Próbowaliście przekonać się w dzieciństwie, jak to byłoby nie słyszeć? Zatykaliście uszy w drodze do domu zastanawiając się, czy dużo trudniej żyć bez tego zmysłu? Albo wsiedliście na wózek inwalidzki, żeby sprawdzić, jak silne trzeba mieć mięśnie, żeby móc się na nim poruszać? Ja często zamykałam oczy. Bałam się utraty wzroku i te eksperymenty wcale nie tłumiły jednego z największych lęków, który towarzyszy mi do dziś. Próbowałam przejść wzdłuż, doskonale znanego mi, pokoju i prawda uderzała mocniej niż łydka o kant stołu.

Dziś mam prawie 30 lat i zdumiewa mnie ile uwagi poświęcamy temu, co ważne, a ile marnujemy na zupełne, rozdmuchane marketingowo bzdury, które wszczepiają nam w mózgi złudzenie, że kupno rzeczy X i Y nas uszczęśliwi. Zaspokoi. Spełni. I że to, co ważne może poczekać.

Zimą tego roku zorganizowałam spontaniczną akcję, namawiając swoje obserwatorki do zrobienia przeglądu – wykonania zaległych badań nawiązując do tego, że stan techniczny auta sprawdza się z obawy przed jakimś mandatem, a stan zdrowia … nie. Jakby kilkaset złotych miało większą wartość niż własne życie. Straszne, co? Przepieprzam pieniądze na głupoty i łapę się na tym, że próbuję oszczędzać na tym, co ważne. Wyprzedaż przecież się skończy, a ginekolog może poczekać jeszcze jeden miesiąc, prawda? Zastanawiałaś się ile pieniędzy wydajemy na rzeczy, które wydają się pozornie istotne?

Manicure hybrydowy? Odrost jest niedopuszczalny. Cena? od 50 w górę, co 2-3 tygodnie.
Fryzjer? Ceny mogą być różne, ale  w mieście na próżno szukać usług poniżej 100 jeśli „musisz” farbować odrosty.
I rzęsy. Najlepiej wachlarz/Tafla. Taki do brody. 4 godziny doklejania i 2 tygodnie efektu lalki. Dopóki nie zaczną wypadać. Koszt? Kilkaset złotych.
Podkład? Ja znalazłam „swój” i, tłumacząc się oszczędzaniem związanym z nierobieniem wyżej wymienionych rzeczy, płacę ponad stówę. Na to jest. Wizyta lekarska kosztuje 150…

I ja nic nie wyliczam i nie zaglądam w portfel, mój wymaga pilnowania tylko nieśmiało pytam – pogięło nas?

Co u Ciebie czeka na „zaopiekowanie”? Jakie badanie, bagatelizowana dolegliwość ciągle na wolny termin? Mówisz „zdzwonimy się” żylakom? „Zajmę się tym potem” szepczesz nawracającym bólom brzucha? A może kurtuazyjnie zbywasz bolący ząb tabletką z nadzieją, że zrozumie jak bardzo to nieodpowiedni moment?

Mogłabym wymieniać długo, ale nie chcę uchodzić za hipochondryczkę. To, co zdecydowanie daje mi się we znaki to moje oczy. Czasem mam wrażenie, że mnie nienawidzą. Mogę raz na jakiś czas zaszaleć i przespać osiem godzin, mogę nie włączać komputera na dzień lub dwa (i pewnie czytać), ale to niewiele zmienia. Rzadko udaje mi się umalować równo i ładnie, ale nawet jeśli, żaden kosmetyk nie zakamufluje tego, jak wyglądają. Zawsze przekrwione i czerwone. Czerwona, gruba nitka prowadząca od kącika wzdłuż całej gałki,  jest już dla mnie tak naturalnym krajobrazem jak tęczówka.

Jutro. Potem. Nie dzisiaj. Dziś zrobię więcej, żeby w przyszłym tygodniu się odciążyć. Jeszcze tylko, jeszcze tylko…

A ja bez nich nie mam nic. Dzięki nim mogę pisać, pracować, obserwować, dostrzegać. Przekaźnik informacji, które decydują o wszystkim. Nie szanuję, nie dbam, tyram, jakbym mogła kupić drugą parę, wymienić jak stary telefon. Co będzie jak się zemszczą? Czy ja aby doceniam, że pozwalają mi widzieć jak moje dziecko przepoczwarza z kapucyny w kobietkę? Mam wątpliwość.

