Modny trend życia świadomie odbija się szerokim echem w wielu sferach i, chcemy, czy nie, huczy aż miło. Mamy żyć głębiej, lepiej, być bardziej zaangażowani, spełnieni, aktywni. Mądrzejsi tacy. I pięknie. Ale gdzieś na początku podstawówki, kiedy ja stawiałam sobie poprzeczkę coraz wyżej, a od kolegi z ławki obok nikt niczego nie oczekiwał, przyszło mi na myśl, czy aby głupszym nie jest lżej? Porzuciłam to pytanie, jestem zajęta nawrotami depresji, braniem leków, zarabianiem pieniędzy. Kolega założył własną firmę, buduje, dajmy na to, taczki. Ma się świetnie.

Potem zostałam mamą i już wiedziałam, wiedziałam, że muszę odpuścić. Wrzucona na głęboką wodę postawiłam sobie za cel przetrwać i nie zwariować. A kiedy ktoś podawał mi mądry 300 stronicowy poradnik dotyczący tego jak żyć, jak tulić i jak przewijać, żeby dziecko nie miało traumy, wpatrywałam się w niego kilka razy z tłustymi włosami i zastanawiałam, czy Lenka da radę przeczytać taką małą czcionkę i czy ja zdążę się wtedy umyć, żebyśmy mogły wyjść na dwór bez wstydu. Szybko oczywiście zmądrzałam. Brałam picie, ciasteczka i owoce, zawsze się przydawały. Wstyd nigdy, więc go olałam i przestałam sobie nim zaprzątać mój, czasem niestety tłusty, łeb.

I to jest naprawdę bardzo pozytywny trend, że robimy się coraz bardziej świadomi – potrzeb człowieka – tego małego, w naszych rękach i tego w lustrze, o którego ktoś nie zadbał tak, jak opisuje to autor Z i Y. Że zastanawiamy się nad tym, w jakiej formie będzie nasze ciało za parę lat, co wkładamy na talerz, jak myślimy, jak spędzamy wolny czas i czy go w ogóle mamy dla siebie.  Jak to zazwyczaj bywa, brakuje nam umiaru.
Takie to wszystko jak z okładki czasopisma – ludzie świadomi, mądrzy, przekonani o swoich racjach i wiedzy o świecie i wydawałoby się, że to piękne zjawisko, któremu trzeba przyklasnąć jak obniżce cen paliw i wyprzedażom, kiedy jednak…

Afirmacja bycia lepszą wersją siebie doprowadza do dwóch, niebezpiecznych, moim zdaniem trendów. Jednych wpędza w odmęty rozpaczy i poczucia winy, że ich życie, obiad, dziecko i mąż nie są tak doskonałe i się tyle nie uśmiechają i aż tak z życia garściami nie czerpią, bo zamiast chwytać dzień kupują pomidory, innym daje poczucie, że jak już ładnie wyglądają, przeczytali 14 książek i upiekli sernik, to mogą robić za Mojżesza i prowadzić ludzkość ku oświeceniu. I nie wiem, kogo boję się bardziej, tych, co na Mojżesza się kreują, czy tych, którzy gotowi są za nim pójść i wdrożyć życie złote rady obcych ludzi, którym się wydaje, ze wiedzą lepiej, bardzo by chcieli wiedzieć lepiej, sprawdzają, czy inni im uwierzą.

Może będę niemiła…

Wspaniały tekst o rozwiązywaniu swoich problemów napisała Justyna z Krótki Poradnik Jak Ogarnąć życie, która z racji tematyki bloga i doświadczeń uchodzi za autorytet – jeden z nielicznych MĄDRYCH autorytetów, czego dowodem jest link, który Wam podrzucam. Ja chcę tylko delikatnie zasygnalizować…

