jalineka7mcy

Dwie kreski na teście ciążowym- oczekiwane czy niespodziewane, zawsze wieszczą rewolucje. Miesiące przygotowań, snucia planów i wizji, kompletowanie wyprawki. Bezsenne noce w czasie których szuka się odpowiedzi „jakie ono będzie?”, „czy dam radę?”, „co się zmieni?”. Bolesny lub/i trudny pomysł. Pierwsze chwile z pomarszczonym ssakiem. Własnym. Wpatrywanie się w owinięte w becik zawiniątko. Duma przemieszana z przerażeniem, zmęczeniem i wzbierajacym potokiem miłości. Kolki,zęby, pierwsze kroki i słowa, pierwsza klasa, a potem, nim zdołasz się obejrzeć, pierwsza sympatia i fakultet. Kaskada codziennych uniesień przeplatana goryczą zmęczenia, trudnych wyzwań i rozczarowań, które nadają rodzicielstwu specyficzny, wyrafinowany smak.

 W którym nie wszystkim dane jest się rozsmakować.

 Spokojnie, to żaden przygnębiający tekst, który ma za zadanie wycisnąć z Ciebie potok łez, skłonić, byś docenił to, co masz lub możesz mieć i przypomnieć, że życie jest niesprawiedliwe i podłe.

 To tekst o tym, że wokół nas sporo się zmienia i tam, gdzie dzieje się coś złego, coraz częściej można spotkać tych, którzy chcą, mogą i potrafią pomóc.

Rusza hospicjum prenatalne Fundacji Gajusz– skierowane do tych, którzy mierzą się z okrutną diagnozą dotyczącą swojego nienarodzonego dziecka i którym nie będzie dane zbyt długo rozkoszować się smakiem rodzicielstwa. A przede wszystkim dla tych, którym w takiej sytuacji prawo do bycia rodzicem, czerpania ze swojego rodzicielstwa oraz przezywania żałoby związanego z utratą dziecka odbierano.Jeżeli pomożesz nam rozpowszechnić tą wiadomość, krok po kroku, kolejni rodzice, którzy dowiedzieli się o śmiertelnej lub nieuleczalnej chorobie swojego dziecka otrzymają stosowną pomoc- psychologiczne wsparcie, profesjonalną opiekę medyczną. Chcemy stworzyć im warunki do doświadczenia ich rodzicielstwa i stawienia czoła bolesnym wyzwaniom. Pragniemy dać im prawo do nazywania siebie Mamą i Tatą i ofiarować swoją wiedzę oraz szacunek.

Słyszałam nie raz, o kobietach, które po poronieniach ze swoim bólem zostały kompletnie same. O rodzinach, którym nikt nie pomógł się przygotować na narodziny śmiertelnie chorego malucha. O mamach, które po urodzeniu martwego dziecka lub po jego odejściu niedługo po porodzie, musiały leżeć na sali z mamami, które obcałowywały od stóp do głów swoje zdrowe Bąble. Same, kompletnie same. Bez prawa do żałoby, szacunku, bez prawa do powiedzenia „Byłam mamą” zamiast „urodziłam martwy płód”…

 Fundację Gajusz znam od kilku lat-  pomaga dzieciakom z onkologii dziecięcej, prowadzi hospicjum domowe dla dzieci z ziemi łódzkiej i pałac, w którym mieszkają śmiertelnie chore, osierocone dzieci. Hospicjum prenatalne to kolejny projekt, będący naturalnym przedłużeniem i poszerzeniem obszaru działań fundacji. O obszar, jak dotąd, brutalnie i boleśnie ignorowany i spychany na margines.

Fundacja chce, aby każda mama nosząca w sobie chore dziecko otrzymała prawo do profesjonalnej opieki medycznej i prowadzenia ciąży w warunkach, które nie narażą jej na dodatkowe stresy. I, jeżeli jej maleństwo ma przeżyć tylko krótką chwilę, chce sprawić, aby była to nie tylko najtrudniejsza i najważniejsza, ale i najpiękniejsza chwila jej życia. A ból po, możliwy do udźwignięcia.

Bo zbyt często wraz z utratą maleństwa, odbiera się kobietom szacunek, godność i poczucie sensu.Odbiera prawo do bycia Mamą, które najzwyczajniej w świecie im się należy.

 Dziś ja, pisząc Wam o tej inicjatywie, chciałabym złożyć najszczersze życzenia WSZYSTKIM MAMOM, nawet, a w szczególności tym, którym dzisiaj oczy szkliły się z bólu zamiast z dumy i wzruszenia.

 Bo Dzień Mamy to święto każdej, która choć przez chwilę nosiła pod sercem nowe życie.

Jeżeli ktoś w Twoim otoczeniu albo Ty, znajdziesz się w tak trudnej sytuacji, po prostu wiedz, że… Są ludzie, którym zależy, których to obchodzi, którzy mogą pomóc.

 Więcej informacji o Fundacji Gajusz znajdziesz na jej stronie i profilu FB.

O hospicjum prenatalnym łódzkiej Fundacji Gajusz pisała też Wyborcza TU.

Z góry dziękuję za posłanie tej wieści dalej.

_____________________

A zupełnie prywatnie – Dzień Mamy to dla mnie najpiękniejsze święto świata, lepsze od gwiazdki, urodzin i masy innych dni oznaczanych na czerwono.

I nie potrzebuję już nigdy żadnego prezentu- choć otrzymując kiedyś laurkę, wierszyk, kwiatek, sms-a, telefon, spotkanie na kawie- zasmarkam się ze wzruszenia. Nie potrzebuję więcej, bo otrzymałam tyle, że czasem boję się o tym mówić, żeby się nie obudzić i przekonać, że to wszystko, co dzieje się ze mną przez ostatnie 7 miesięcy to tylko sen.
Wraz z narodzinami Lenki otrzymałam nowy sens życia, poczucie, że jestem wartościowa, ważna,potrzebna, wystarczająco dobra i mądra, więcej pewności siebie i jej spojrzenie, które mówi, że przynajmniej jeszcze przez chwilę, najlepsza na świecie.

Ekstra być mamą. Choć do SPA i na masaż chętnie zdezerteruję z pola bitwy na chwilę.

Ściskam Was ciepło i serdecznie i idę cisnąć jak cytrynę ostatnią godzinę mojego pierwszego w życiu Święta Mamy.

Głęboko wierzę, że szczęście i spełnienie są po to, abyśmy mogli unieść się ponad ziemią i z tej nowej perspektywy dostrzegli, ile jeszcze jest na niej do zrobienia. Stąd ten tekst.

Pozdrawiam,
Radomska -dumna i szczęśliwa mama Lenki!