa.

Jeżeli synuś ma w dupie potrzeby mamy, nie docenia jej i nie szanuje, to najprawdopodobniej szybciutko przyzwyczai się do korzyści, jakie stwarza mu stały związek i zacznie dzielić się swoją filozofią kontaktów z kobietami pt. mamtowdupizm i onatozamniezrobizm. Jeżeli matkę kocha bezgranicznie, ma odruch, że sam z siebie do niej dzwoni i nawet, kiedy ją opieprza robi to czule i uroczo, możesz spać spokojnie. Albo nie, jeśli się okaże, że opinia matki jest dla niego najważniejsza, bo skończy się na tym, że to ona będzie decydować o tym, gdzie pojedziecie na wakacje i wpędzać w poczucie winy. No ale oj tam oj tam, nikt nie powiedział, że będzie lekko. Powszechnie wiadomo, że wiążąc się z kimś wiążemy się też z całym jego inwentarzem. lepiej jednak jak najszybciej zorientować się, co owy inwentarz wniesie do naszego życia. No ale nie o związkach i inwentarzach miało być, a o teściowych.

Jak już wspomniałam ciąży nade mną fatum. Moje teściowe zawsze okazywały się – miłe, szalenie atrakcyjne, eleganckie i piękne. Doświadczone życiowo, mądre, ciepłe i życzliwe. I weź tu bądź Radomską, kamufluj swoje zdziwienie, wciągaj brzuch i panuj nad mimiką, jak co druga z potencjalnych przyszłych mam nosi rozmiar 36 i wciąga bez pardonu trzy kawałki serniczka, torciku i wsypuje do herbaty co najmniej dwie łyżeczki cukru?! W takich chwilach wierzyłam, że Nietzsche miał racje -Boga nie ma.

Jako, że ewentualne zamążpójście planuje się jednak z facetem, a nie jego mamą, wszystkie teściowe, które zaskarbiły sobie moje serce i wzbudzały chorobliwą zazdrość nie ze mną pijają dziś kawę, nie mi mówią, że od jeszcze jednego kawałka ciasta się nie tyje i nie one słuchają, jak żale się na ich dziecko. Są dziś prawdziwymi, formalnymi teściowymi, jedna z nich nawet babcią i żyją w moich wspomnieniach jako naprawdę fajne kobiety. Nawet ta, której mają parować okulary, miała przecież rację, nie nadawałam się na jej synową i obie możemy oddychać dziś z ulgą.

Czas mijał i po iluś tam dłuższych bądź krótszych relacjach, zwiedzaniu miast, miasteczek i wiosek w poszukiwaniu tego jedynego, kilku „na zawsze” albo przynajmniej „co najmniej do wtorku” znajduję się w zaskakującym, zupełnie nowym momencie swojego życia. Znów mam teściową i ręczę prawą ręką oraz okularami własnymi, że tym razem to TO i nie dlatego, że to ona jest świetna. Ot, uwielbiam ją za to, co zabrzmi infantylnie, że wydała mi na świat tak fajnego faceta. No ale znów to nie o nim ten tekst, nie o nas. A raczej o nas w wersji poczwórnej. Bo na scenie rozgrywającego się spektaklu stoimy my i one dwie, przyszłe teściowe. Kabaret, groteska, dramat i komedia w jednym.

telefony dzwonią nieustannie i to co jem, co robię, jak się czuję urasta do rangi tematu dnia. kiedy wracamy do domu z wałówką wyglądamy jak cygański tabór, który ograbił całe województwo. Lodówka pęka w szwach, a stare jeansy się nie dopinają. Ale teściowej nie odmówisz, tym bardziej, jeśli jest kucharką. Kiedy ma niecny plan utuczyć Cię jak prosię i sprzedać na rynku za dobrą kwotę. Nie odmawiasz i jesz, z grzeczności i łakomstwa, dziękujesz nieistniejącej, jak ustaliliśmy wcześniej, Bozi za rozciągliwy żołądek numer jeden i ten numer dwa, który możesz zapełniać w wyniku łakomstwa, kiedy czujesz się absolutnie najedzona.

