Kilka tygodni temu opowiadałam Wam, jak od czasu diagnozy mojego niedowidzenia, zeza i innych dekoracji urozmaicających urodę i dodających wdzięk, zmieniło się podejście do korekcji wzroku i możliwości. Następne 3 tygodnie po publikacji były jednak męczarnią.

Jedna nóżka Olinka już chciała tańczyć z radości gdy natenczas natychmiast hamował ją paluszek wskazujący ręki prawej informując, że „nunu”, czyli, że za wcześnie na radość. Niby twarz okraszona wypiekami podniecenia, ale zawsze można w ryj jeszcze otrzeźwiająco dostać, więc Aleksadro, hamuj swoje lejce i stłamś eurofię.

I jeszcze niedawno opowiadałam, że mają przyjść na świat, a już są ze mną, oplatają mi lica gdy piszę te słowa wzniosłe i dostojne. Są. Narodziły się. Wydrukowały, dostrugały i umalowały tylko dla mnie. Przyjechały aż z Gdyni dostarczone osobiście przez autora, który chciał pewność, że ewentualnie to z moją twarzą jest coś nie halo, ale nie z okularami, bo jest wirutozem, naukowcem i artystą, a ja jedynie Olinkiem.

Odpowiednio leżące oprawki to pierwsza część tej historii. Druga to szkła – przystosowane do pracy przy monitorze, z filtrami, bajerami i inną mocą na dole i inną na górze. Ferrari wśród szkieł. Plus milion do zajebistości. Bez efektu żabich oczu, słodki Jezu!

Niby urodziłam się w czerwcu, ale dzień naszego spotkania to była feta na miarę sweet 16 amerykańskiej nastolatki. Brakowało przecinania wstęgi i nazwania studzienki kanalizacyjnej moim nazwiskiem. Wręczali jak dyplom za udział w zawodach sportowych mimo rażących ograniczeń i deficytów. Ja płakałam, oni starali się trzymać fason i nie pozwolić mi ubrudzić nowych okularów. To nie była zwykła kooperacja reklamowa. Normalnie nie je się z partnerami chałwy, nie ciśnie sobie grubych dowcipów, nie obejmuje, jakby się piło Amarenę. To była jedna wielka przyjemność.

Łukasz optometrysta z salonu Łódka po lewo, Łukasz autor oprawek z Invidia Eyewear po prawo 🙂

Jeszcze raz ogromnie dziękuję Salonowi  Optycznemu Łódka za profesjonalną diagnostykę i dobór szkieł oraz zajebistą atmosferę całej akcji. A Invidia Eyewear za oprawki o których mi się nawet nie śniło – nigdy nie byłam tak dumna ze swojego nazwiska, jak wtedy, kiedy zobaczyłam je wygrawerowane na zauszniku. Przyda się, kiedy przez zapieprz zapomnę jak się nazywam.

Tak wyglądały w fazie projektu: http://invidiaeyewear.com/radomskaver2/
A oto fotograficzny proces wydruku okularów w 3D. Technice, która pozwala dopasować sobie okulary co do milimetra, wzbogacić je dowolnym grawerem oraz dobrać absolutnie własne kolory.

A tak wyglądają na skromnej, Radomskiej, jakże szczęśliwej i dumnej facjacie. Marzenia się spełniają, a zaczarowany ołówek istnieje! 😉

Dziękuję za sesję: Karolina Paluszkiewicz Forma Fotografia oraz Szubert Photography

Za makijaż: Mai Nadolskiej z Maja Nadolska Make-up Artist

P.s. Mówią, że ostatnie idealne na okładkę książki. Oby to było proroctwo 2018 😉