Żeby być dobrym człowiekiem można dokarmiać bezpańskie psy oraz wróbelki i oddawać na charytatywne cele 1 procent swojego podatku. miłość do bliźnich, choć nigdy tak naprawdę przez nas nie opanowana, to jednak nie jedyne z wyzwań współczesnego świata. Nie udało się nam jeszcze osiągnąć szczęścia i pokochać sąsiada, więc jak możemy walczyć z takimi problemami, jak globalne ocieplenie, wycinka lasów tropikalnych czy zanieczyszczenia powietrza i wód?! Co robić? Może przyodziać zieloną koszulkę Greenpeace’u i ratować wyrzucone na brzeg oceanu wieloryby, albo chociaż nie korzystać z plastikowych toreb i tą minutę ciszy wybrzmiewającą w czasie pakowania zakupów do parcianej, poświęcić ginącym pandom?

 

A może pójdziemy o krok dalej? Może połączymy chęć zbawiania świata z nieskrępowaną przyjemnością – powyginamy się nago wśród drzew i pozwolimy zrobić sobie zdjęcia, które udostępnimy w sieci? Może będziemy się pieprzyć z przypadkowymi ludźmi?Nie no, nie dla przyjemności. Dla zbawienia świata… przecież to oczywiście.

Główny bohater filmu „Fuck for Forest” to Danny – zagubiony chłopak z Norwegii, który jak sam mówi, posiada bardzo niską inteligencję społeczną.  W żaden sposób nie radzi sobie w relacjach międzyludzkich, zarówno z członkami rodziny jak i obcymi, których spotyka na swojej drodze. Dany jest dewiantem i outsiderem i nie ma w tych określeniach nic pejoratywnego. Jest inny i miota się rozpaczliwie szukając miejsca dla siebie. Na co dzień wygląda jak chory psychicznie kloszard – nosi znalezione na śmietniskach ubrania – kapelusze, sukienki, korale, a także przerysowany, groteskowy makijaż. Sypia z kobietami i mężczyznami  i nie rozumie ludzi, których podnieca tylko jedna płeć. Teoretycznie jest wolny, nie obchodzą go przecież społeczne normy i swobodnie balansuje między społecznymi rolami, podejmuję się nieakceptowalnych zachowań, szokuje i przekracza wiele z naszych codziennych tabu. ma odwagę robić to, czego my nie odważylibyśmy sobie nawet wyobrazić. I ośmieliłabym się napisać, że jestem pod wrażeniem, ale to nieprawda. Bo każda nowa rola Danniego, każdy nowy kontrowersyjny akt, potęgowały we mnie wrażenie, że jest nikim innym jak nieszczęśliwym, zagubionym chłopcem, który rozpaczliwie próbuje się odnaleźć szukając nowych bodźców i.. akceptacji. Którą znajduję w organizacji Fuck For Forest. Do sukcesów jakie odnosi z pewnością zaliczyć można branie kąpieli.

Organizacja została powołana przez parę (już byłych) kochanków, którzy uważają, że wstrzemięźliwość seksualna to jeden z głównych grzechów naszej cywilizacji. Twierdzą, że możemy odzyskać kontakt z naturą, a tym samym zbawić Ziemię, odzyskując kontakt z samym sobą, chociażby poprzez promowane przez nich: nagość, zbiorowe stosunki seksualne, spełnianie wyuzdanych fantazji, nagrywanie amatorskiego porno. Amatorskie zdjęcia nagich ludzi, oraz filmy pornograficzne kręcone z ich udziałem za opłatą są udostępniane w sieci, a zdobyte w ten sposób środki służą ratowaniu środowiska naturalnego. Brzmi  żałośnie? A co, jeśli dodam, że udało im się zdobyć już ponad 400 mln euro?

Ponoć w życiu nie liczą się środki, a sam cel, który pragniemy osiągnąć. Teoretycznie więc organizacja FFF odnosi  coraz większe sukcesy. Udaje się im zdobyć środki finansowe niezbędne do ratowania środowiska, a tym samym promować najwazniejszą dla siebie wartość –  nieskrępowana wolność seksualną. Oni są wolni, mają prawo robić to, w co wierzą (?), osiągają dzięki temu coś dobrego… Super, nie? No jak dla mnie nie bardzo.

Źródłem dochodu organizacji są spragnieni amatorskiego porno Internauci z całego świata, którzy tasują się nad klawiaturami oglądając zdjęcia cycków i penisów ludzi „poświęcających się dla środowiska naturalnego”. I być może, ktoś z nich szczytując przed monitorem jęczy ” o o o jak dobrze czuć, że wspiera się środowisko naturalne, uch ach ech yeah!” ale jakoś mnie to zniechęca. Mam wrażenie, że to jednak nie tak powinno wyglądać.
Tabu to temat nieprzekraczalny, coś co po trosze jest zakazane, straszne, kuszące i podniecające. Tabu to tajemnica, rodzaj świętości, której nie wolno nam przekroczyć, zbezcześcić. tabu to coś, czego skutecznie się pozbawiamy.

