Dziś byłaś w kinie, w figloraju i na pizzy. Tata kupił Ci galaretkę, lizaka, a ja siedziałam w domu nad tekstem na zlecenie, żeby następnym razem zabrać Cię na dziewczyńską bajkę o barbie i deser lodowy. No bez dramatyzmu, żeby kupić sobie wymarzony fotel w kwiatki także. Mimo to Zazdroszczę Ci. Nie tylko tego z resztą tego.

Zazdroszczę Ci, że każdego dnia, ktoś myśli o tym, żeby Cię uszczęśliwić. Biegnie do domu z bańkami mydlanymi  w torbie, serkiem, poczuciem, że mimo zmęczenia musi ułożyć te puzzle albo przynajmniej być obok kiedy psujesz swój wzrok oglądając durną bajkę. Zazdroszczę Ci, że ktoś martwi się o to, czy wystarczająco zdrowo jesz i potrafi to na moment olać, kiedy widzi Twój uśmiech gdy trzymasz lizaka w dłoni.

Zazdroszczę ci tego, że jesteś absolutnie, do cna i ponad wszystko dla kogoś najważniejsza i nie ma w tym ani nuty frazesu czy przesady. Chciałabym aby ktoś zachwycił się mną tak raz na jakiś czas jak ja Tobą, prawie codziennie, tylko dlatego, że uroczo wyglądasz w zadziornej kitce, słodko, kiedy się potargasz w zabawie, zabawnie, kiedy marszczysz brwi i tak ładnie Ci w pastelowym kolorze.

Chciałabym mieć kogoś do kogo mogę pobiec z najmniejszym sukcesem, tak jak Ty, z rysunkiem, czy po samodzielnym założeniu majtek nie na lewą stronę i ciul, że tyłem na przód. Byłoby łatwiej docenić siebie może gdyby ktoś to autentycznie chciał podzielić i dostrzegł, że się staram, tak jak Ty, założyć buta, narysować kwadrat, nie zwariować.
Zazdroszczę Ci tego, że masz Dzień Dziecka częściej, niż myślisz – ktoś planuje, by zabrać Cię do kina, na plac zabaw, pokazać Ci teatr, kupić książkę o kosmosie, pooglądać film o dinozaurach, założyć diadem nawet jeśli ten kiepsko komponuje się z brodą albo workami pod oczami.

I tego, że masz obok kogoś, kto, gdyby się dowiedział, że umiera, nie bałby się śmierci tylko wtedy, że nie będzie go obok. Kto umarłby gdyby miał żyć bez twojego uśmiechu.

Zazdroszczę Ci, choć nie masz pojęcia co mam na myśli, bo wszystko dla czego stoimy na palcach to dla Ciebie chleb powszedni a dla mnie kojące źródło wiary, że może nie jest tak źle i nie spieprzę tego rodzicielstwa tak, jak przypuszczałam.
Zazdroszczę Ci tej niepohamowanej radości, kiedy dostajesz bluzkę z Elzą za 14,99, kiedy dowiadujesz się, że jutro sobota i będziemy łazić w piżamach dopóki nam się nie znudzi, kiedy ktoś rysuje dla Ciebie pająka kredą albo lepi ślimaka z plasteliny, a Ty uważasz i wierzysz, że już chyba nic lepszego Cię w życiu nie spotka i z wypiekami opowiadasz o tym babci.

Zazdroszczę tego, że wierzysz, że jesteś czadowa i zrobię wszystko, byś zawsze w to wierzyła. Z tą bezceremonialną energią, otwarta na świat i ludzi mówiła wszystkiemu, co nowe -cześć, jestem Lenka Mikorska, a jak Cię rozczaruje, to nie zamykała się, ot, strzelała focha na minut cztery i dalej robiła swoje.

Zazdroszczę Ci tego, że kiedy Ci przykro, to tak, że naprawdę pęka Ci serce, a nie tak, że już nie dziwi. Tego, że za każdym razem ktoś się tym przejmuje i boli go, kiedy krzyczysz, że już nie kochasz, nie będziesz się bawić, nie lubisz, bo psuje Twoje serce. Tego,  jak wpadasz w furię, a raptem kwadrans później, jeszcze ze zmarszczonym czołem potrafisz przyjść i wykrzyknąć ” TO PSEPLOSIMY SIĘ CY NIE?!” Zazdroszczę, że kiedy jesteś zła i chcesz być sama, to ktoś to szanuje, ale się martwi i z utęsknieniem czeka za Twoimi drzwiami, aż emocje opadną i będziecie mogli się przytulić.

Zazdroszczę Ci, że nawet jak wykańczasz, stawiasz pod ścianą, sprawiasz, że ktoś trafi cierpliwość, drze mordę, bo przekraczasz wszelkie granice, a zmęczenie nie ułatwia szukania dyplomatycznych dróg okazywania wkurwienia, to… Suma sumarum i tak mu przykro, że Cię rozczarował swoim słabym charakterem i zachował się bardziej dziecinnie niż Ty. I nawet jeśli krzyczał, że wyjdzie i nigdy nie wróci, wróciłby po kwadransie, bo nie umie żyć już bez Ciebie. każdy chciałby mieć kogoś, kto zawsze wróci, choćby nie wiem, co usłyszał i co powiedział. Ty masz.

Chciałabym, jak Ty, móc rano powiedzieć, że chce jajko albo płatki z mlekiem, najeść cukierkiem z dywanu oblepionym sierścią i wiedzieć, że moje „pseplasam naplawdę” wystarczy, by ukoić złość. Bo Twoje wystarcza.

Zazdroszczę Ci tego, że masz moc uszczęśliwiania innych. Że wystarczy zrobić dla Ciebie coś drobnego, a wysłany, przelotny uśmiech w drodze do odbiorcy rośnie, nabiera mocy i uderza  siłą meteorytu, który pcha do działania i nie pozwala się zatrzymać. Zazdroszczę CI tego, że sprawiasz, że ktoś nigdy się nie zgodzi, że dorosłość jest tylko tak trudna i tak straszna, bo gdyby nie ona, to nie dałoby się poznać tej miłości – bezgranicznej, świadomej, nazwanej, dojrzałeś, absolutnie ponad wszystko, która w dzieciństwie była niedostrzegalną normalnością, a teraz jest błogosławieństwem, który ratuje od zgorzknienia i obłędu. Tej miłości do Ciebie.

Zazdroszczę Ci, że każdego dnia to dla kogoś ważne, czy się wyspałaś, czy masz dobry nastrój, co czujesz i co chciałabyś robić. Zazdroszczę, że domagasz się tego, czego pragniesz bez pardonu i nie ma znaczenia, czy to podróż w kosmos czy ukryty w nosie gil, jeśli coś ma być Twoje, musi się spełnić i kropka. Zazdroszczę, że się nie wahasz i nie odpuszczasz, a jak zmieniasz zdanie to nie zadręczasz się zmiennością, tylko jarasz tym, co nowe.

Zazdroszczę Ci tego, że ktoś obok cieszy się Twoim szczęściem tysiąc razy bardziej niż Ty, a kiedy dzieje Ci się coś złego, to trochę jakby umierał z bólu i rozpaczy, ze strachu u Ciebie.

A sobie zazdroszczę po prostu, że mogę być tym kimś obok Ciebie, Córeńko.

__________________

p.s. A i jeszcze tego, i muszę to dodać, bo nie byłabym sobą, że potrafisz się nie przejąć tym, kiedy babcia wytnie Ci wieśniacką grzywkę przez co wyglądasz jakbyś grała w teledysku Fasolek z 1994 roku!