Po 10 miesiącach zimy zupełnie niespodziewanie nadeszło lato. Ludzie nieprzyzwyczajeni do blasku słońca krzywią twarze okraszane jego promieniami i wyglądają jak gollumy, które nieśmiało wystawiają na wolność swoje blade łydki. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy się cieszą, ale jedno jest pewne i niezmienne – marudzą, że im za gorąco. I narzekają na drogie  truskawki. 

Ponoć istnieje taka grupa ludzi, która nie może ich jeść, bo wtedy puchną, dostają trądziku i mogą nawet się udusić. Te argumenty mnie nie przekonują, bo jestem w wieku w którym łakomstwo jednoznacznie wygrywa z próżnością i zdecydowanie wolę być szczęśliwa niż niepokryta parchem. Ale co ja tam wiem? Jeszcze wczoraj miałam 4 lata i twierdziłam, że truskawki mają kości, a dziś bulę 7,50 za kilogram błogiego zapomnienia, który cieknie mi po brodzie i utylizuje kolejną część garderoby wyposażając ją w stygmat w postaci niespieralnych plam. Udaję, że robię to celowo. Ustalmy oficjalnie i otwarcie, że plamy  z truskawek w tym sezonie są po to, żeby ludzie widzieli, że mnie stać!

No ale ileż można jeść same truskawki? Nim pobiegniecie sprawdzić spieszę z odpowiedzią – Lenon twierdzi, że bez końca i na tę okoliczność ma żołądek z funkcją próżni. Bywa jednak, że mąż wpadnie na szalony pomysł pojechania do sklepu po coś więcej niż fajki, a kilogramy truskawek niebezpiecznie się dublują. Co wtedy? Wtedy wchodzę ja, cała na biało,bo powierzchni na plamy nigdy nie jest zbyt mało.

Generalnie jestem przeciwniczką łączenia owoców i słodyczy. No- albo albo! Przepraszam, zostało mi z dzieciństwa – owoce się je po to, żeby być zdrowym i ładnym (no chyba, że się dostaje od nich parcha, wtedy się je, bo jest się łakomym idiotą)  a słodycze żeby być szczęśliwym. I te dwa aspekty były dla mnie nie do pogodzenia – klauzula sumienia nie pozwala mi po prostu na łączenie jabłek z czekoladą.

Niemniej jednak naszło mnie na takie chamskie bułki z truskawkami. Z tymi truskawkami rozmemłanymi w środku, które wsiąkają w bułkę i ona się robi taka rozciaptana i rozkoszna tak, że jej wybaczam, że jest po prostu ordynarną słodką bułką z owocem za, o zgrozo, 2,50 zł. Jestem łakoma, ale staram się nie być hipokrytką i choć w rodzicielstwie stosuję zasadę „dziecko nie widzi, to się nie liczy” tu nie będę głupa walić.

Przyszłam do domu z 2 kilogramami truskawek. 1 rzuciłam dziecku, żeby się odczepiło, osiem kilo zjadłam a resztę pokroiłam i postanowiłam wykorzystać, jak owocową prostytutkę. Ekskluzywną, bo drogą. I tak powstały muffiny z truskawkami. Jadłam je dwa dni, nie podzieliłam się z nikim, będę wracać, bo zrobiły mi dobrze i sprawiły, że nie rozetnę sobie tętnic na przedramionach wzdłuż, przechodząc obok cukierni i wybijając gołe ręce w szybę witryny.

Przepis jak zawsze dla debila -mieszamy wszystko, rozciaptujemy, pieczemy i jemy jak tylko przestygnie zanim zlecą się sępy, dziwnym trafem głodne zawsze wtedy, jak jecie coś fajnego.

Składniki:

  • 2 szklanki mąki jaglanej
  • 1 szklanka mąki kokosowej
  • 3/4 szklanki ksylitolu
  • 3 jajka
  • 4-5 łyżek mleczka kokosowego
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • ociupina zapachu waniliowego
  • 2 kilogramy truskawek. Żeby po podjadaniu i obieraniu zostały ze dwie garści.
  • woda do rozcieńczenia
  1. Mąki, ksylitol, proszek do miseczki jeb. Zamiętol. 3 jajka bach, wbij. Dodaj mleczko kokosowe, zapach. Zmiksuj.
  2. Jak czujesz, że Ci się blender/mikser spali, a to, co masz w misce przypomina grudę ziemi zamiast masy na muffiny ze stoickim spokojem spójrz misce w oczy i nie daj się złamać – powiedz jej – nie wygrasz złośliwa mendo. I dolej zimnej wody na tyle dużo, żeby całość po zmiksowaniu miała konsystencję budyniu.
  3. Truskawki pokrój w kostkę i wsyp do masy, połącz składniki łyżką, nie rozdziab od razu, bo będą wyglądały jakbyś włożył tam zakrwawione tampony, a nie owoce.
  4. Masę wkładaj do foremek na muffinki i piecz 25-30 minut w temperaturze 190 stopni. Nieco dłużej niż zwykłe muffinki. Wyjmuj z foremek dopiero jak ostygną, bo mąki jaglana i kokosowa to takie dziadostwo, że się lubią rozwalać.
  5. Jak przypieczesz muffinki tak, że się zarumienią, powinny w miarę bezboleśnie odłazić z foremek. Jak odejdą boleśnie to wiesz co? No nic. Zjesz. Ahahaha.

Z podanych proporcji wyszło mi 18 babeczek. A miało być 12, więc 6 opieprzyłam jak gdyby nigdy nic i udaję, że wcale ich nie było. Szach mat logiko normalnych ludzi!

Czy czujesz się przeze mnie usatysfakcjonowany? Jeśli tak kliknij „lubię to”, jeśli tak jak ja wierzysz, że samo kupienie płyty z ćwiczeniami już powinno odchudzać, UDOSTĘPNIJ. 

Smacznego!