Być może mogłabym siedzieć cicho. Odpuścić. Dbać o to, żebyś w niedzielę zachwycała białymi rajstopkami i nowym wierszykiem, mówiła dzień dobry sąsiadom i znała piosenkę po angielsku. Ale tak bardzo mam to w dupie, bo znam tak wiele dziewczynek, które to umiały, kobiet, które nauczyły się o wiele więcej, a zaledwie parę jednostek, które odnalazły w tym spełnienie i szczęście.

Znam też masę żon i kobiet, które stawiają ponad sobą czyste płytki w łazience, a na myśl o wolnym, czasie spędzonym z rodziną, potrafią się rozpłakać, bo pozwoliły na to, że praca jest ich wytchnieniem od usługiwania i zaspokajania cudzych potrzeb. Od zgadzania się na uszczypliwości wuja, komentarze teściowej i niewdzięczność męża. Dla których „ja” to jakieś mgliste wspomnienie dziewczyny ze starych zdjęć, która coś tam chciała, ale na szczęście, na szczęście i dla wygody innych, los wybił jej to z głowy. A moja głowa jakoś ulec nie chce, doprowadza do szału i czasem myślę, że sama ją sobie rozbiję.

Odpuszczanie nikogo jeszcze nie uszczęśliwiło. 

Nie chcę się przed Tobą tłumaczyć, ale bycie mamą i bycie kobietą jest cholernie trudne, tym bardziej, jak chce się pełnić te role inaczej, niż widzą to Ci, którzy patrzą na każdy mój gest. Ostatnio widujesz mnie często złą, smutną i rozżaloną. Krzyczę i za głośno, źle, nie tak, ale  daję znać – że nie żyje się tylko dla innych.

Wiele z decyzji, które teraz podejmuję, odrobinę łamią mi serce, bo panicznie boję się, że w mojej walce o siebie Ty dostrzeżesz jedynie to, że częściej mnie nie ma, częściej się złoszczę, „nie robię tego, co powinnam”. Mogę użyć tu tysiąca słów, które mają za zadanie uzasadnić Ci dlaczego lubię być sama i robić rzeczy tylko dla siebie, ale co jeśli Ty zakodujesz tylko nieobecność, a nie powrót ze zdwojoną siłą i cierpliwością?

Nie wiem. Nie mogę się jednak cofnąć.

Jesteś sensem mojego życia, dlatego musisz wiedzieć, że oczekiwanie, że będziesz szczęśliwsza ode mnie to największa krzywda, jaką mogłabym Ci chyba teraz wyrządzić. To byłoby straszne, wchodzić w dorosłość z bagażem własnych oczekiwań i naręczem toreb w których wszyscy dookoła upychają to, czego sami nie udźwignęli, czemu nie dali rady sprostać.

Bądź szczęśliwa.
Nie ulegaj presji.
Słuchaj siebie.
To Ty jesteś najważniejsza.
Tobie ma być dobrze.
Nie oglądaj się na innych.

Słyszałam to tyle razy, że kojarzy mi się ze staroświecką tapetą w mieszkaniu z lat siedemdziesiątych, a nie z życiowymi drogowskazami. Wszyscy autorzy tych słów chcieli dobrze, ale są cholernie wygodni i wymagają od Ciebie, by pokazać im, co to znaczy: być szczęśliwym, nie ulegać, słuchać siebie i pamiętać, że jest się ważnym.

Widzisz Córko, masz matkę huragan i nie może zgodzić się na to, by ktoś jej mówił gdzie i jak wolno jej wiać. Masz matkę z ambicjami i to, że ma je odłożyć, jest nie do przyjęcia. Wyśniłam sobie zobaczyć jeszcze parę miejsc, a dziesiątki kolejnych,  których nawet istnieniu nie wiem, pokazać Tobie i zrobię to. Zrobię, może nie będzie to spektakularne i wielkie, jak jawi mi się, kiedy kładę się spać, ale … będzie. Odwrotu już nie ma.

Już nie chcę czuć się winna. Informuję. Będę mówić o tym, czego nie lubię i co mnie boli częściej – pewnie przez jakiś czas za głośno i pokracznie, dopóki się oswoję i przekonam. Ale przysięgam sobie i Tobie nigdy nie płakać, że ktoś mi nie dał tego, co mogę dać sama, że ktoś nie pomyślał o mnie, kiedy ja sama tyle razy o sobie zapomniałam.

Nic nie wiem na pewno. Waham się i miotam, a obok nie ma nikogo, kto powiedziałby mi – poszukiwanie to droga, w tej podróży nie do końca chodzi o cel. Dobra parszywa nie chce się rozciągać, a czasem tak bardzo brakuje sił, by bawić się z Tobą na dywanie. Parę razy usnęłam, choć próbowałam udawać, że jestem obok. Wstyd mi, uwierz.

