20141106_192326(3)

Ja już mniej więcej naprawdę ogarniam. Przynajmniej na tym etapie. Ileż to artykułów mądrych przejrzałam w czasie miliarda godzin karmień i  tych pseudo-drzemek, kiedy nie opłaca się ani kłaść, ani żyć. Mądra jestem niesłychanie, uwalone mam ubranie, tylko czasem tak się stanie…

Rodzicielstwo bliskości? Ależ proszę Cię! My z Lenonem jesteśmy tak blisko, że cały dekolt mam podrapany. I zębów zestawem mlecznym odbitym tu i ówdzie, i w miejscach o których się normalnym ludziom nie śni, mogę się szczycić jak biżuterią. Uczucia? Chryste, jakie my jesteśmy empatyczne! Ile to razy ryczymy razem w niebogłosy! I daję słowo, gdyby córka umiała mówić, to kurwa mać krzyczałybyśmy chóralnie 3 razy w tygodniu. No ale – wszystko przed nami. Śmiejemy się tak, że spółdzielnia rachunki wystawia za popękane ściany! chwalilibyśmy się nimi, ale za dużo na nich śladów po moim uderzaniu łbem.

A jak my lubimy ze sobą spędzać czas, to jest nie do opisania. No ale spróbuję, po to tu jestem przecież. Lena wie, że jest najważniejsza i wszystko przy niej blednie, dlatego tak szczelnie wypełnia mi przestrzeń do drugiej nad ranem, a potem co pół godziny sprawdza dokładnie, czy aby nic nie strąciło jej z piedestału mej uwagi. A ja? No kochasz szaleńczo i ochujeńczo i na nic innego nie marnuję czasu.

Receptą na życia niedoskonałości są mi wieczne uwalone okulary, ze śladami empatycznych małych palców, które pragną nakarmić kaszką całą mnie, dywan, wychudzoną prowadzącą program śniadaniowy oraz psa. Że brudno jest? A kiedy tu czysto było,co? Przed ciążą się nie rozglądałam, potem zasłaniał mi brzuch. No a teraz- przecież mówię, cały świat mi miłość do dziecka przysłania.

Naprawdę ogarniam coraz lepiej. Swoją niekompetencję określam mianem ludzkiej słabości. a wady przywarami, które nadają mojej osobie smaku i charakteru.

Nie ubierałabym się w sukienki nawet gdyby to miało sens, żeby ładnie wyglądać. Nie ubieram się bo nie chcę. Nie chcę mi się, mój wybór, a możliwość dokonywania wyborów jest w życiu dojrzałego człowieka bardzo ważna. Tym bardziej takiego, który nie może zadecydować o której położy się, wstanie, wysra i zje. Mnie zupełnie satysfakcjonuje wybór smaku jogurtu. Poza tym po co mi ładnie wyglądać? Jeszcze mnie któryś uwiedzie, skusi, pójdę w cug, a ja znam już ciąg dalszy. Zabezpieczam się swoją brzydotą!

Nie no, maluję się. Stylizacja na matkę spełnioną i szczęśliwą towarzyszy mi codziennie. kremem równoważącym zmęczenie kamufluje na twarzy. Tylko kiedy próbuję pewność siebie namalować, jakoś ręka mi drży, i wyglądam karykaturalnie. Ale widział ktoś pewną siebie Radomską? Kreować to się można, w internecie, na blogach, a nie w drodze po kartofle, kiedy dziecko połową organizmu już poza wózkiem lewituje.

Cieszymy się z drobiazgów. Że się przycupnąć udało na skrawku trawnika, na który akurat pies nie nasrał. Albo, że się ktoś zlituje i drzwi nam pomoże otworzyć, bo z tą ludzką życzliwością to zawsze jakaś loteria. Człowiek wygra „pani wejdzie” i się cieszy jak z kolczyków od Swarovskiego. Jak Lenon do pustego kartonu, dosłownie.

Umiem już przewijać w powietrzu i ugotować krupnik, o którym w najśmielszych snach nie śniłam, że potrafię. 40 minut potrafię robić ach, ojej i sikać z podniecenia widząc klocek, którym dziecko me trafnie celuje w stosowny otwór. Co najlepsze, przez co najmniej trzydzieści naprawdę czując się tak, jakby ukończyła  Harvard.

Bo ambicje mamy, że ho ho. O 3 nad ranem i kiedy bądź w japę dostaję książkami i podziwiać mam, jak latorośl pokazuje, dzie chopcik, dzie dziefcinka. I mama i kaka. Tylko gdzie moja godność, jeszcze nie potrafi wskazać, no ale może  z czasem, razem odzyskamy to i owo. Pewnie pod łóżkiem, razem z gumową żabką, piłeczką,co robi baach i Atlantydą, czeka na spokojniejsze czasy.

Tylko cierpliwości, muszę przyznać, jakoś mi brak. I czasem sił, żeby ogarnąć. I usprawiedliwień, jak jednak nawalam.