  • …Że wiele z tych pięknych kobiet, do których zdjęć wzdychamy, nie istnieje, rano wygląda pospolicie, potrzebuje kilku godzin na ogarnięcie swojego „daily looku”  i wkłada tyle pracy w swój perfekcyjny wizerunek, bo jest w stanie siebie znieść tylko w takiej wersji, bo prawdziwe ja, bez płaskiego brzucha, doczepianych włosów, je odstręcza. Od nich samych. I pierdolą tak o samoakceptacji i wewnętrznym pięknie, suto wznosząc toasty kolejną porcją fluidu i odessanego tłuszczu. I potrafią się do siebie uśmiechnąć tylko, jeśli przyklasną temu setki innych ludzi.
  • …Że lwia część tych fit trenerek ma za sobą lata braku akceptacji, boryka(ła?) się z zaburzeniami żywienia, anoreksją, bulimią i w paru punktach znęcała nad sobą za to, że… Odbiega od ideału w swojej głowie i nie spełnia swoich oczekiwań. Wybaczcie, zlinczujcie, ale anoreksja, bulimia to nie są zawsze choroby, które widać i uśmiechnięte zdjęcie w przebieralni siłowni nie oznacza, że te dziewczyny poukładały sobie w głowie. Bo jeżeli komuś realnie sprawia radość wysiłek fizyczny to się skupia na tym, żeby ten wysiłek sobie zapewnić, a nie ładne zdjęcie z hantlami z poczuciem, że jest się trochę lepszym od tych, co z hantelkami nie tańczą. Bardzo kruchym i wątłym poczuciem bycia lepszym. Nigdy nie rozłożonym na czynniki pierwsze tam, gdzie powinno to mieć miejsce, czyli u terapeuty albo psychologa.
  • Bo posiadanie pierdolca na punkcie swojego wyglądu, podporządkowanie swojego życia reżimowi ćwiczeń i diety to dokładnie tak samo groźne zagrożenie jak bulimia i anoreksja, wynika z braku akceptacji, o wiele bardziej złożonych problemów, które niewiele mają tak naprawdę wspólnego z procentem zawartości tłuszczu w naszym ciele. I jeżeli ktoś jest się w stanie akceptować, lubić i być dla siebie dobrym tylko jeśli spełni 16 punktów i przebiegnie 10 km w życiowym tempie, to ON NIE POWINIEN OPOWIADAĆ INNYM O SAMOAKCEPTACJI, bo obnosząc się z nią tak naprawdę JEJ SZUKA. I błędne koło się zamyka.
  • …Że bycie rodzicem to kawał ciężkiej roboty i trudno w tej dziedzinie o pewność siebie. Ja się swojej wystrzegam, bo uważam, że nadmierna pewność siebie ludzkość gubi tak samo jak chore kompleksy,  choć uważam się za nawet fajną mamę. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę z jednego, prostego, ale i nie do końca wygodnego, faktu – mogę Wam napisać, jak wspaniale buduje więź z dzieckiem codzienne czytanie bajek, jak inteligentne dzieci wyrastają dzięki temu, jak ważne jest żeby z dzieckiem rozmawiać, jaka to jestem świadoma, empatyczna i mądra, ale… Dzień dobry, mamy 2017 lat, za jakieś 5 lat moje dziecko będzie w stanie założyć własnego bloga i cóż, zweryfikować te wszystkie krągłe, pewne zdania, te dogmaty, te rady, te złote spostrzeżenia i stwierdzić, że sorry, może i coś tam czytałam, ale bardziej kojarzy, że siedziałam z japą w komórce i robiłam wstrętny rosół i co wtedy z tym moim autorytetem i przekonaniem, że robię rzeczy ważne i dobre z perspektywy jej rozwoju?
    I co jeśli to moje dziecko wychowane w duchu rodzicielstwa bliskości, zrozumienia i ciepłych rozmów, wyrośnie jednak na kogoś, kogo może i będę kochać zawsze, ale, na przykład, odwiedzać w poprawczaku albo zastanawiać się, czy się przyznać, że nie zdaje do następnej klasy?

Pisałam o tym, a życie raz po raz udowadnia mi, że mam racje. Funkcjonuje w naszej głowie takie idiotyczna figura „innych”, którzy – mogą coś o nas pomyśleć. Coś, co powinni wiedzieć, czegoś wiedzieć nie mogą. Prawda jest taka, że sami tych innych rozpaczliwie chyba szukamy obnosząc się z tym, co dla nas tak ważne i istotne. Oni nie zabiegają o wiedzę o nas. Naprawdę. Jeśli wydaje Ci się, że robisz coś, co zszokuje ludzi, to wybacz, ale op trosze podejrzewam, że właśnie na taki cel liczysz,  a poza tym… Może i zszokujesz, ale oni wrócą do swoich spraw, prac, problemów, związków, kanapek z szynką i pomidorem. Ty zostaniesz. Z tym echem w swojej głowie dudniącym, że to, co robisz, jest dla wszystkich ważne. Kiedy to echo to TWÓJ WŁASNY, często zakompleksiony i smutny, głos.

Wszyscy możemy się nawzajem czegoś nauczyć. Naprawdę życie jest trochę bardziej skomplikowane, ale na tym polega jego urok, że nie ma czegoś takiego jak autorytety, w które warto się zapatrzyć, że warto robić wszystko, żeby najpierw zostać swoim przyjacielem, wzbudzać swój własny szacunek i sympatię, a potem ewentualnie zastanowić się, czy możemy zaskarbić sobie cudzą. Bo nikt do cholery jasnej nie da Ci tego, czego nie znajdziesz w sobie, nieważne po której stronie stoi – czy patrzysz, czy chce, by patrzyli.

__________________

Użyłam w tym tekście kilku uogólnień i uproszczeń, aby coś wizualizować słownie fluorescencyjnym flamastrem z liter.  Oczywiście, nie każdy trener ma problemy ze sobą, nie każda piękna laska ma kompleksy, nie każdy oświecony rodzic źle/dobrze wychowa swoje dziecko. Apeluję tu  po prostu o czujność, a nie przytakiwanie jakimkolwiek stereotypom i pamiętanie, że życie jest trochę bardziej skomplikowane niż byśmy chcieli i naprawdę niekoniecznie fajniejsze tam, gdzie nas nie ma. I pisze o tym, by zasiać w głowach wątpliwość.

Czy przypadkiem pokonywanie własnych słabości i przekraczanie własnych granic nie przyjmuje formy autowyzysku i znęcania się nad sobą za to, że się jest kimś innym niż – TWÓR, OBRAZ, IMAGINACJA, WYOBRAŻENIE WE WŁASNEJ LUB CUDZEJ W GŁOWIE.

Just saying…

____________________________

Tekst zainspirowany burzą na moim instagramie i niezdrowej ilości owacji, jaka wywołałam pokazując się brzydka i mówiąc… Prawdę. Nadal mnie to dziwi. NA IG zapraszam serdecznie, bo tam się cudnie wyżywam i bawię przednio!

www.instagram.com/radomskaa

Czekam na Wasze opinie w komentarzach.
Będę wdzięczna za udostępnienia.