***

Jesteś moim dzieckiem. Krwią z krwi. Geny wątpliwości są silne, wiem, że dopadną Cię wcześniej czy później i jeśli nie uprzedzę Cię na czas, będziesz zachodzić w głowę, czemu nie satysfakcjonuje Cię constans, norma. A może nie? Może to ja będę dla Ciebie tą wiecznie nieusatysfakcjonowaną i dziwną? Loteria.

Bardzo chciałabym, żebyś wierzyła mi na słowo, że kiedy robię źle, to niespecjalnie. Że to wszystko, bardziej lub mniej, dzieje się z myślą o Tobie. Nie chcę przed Tobą udawać kogoś, kim nie jestem, bo tylko jeśli zrozumiesz, że bywam różna, będziesz mogła z większym spokojem przyglądać się sobie, a nie zastanawiała się i czuła winna, dlaczego nie jesteś po prostu dobra, bystra i miła, bo przecież byłoby to wygodne dla wszystkich. Uwierzysz mi, kiedy powiem, że łatwe nie oznacza dobre? Pewnie nie, jedyne, co wpoję Ci z pewnością skutecznie to to, że nie jestem w niczym żadnym autorytetem. I być nie chcę. Bo wolę patrzeć Ci w oczy, a nie z góry, bo to Ty uczysz mnie więcej, niż ja mogłabym Ciebie.

Chciałabym być odważna, także dla Ciebie.

Choć odważne jest dla wielu to, że wydurniam się w internecie i pokazuję nieumalowany ryj. Odważne jest to, że nadal mówię „kurwa mac”, kiedy czuję, że tylko kurwa mać jest adekwatne i nie udaje, że to miało być „ojej”. Odwaga to podjęcie ryzyka i wzięcie na klatę konsekwencji, nawet jeśli nie będą słodkie i miłe. Odwaga do popełniania błędów i mówienia na głos trudnych rzeczy. Uczę się, bo wierzę, że tylko odważna mogę być szczęśliwa i uszczęśliwić Ciebie. Dzielna już byłam.

Ludzie skaczący na bungee są uważani za głupich. Miłośnicy sportów ekstremalnych też. Głupia kobieta to taka, która albo tak żarliwie chciała słuchać innych, że stała się karykaturą nie tylko siebie, ale i człowieka  w ogóle, albo taka, która jest niewygodna, bo nie wiadomo, do czego jest zdolna. Nie jestem głupia. Może gdybym była, byłoby łatwiej – nie zastanawiać się, nie drążyć, nie analizować…? Nie wiem.

Ostatnio wkurwiam się ciągle na brak czasu i słuchanie, że powinnam coś, bo ktoś – i tu- tak uważa, tak ma. Bo ktoś tak czuje. Ma prawo powiedzieć to, co doprowadza mnie do furii i uważać, że to w mojej furii, a nie tych słowach, tkwi źródło problemu.

Bo ma taki charakter. Bo tak został wychowany. Bo w to wierzy. Bo według niego tak jest urządzony świat. A ja mam być zasranym Plastusiem i na to przystać. Bo kobieta ma być z plasteliny i dostosować się, nie prowokować konfliktów, odpuszczać, przemilczeć, załagodzić. Bez wewnętrznej zgody, żadnej się nie zazna. Bez odnalezienia spokoju w sobie, nic nas nie ukoi. Bez zatroszczenia się o siebie nikt nie zazna naszej troski.

To nie są frazesy Kochanie. Proszę pamiętaj.

Co chcę osiągnąć tym tekstem? Nie wiem, może po prostu dać CI znać, że za każdą złością, kłótnią, za każdym, obarczonym ogromnym wysiłkiem „NIE” jest jakaś historia, tutaj akurat moja własna. Po prostu wiem, co zadzieje się z czasem, za rok, dwa, 10, 15, nikt nie zapyta, co miałam na myśli, a Ty, nieświadomie, bo przecież wiesz tylko jak powinno być, a nie to, jak wygląda to naprawdę, nie opowiesz moim wnukom o ich babci, która za cholerę nie chciała być pokorna i uległa, a o babci, która „nie wiedziała, czego chce”, bo jeśli ja nie opowiem Ci tego sama, zrobią to inni. Tak, by było im wygodnie.

Bardzo chciałam Ci to powiedzieć, ale boję się, że zanim będziesz w stanie to zrozumieć, ja zwątpię, że mam rację.
Kocham Cię.

Mama.