Kilkanaście lat w Internetach. Kilka blogów. Dziesiątki wierszy, opowiadań, setki tekstów. Kilka dłuższych filmów, od jakiegoś czasu sporo krótkich wykorzystujących dowcip sytuacyjny. Parę naprawdę godnych uwagi sukcesów, wyróżnień i nagród. Mniej lub bardziej wierne grono czytelników. Statystyki, które szybowały  w górę, by innym razem kopać mnie w twarz, żebym nie poczuła się za fajna. 6 lat tego bloga. A szał wywołał jeden, głupawy filmik nagrany w drodze na rynek. I tak oto stałam się tą dziewczyną od dwóch dych. No ale to już chyba wiecie?

Na blogu zapadła cisza, ale była związana z tym, że miałam naprawdę sporo na głowie, jak i z tym, że coraz mocniej angażuję się w video i chęcią przeczekania tego szumu.
Gdyby nie to, że przez te kilka lat robiłam w sieci naprawdę fajne rzeczy, które spora część ludu, który pokochał filmik o dwóch dychach, postanowiła zgłębić, chyba schowałabym się z winem pod kocem i stwierdziła, że pieprzę ten świat, w którym głupota zawsze wygra z czymś wartościowym i fajnym, bo o ile filmik o dwóch dychach był dla mnie zabawny, to gdzieś po tygodniu jakby… przestał? Mając na myśli swoją własną głupotę oczywiście, więc wino musiałoby być słodkie, żeby stłamsić gorycz w mojej japie.

Niektórzy powiedzą – wiocha. Inni – ciesz się z takiej popularności. Ja postanowiłam wziąć głęboki oddech i chwilową możliwość dotarcia do szerszej audiencji wykorzystać mądrze. I na spokojnie. W tym czasie ludzie kojarzący mnie tylko z dwoma dyszkami może już się znudzą.
Dlatego – jestem w trakcie przebudowy bloga pod skrzydłami mądrzejszych od siebie, szkicuję teksty i zbieram inspiracje do nagrań. Pójdę na szkolenie i ogarnę jakiś program graficzny, wszystko po to, aby było Wam ze mnie przyjemniej. O tym, co przede mną wolę jeszcze nie mówić, chciałabym jednak podsumować to, co zadziało się w związku z filmikiem i jakie wnioski pozwoliło mi wyciągnąć.
Wiem, że forma pisana odstraszy imbecyli i że spokojnie przedstawię swój punkt widzenia, ludziom, którzy nie moczą się ze strachu na hasło „trzeba umieć czytać!!”. Może dla kogoś staną się przestrogą albo raz na zawsze zdementują pogłoski, iż po szaleńczym wzroście popularności tańczyłam nago ze szczęścia na kopcu Kościuszki czy gdzie tam chcecie.

  1. W internecie prawo własności to utopia.

Znaczy się teoretycznie istnieje, ale zanim cokolwiek komukolwiek udowodnisz, spocisz się i stwierdzisz, że to nie jest warte zachodu. I tak skradziony mi filmik, okraszony niewybrednymi opisami znalazł się… Wszędzie? Może to zbyt krągłe uogólnienie, ale tylko takie określenie przyszło mi na myśl, gdy zobaczyłam swoją twarz na portalu idioci.pl, profilu prawicowej partii, fan page, który nabija się z meneli, a także jako wyciętą, okraszoną reklamą kredytów typu chwilówki.

Korespondencja z administratorami, o ile dotarcie do nich jest w ogóle możliwe, była wisienką na torcie. Sporo dowiedziałam się o sobie z komentarzy, ale i admini, którzy ukradli moją własność bez podania źródła chcieli wtrącić swoje 5 gr stwierdzając, że niszczę życie swojemu dziecku, a mój mąż powinien mnie porzucić. Sama słodycz.

  1. Twarda skóra to podstawa.

Ja już mam, bo siedzę tu trochę i nie raz zdarzyło mi się czytać obrzydliwe rzeczy na swój temat i bez takich doświadczeń mogłabym przeżyć te kilka tygodni naprawdę boleśniej. Wiem już, że poza licznym gronem ludzi, którzy mnie pokochali nie zabrakło tych, którzy „nie chcieli by na mnie nasrać” i „nie wyruchaliby mnie nawet kijem owiniętym szmatą”.

  1. Ciężka praca… nie popłaca.

To gorzki wniosek. Pisaliście, że w końcu doświadczyłam skali popularności na jaką zasługuję, a ja nieśmiało odpowiadałam – tylko, że to kurwa nie ma nic wspólnego z tym, co robiłam przez te kilka lat, kiedy karmiłam się wiarą, że w końcu przebiję plastikowy sufit pełen imaginacji z instagramów, gdzie ładni ludzie sprzedają ładne rzeczy i mają życie o którym nie możesz marzyć. Nie ja przebiłam. Przypadek. Trochę mnie to uwiera, choć bardziej już to lekceważę i niezmiennie piszę, zmywam naczynia, bawię się z córką, chodzę do pracy i nagrywam.