Nie jestem pruderyjna, nie krępuje mnie porno, w mojej głowie jest miejsce na tolerancję dla inności. Jeżeli kogoś kręci seks z przypadkową osobą -super, jeżeli ktoś lubi jak inny ktoś oddaje na niego mocz – świetnie, niech znajdzie kogoś do pary i świetnie się bawi. Jednak niech mi nie wmawia, że to pojednanie z naturą i wolność, że zlizywanie z dłoni spermy i krwi czyni mnie wolnym i zjednoczonym z przyrodą. Bo nie kupuję. Bo mimo iż pyskata jestem i  puszczam nawet sarkastyczne bąki pewnie, nie neguje zasadności istnienia tabu. I wolałabym zostać przy tym, w co wierzę i nad tym pracować. Nie czuję, że moje tabu mnie ogranicza, po prostu wyznacza przestrzeń, której ilość absolutnie mi wystarcza.

Nie chciałabym pieprzyć się z obcymi golasami, zlizywać cudze soki z cholera wie jakich i do kogo należących miejsc, nagrywać domowe porno i być cały czas, niezmiennie zagubionym, bo moim zdaniem, świat bez tabu, to świat bez ram i ścian. A te ramy są nam potrzebne, ot, po to, żebyśmy mogli się o nie oprzeć. Żebyśmy mogli schować się od czasu do czasu przerażeni w kącie, a nie ganiać za nie wiadomo czym jak Danny i jego paczka. Bo przez cały czas oglądania filmu, byłam święcie przekonana, że oni naprawdę nie wiedzą. I choćby do swoich działań dołączyli ratowanie afrykańskich dzieci ja i tak będę im bardziej współczuć niż podziwiać za odwagę. Bo odważny wie, czego chce, choć nie wie, jak to osiągnie, a poczuci wiary w to, że postępuje słusznie czerpie z samego siebie. A zagubiony nie wie tak naprawdę nic i potrzebuje poparcia kogokolwiek, że jest inaczej, bo poczucie bezpieczeństwa to potrzeba każdego, bez względu na preferencje seksualne. Może FFF wystarcza poparcie ze strony zagubionych tak samo jak oni albo kliknięcia fanów darmowego porno na ich stronie. Mi nie bardzo.

jeden z  bohaterów filmu, przywódca grupy, mówi o tym, jakie to okropne, że szokuje nas widok gołego sutka, a jesteśmy oswojeni z widokiem wojny i śmierci niewinnych ofiar. Co jednak da nam uwolnienie sutka? Nie uratuje ofiar wojen, a tylko znieczuli nas przecież na coś, co powinno wywoływać w nas, dzielone z tą jedną osobą, emocje.


Film jest świetnie zrobiony i daje do myślenia, zatem naprawdę warto go zobaczyć. Pierwsza część wzbudza w nas poczucie, że widzimy coś chorego i kontrowersyjnego. Sceny w których członkowie FFF zaczepiają obcych i proponują im robienie nagich zdjęć, sceny seksu z przypadkowymi ludźmi, montowanie amatorskiego porno, a potem… heroiczna wyprawa do Ameryki Południowej w celu udzielenia finansowej pomocy tamtejszej społeczności, która.. Jej nie chce. Bo mimo, iż ową społeczność dzieli  od zepsutego świata Europy i Stanów Zjednoczonych wiele kilometrów, to wie ona już świetnie, że oczywiście można działać w imię szlachetnych zasad i wartości,  al;e w sumie to lepiej mieć dom, pracę, pieniądze i czas. A oni niczego z tych rzeczy nie posiadają i gdyby ktoś płaciłby im za wycinek tropikalnych lasów, które za pomocą tak heroicznych i seksualnych metod, chcą bronić ludzie z FFF, rżnęliby je jak księża prostytutki. Bo zepsuty jest cały świat, a nie poszczególne kraje i kontynenty.

Reasumując – film gorąco polecam, choć mimo otwartej głowy, co i rusz wbijałam się w krzesło mocniej szepcząc nieśmiało „o ja pierdolę”. Ot tak, żeby zobaczyć, że można żyć inaczej, sprawdzić na ile jesteśmy tolerancyjni.

A może nawet odpowiedzieć na pytanie, w imię czego my bylibyśmy w stanie przełamywać seksualne tabu, w imię czego bylibyśmy w stanie się pieprzyć?
_________________

Do zobaczenia na Facebooku: Mam Wątpliwość