Teściowe mimochodem walczą między sobą. Zazdroszczą jedna drugiej tego, że akurat u drugiej spędzamy czas, z zegarkiem w ręku sprawdzają, czy aby żadna z nich nie jest bardziej faworyzowana. Jedna planuje dla nas wybór szafy, druga po kryjomu przemyca jeszczejednegomaluteńkiegoschaba. Jedna jeszcze niedowierza, że ja  i on to już my, druga mimochodem rzuca, że lepiej by było dać sobie spokój z robieniem kariery (nie wiem o jaką karierę chodzi, niestety), bo wtedy będę wiecznie w rozjazdach, a dobrze byłoby mieć mnie blisko. Mnie i wnuki.

tarzają się po dywanie z psem i traktują go jak wnuka, przez co wiemy, że zostawienie u nich potencjalnego dziecka skończy się na tym, że odbierzemy opływową w kształtach istotę bez rysów twarzy. Jak nigdy, bo nigdy wcześniej nie były tka przekonane, nawet czasem bardziej niż ja i on, że my to już Ci my na zawsze, przebąkują o weselu i o tym, że ciąża moja nawet teraz nie byłaby żadnym dramatem. Ale co ja gadam?! Jaka moja ciąża?! mam wrażenie, że będzie to ciąża zbiorowa. moja, jego i ich. i raczej w tej kwestii niewiele mówię. Zaspokajam swój nowo narodzony instynkt macierzyński zbierając psie kupy, nadal nie rezygnuję z ambicji i wciskając w siebie jeszcze jeden kawałek ciasta, od którego przecież się nie tyje, dochodzę do rozsądnego wniosku, że ewentualna kiecka ślubna to będzie musiała być na gumkę.

Dopiero odnajdujemy się w nowej sytuacji  i zdarza się, że wychodzimy z ról. Ja mam znów 14 lat i mam ochotę trzasnąć drzwiami krzycząc, że jestem dorosła i mam swoje życie. Teściowa matkuje. A matka najchętniej wsadziłaby mnie z powrotem w macicę i nie oddawała tak łatwo na pożarcie dorosłemu, bezdusznemu światu. Wszyscy przekraczamy co i rusz tą umowną i cienką granicę, która dzieli poprawne stosunki od przesady i wychodzi nam różnie. Ale łatwiej tak, nawet wkurwiać się okrutnie, wiedząc, że istnieją co najmniej dwie osoby, które skoczyłyby za nas w ogień (moja mama to ostatnio raczej chyba bardziej za nim, niż za mną, no ale może wyciągam pochopne wnioski, może po prostu  z roztargnienia tylko jemu robi herbatę…). I trudniej tak wątpić nam w Nas, kiedy zdajemy sobie doskonale sprawę, że pękną nie tylko nasze, ale i ich zatroskane matczyne serca.

A dlaczego mówiłam, ironizując jak zawsze, że fajna teściowa to dramat? W relacji ze „złą macochą” stawianie granic jest chyba łatwiejsze. A i poczucia winy brak, kiedy odmawia się wizyty na niedzielnym obiedzie. Poza tym temat o podłej teściowej jest jak znalazł, kiedy narzeka się na życie przy kawie z koleżankami. A tymczasem? Co mam im powiedzieć? Że dostaję tyle żarcia i miłości, że niedługo nie będę mieścić się w drzwiach?

Z teściowymi bywa różnie. Relacja  z nimi, jak każda inna ewoluuje i nikt nie ma pewności czy wzajemna miłość nie przerodzi się w niechęć i na odwrót. Lepiej jednak nie wywoływać wilka z lasu i dmuchać na zimne. Miłym być, o jej syna dbać, bo to najlepszy sposób na okazanie szacunku i wdzięczności, a w rozmowy na trudne tematy wrabiać partnera, co b się bezsensownie nie narażać w jałowej dyskusji, w której zwykle każda ze stron ma trochę racji.

_______________________________

A jakie są Wasze wspomnienia dawnych teściowych? Czy aktualną da się kochać jak drugą mamę?

Czekam na komentarze. i idę na spacer. Bo obiad nie muszę się martwić. Tylko rozmrozić, tralala.

 

No i zapraszam na fanpage bloga: Mam Wątpliwość na fb. Wpisz Mam Wątpliwość na facebooku. Tym razem polecam bardziej, bo organizuję pierwszy w życiu konkurs. Do wygrania bilety do kina.