  1. Kobieta ma gorzej.

I po części dlatego, że my kobiety, same to sobie robimy, próbując udowodnić, że można być kombajnem wielozadaniowym i ekstra we wszystkim i możliwość bycia kim chcemy zamieniamy na OBOWIĄZEK BYCIA WSZYSTKIM, KOGO ŚWIAT POTRZEBUJE – sexy dziunią, czuła mamą, panią prezes, kucharką roku i, najlepiej, facetem.

W swojej działalności nigdy nie kładłam nacisku na własną fizyczność i atrakcyjność tudzież jej brak (starając się jednak ten wątek umieszczać w jakimś ambitniejszym kontekście). Nigdy nie kreowałam się na kogokolwiek od „wyglądania”, kogo fizyczność ma pociągać i wzbudzać zachwyt.
Pozwalam sobie w sieci na wiele i jak dotąd wybierałam formę pisaną, więc zasięg tych działań był mniejszy, a co za tym idzie, reakcji skłaniających mnie do smutnych wniosków również doświadczałam mniej. Video zmultiplikowało materiał badawczy. I tak przypadkowy eksperyment społeczny uzmysłowił mi, że:

jak jesteś facetem, który ośmiela się dodać zabawny filmik, w którym bluźnisz, możesz być brzydki, gruby, nie mieć zęba = nie kojarzę sytuacji, w której Abelard Giza dowiedział się, że nie może występować, bo jest za niski i nikt nie chce go wyruchać. Tymczasem oprócz tego,  że dodałam filmik, żeby, powiedzmy, sprawdzić czy bawi, dowiedziałam się, że: jestem obrzydliwa, wyglądam jak menel, moje dziecko mnie znienawidzi, mąż zostawi, z takim ryjem to ja nie powinnam… i tak dalej.

  1. Ludzie nie do końca mogą skumać, o co Ci chodzi, więc musisz dobrze pamiętać, o co Ci chodź, żeby się nie zgubić i nie iść po to wino, bo to prosta droga do alkoholizmu, a na to Cię nie stać, bo zaczniesz po pijaku mówić ludziom prawdę w twarz. A tak serio…

Możesz jasno komunikować ludziom, że mogą Cię nie lubić, ale że nie bierzesz udziału w konkursie piękności i naprawdę ostatnią rzeczą, której pragniesz jest bycie wyruchaną przez czytelników portalu idioci.pl tudzież joemonster, że masz męża i masz się komu podobać i w ogóle z jakiej racji kwestia podobania jest przez kogokolwiek  w twoim przypadku poruszana.  Ludzie teoretycznie przyklasną, a i tak dostaniesz kilkadziesiąt wiadomości od mężczyzn o treści:

Fajna z Ciebie kobieta, mądra, zabawna itd. I wcale nie taka nieatrakcyjna. Ja bym Cię tam, no wiesz…

I zaczynasz się wtedy zastanawiać, dlaczego jednak nie idziesz po to wino?

  1. Musisz robić swoje i ma Ci to sprawiać radość.

Bo to robienie to już cel, cel polegający na robieniu tego, co się kocha. Nie łudź się, że nagle znajdziesz się na rozkładówce, a świat klęknie przed Tobą, nawet jeśli, wielce prawdopodobne, że będzie to miało coś wspólnego z pokazaniem nieogolonego łona w kusej kiecce na imprezie niż z wymyśleniem leku na raka. Być może nic się nigdy nie zadzieje. Być może nikt nie widziałby przypadkowego filmu, nie znienawidził, nie pokochał. I co? Nic.
Nadal robiłabym to co kocham i miała pasję. Może tylko bez wstawania o 5 żeby odpisywać na wasze wiadomości (co robić kocham i w miarę możliwości zawsze będę).

O. Po krótce tyle. Dodam jeszcze, że nie przeżywałam tego wszystkiego jakoś wybitnie mocno, bo jestem jakoś mocno osadona w prawdziwym życiu i tym, co serio istotne i od razu starałam się przejść do wyciągania wniosków, którymi się dzielę.

Nie martwcie się, jestem, działam, nigdzie nie zniknęłam. A jak czujecie niedosyt: każdego dnia umilam życie suchymi żartami sobie i innym na Instagramie, o, TUTAJ: www.instagram.com/radomskaa Jeśli taka dawka mnie to jednak za wiele apeluję o odrobinę cierpliwości w oczekiwaniu na nowe teksty i nagrania. Łączę to z etatem, macierzyństwem, małżeństwem i myciem kabiny prysznicowej i bywa mi coraz trudniej, a nie pójdę na łatwiznę zarabiając na czymkolwiek byleby zarobić, więc (kto wie jak długo) muszę ćwiczyć stanie na rzęsach.

Hawk!

I NAJWAŻNIEJSZE: Nie, Mariusz nie oddał tych dwóch dych, bo bidny nigdy ich nie wziął.

Z wyrazami szacunku,
Radomska
– warta więcej niż 20 zł.

________________________________

Będzie mi miło, jeśli udostępnisz ten tekst i pomożesz „dziewczynie od dwóch dych” postawić kropkę, by to do niej należało ostatnie słowo jednak.