Założenie, że od teraz rzucam to w cholerę i zamieszkam z Mariuszem w lesie jest naiwne. Lubię bieżącą wodę, lubię swoją pracę. Fakty są jednak takie, że ja mam nietypową wadę wzroku, ale typowe wymówki. Takie jak Ty.

To, co musi wybrzmieć to fakt, że na przestrzeni milionów lat wiele się dookoła nas i nas samych zmieniło. Mamy kciuk, zanikł nam ogon, nie depilujemy włosów z piersi i takie tam. Oczy mamy jednak dokładnie te same. Miliony lat temu para identycznych wypatrywała mamuta i gepardów, a dziś poluje na diamentowe klocki w grze na telefonie. Nie wymyślono dodatkowych aplikacji, tylko ekstra obciążenia w świetle których gepard wypada żałośnie.
I czujność w polowaniu przez godzinę lub dwie paradoksalnie było mniejszym zagrożeniem niż przeglądanie godzinami internetu.

Nasze oczy nie dają rady, a my nie dajemy im możliwości, by łatwiej było im znieść tryb życia. A nie wymagają od razu rzucenia wszystkiego i zamieszkania w Bieszczadach. Ot, ta czerwona siatka rozrzucona pod powiekami to sygnał.

Wpatrywanie w elektroniczne ekrany sprawia, że mrugamy zdecydowanie rzadziej, niż polujący na mamuta. Nic dziwnego, wszakże wtedy w czasie mrugnięcia mamut raczej nie zginął, a dziś każde przymknięcie powiek może skutkować przegapieniem mema! Kiepski żart? No nie miał być zabawny.

Dlatego oczy wymagają wsparcia. Nie dlatego, że istnieje choroba wymyślona na potrzebę reklamy leku (nie masz zespołu niespokojnych oczu, możesz spać spokojnie!) i śliczna Pani w reklamie mówi, że zawartość opakowania uczyni Cię mądrzejszym i chudszym. Tylko dlatego, że są za suche, narażone na działanie promieni UV, nadmiernie eksploatowane.

Przez najbliższy czas będę testować dla Was krople Hyabak. Nim zgodziłam się podjąć to wyzwanie, ośmieliłam się zasięgnąć porady ekspertki – Justyny Nater, autorki bloga dbajowzrok.pl, optometrystki i czlłonkini  Zarządu Polskiego Towarzystwa Optometrii i Optyki. Justyna odpowiedziała przy okazji na wiele innych pytań i, aby nie zginęły  między akapitami, poświęcę im oddzielny wpis.

Ona zarekomendowała. Ja jej ufam. I potrzebuję czegoś, co ulży moim zasypanym piachem oczom. Niebawem napiszę Wam o tym, co mi dało stosowanie tego produktu i czy warto. Na razie mogę podkreślać, że są to jedyne krople nawilżające, które posiadają w składzie filtr UV wspierający ochronę oczu przed promieniowaniem słonecznym (nie zwalnia to nas z obowiązku noszenia okularów przeciwsłonecznych), dodatkowo nie zawierają konserwantów.

***
Nawet 14-15 godzin. Tyle czasu spędzam pracując na komputerze i korzystając z telefonu. Praca, pasja, uzależnienie, zwał jak zwał – moich oczu to nie obchodzi i wiem, że bardzo mnie za to nienawidzą. Czy krople pomogą? Mam nadzieję, bo rzucenia pisania sobie nie wyobrażam, prędzej rzucę się w przepaść 🙂 Same krople to nie wszystko, dlatego po konsultacji z Justyną podzielę się z Wami wiedzą, co jeszcze możemy zrobić, żeby…Móc patrzeć na te wszystkie cuda i niepozmywane gary aż do śmierci.

Tekst jest efektem współpracy podjętej z marką Hyabak.

No to teraz czas na spowiedź! Co Wy bagatelizujecie najczęściej?

________________

Zdjęcia najcudowniejsza Karolina Paluszkiewicz @onicniepytaj Forma Fotografia  <klik>