Rodzicielstwo to nie tylko droga przez męki przeplatana kaskadą uniesień. To także fajna okazja od losu, żeby potraktować kogoś tak, jak samemu się chciało byś traktowanym. I podarować to, czego samemu się nie dostało.

Oczywiście to nie jest tak, że bycie lepszym rodzicem niż Ci nasi, to klucz do sukcesu, to byłoby za proste. Tylko w reklamie corn flakesów rodzina cieszy się o 6 rano, że może zjeść razem śniadanie, ojciec bez zająknięcia podaje imiona dwojga swoich dzieci, a matka, już umalowana, wyjmuje z pieca ciepłe ciastka. NIE.

Rodzicielstwo ma w sobie pewien niewdzięczny sznyt. Międzypokoleniowe dziedziczenie oraz indywidualne kształtowanie własnego ja, na pewnym etapie wiąże się z negacją pt. „Moi starzy byli beznadziejni, ja to ogarnę lepiej” albo „Może i miałem prąd, wodę, miłość i play station, ale nadal nie dostałem piżamy ze star wars i ten żal wciąż się we mnie tli”

 

Przekładając z Radomskiego, na ludzki:
Jako rodzic przekraczamy własne bariery. To często Mont Everest. Wielka sprawa. Kurde, ale najczęściej dla nas. Wysiłek nadludzki matki, to raptem wtorek w życiorysie szkraba, który z racji zupełnie innych doświadczeń, nie wie, ile ma. Nie szkodzi, bo matka natura to też potrafiła ograć, tak jak wymazać ciemne strony rodzicielstwa i sprawić, że często fundujemy je sobie ponownie.
To rodzicielska umiejętność jarania się szczęściem dziecka miliard razy bardziej niż własnym. Czasem, co okrutne, także zamiast niego!

Uskuteczniam prymitywną metodę uszczęśliwiania siebie przy użyciu dziecka i się nie wstydzę. walczyłam o jej własny pokój, bo ja swój miałam dużo później, a własna przestrzeń to coś, co cholernie mnie cieszy. Urządząłam go tam, jakby miał tam zajrzeć papież i lepić z nami Pony z ciastoliny na taniej wykładzinie, której nie żal będzie wymienić czy tam wynieść na ołtarze. Ona tego nie wie, bo i skąd ma wiedzieć, że dwa lata szukałam roboty, że kredyt to taki pastuch elektryczny, który napina mięśnie ciała, kiedy się przypadkiem zanadto wyluzujesz i pomyślisz, że może jednak będzie dobrze. Moje orgazmy macierzyńskie to często tylko przebłyski radości dziecka. Ale nie szkodzi. Gram w tą grę. Dalej. Niezmordowanie.

I do meritum – ja za taki domek dałabym się pokroić w jej wieku i nawet, wbrew zamiarom babci Lodzi, schudłabym, by się do niego zmieścić. Przysięgam. Lena nie zdążyła go nawet wyśnić, a już kombinowałam, kiedy go dostanie. Ot. jestem mamą.

Zobaczyłam jeszcze w lutym, na targach zabawek, gdzie byłam zupełnie służbowo i skradł moje serce. Drewniany, ze schodami, otwieranym kiblem i wanną, o której sama marzę. Z łóżkiem wyłożonym materacem i otwieranymi szafkami kuchennymi.Piszczałam i byłam na tyle namolna i upierdliwa, że kiedy odezwałam się do producenta przy okazji organizowania tej akcji, zwyczajnie bał się odmówić. Nic dziwnego.

Jest. I trochę mi przykro, że ie mogę się nim sama bawić, bo Lena pozwala mi tylko na bycie kotem, który robi kupę do kuwety, ale znoszę to godnie. I daję możliwość wygrania takiego domku WAM! Po tym, jak kibicowaliście mi i mężowi w czasie składania ustrojstwa (nie że to trudne, tylko my niesztampowi technicznie tacy…) , odezwałam się do producenta. I mamy konkurs.

Możecie wygrać albo wyczesany dom dla lalek / willę Elzy  albo świetną kuchnię z akcesoriami, jeżeli akurat Wasi synowie nie lubią różu i zabawy w kota, który topi się w otwieranym kibelku.

KONKURS
1. Opowiedz mi o tym, jakie spełnione marzenie Twojego dziecka, dało najwięcej radości… TOBIE.
2. Zostaw odpowiedź w komentarzu wraz z adresem e-mail (żebym mogła Ci dać znać, jeśli wygrasz) oraz informacją o preferowanej nagrodzie.
3. Na komentarze czekam tylko na blogu, bo nie ogarnę całego internetu, wybaczcie.
4. Konkurs trwa między 1.11 a 15.11 – dzięki temu zdążymy z wysyłką na grudzień i ktoś będzie miał prezeNt z głowy i tytuł najlepszego rodzica w kieszeni.

 

 

 

 

 

 

 

Zachęcam do czytania cudzych komentarzy, bo pewnie będą ciepłe i fajne. jesień jest, zimno, dzieci niewdzięczne, więc przyda się wzajemne wsparcie.

P.s. Wysyłka nagród TYLKO na terenie Polski!!!

No to czekam. Sprawdźcie, abym miała co czytać!!!

Nagrody do konkursu udostępnia ECO TOYS  producent i importer drewnianych zabawek dla dzieci, którego ofertę możecie sprawdzić tutaj, żeby przekonać się, że nagroda  jest warta odrobiny zachodu, a dodanie otuchy innym rodzicom, najzwyczajniej miłe.

Zgłoszenia, czyli komentarze spełniające zasady konkursu przyjmuję do 15 listopada do północy.
Wyniki konkursu Najpóźniej 20 listopada (wierzę, że komentarzy będzie dużo i chcę je dokładnie przeczytać) w aktualizacji tego wpisu!  START!

REGULAMIN ZABAWY ZNAJDZIESZ TU

__________________________________________________________

Wyniki konkursu. WOW. 243 zgłoszenia. Kilka godzin czytania. Masa wzruszeń, sporo ciar, wiele uśmiechów. Bardzo Wam dziękuję, bo to wszystko dostałam dzięki Waszym historiom. Wy dostaliście kopa w dupę, żeby zmobilizować głowę do wygrzebania pozytywnych wspomnień i zobaczenia, jacy my wszyscy, tacy niedoskonali, jesteśmy w tym rodzicielstwie zajebiści. Nasze pociechy ogarną te absolut pewnie dopiero wtedy, kiedy same dorobią się swoich latorośli, dlatego ja to mówię za nie: JESTEŚCIE EKSTRA!

Niestety, nagrody mam tylko dwie, musiałam wybrać.

Domek leci do ANI WACHOWICZ, za historię o patologicznych rodzicach, bo mnie rozgrzała, ucieszyła i jest mi cholernie blisko. Go go, bad parents. Jak Waszej córce będą dokuczali, że ma nieogarniętych starych to niech odpyskuje, że matka przynajmniej jej w internecie coś wygrała.

Kuchnia leci do OKTAWII DYBEK. Niech się młody kształci, przyda w domu i… w nosie ma TVN, bo nie potrzebuje telewizji, żeby w niego uwierzyła, kiedy ma pasję i taką mamę!

Wszystkim bardzo dziękuję! W ramach pocieszenia łapcie RABAT na wszystkie zabawki od

 ECO TOYS <klik>
hasło: MULTISTORE
rabat: – 15%