Układ dni wolnych wygląda w tym roku jak wygrana losu na loterię. Mała kombinacja, dobranie wolnego z urlopu i… Bonusowe, 10 dniowe wolne na wdech, wydech i bezdech. Sielanka. Wiem jednak, że nie dla wszystkich i doskonale pamiętam swoją majówkę 10 lat temu, kiedy wydawało mi się, że cały świat ma sjestę, a ja umrę ze strachu, stresu albo przynajmniej wyląduję na SORze z odwodnieniem od permanentnej biegunki i stanem przed zawałowym.

Yep, ja też byłam wówczas maturzystką. I pewnie cisną się na usta krągłe i wielkie słowa, które ciotka Bożena ochoczo wypluwa z siebie przy niedzielnym stole, ale nie nimi chciałabym teraz częstować, słowo. Ot, sypnąć takimi, których mi wtedy zabrakło. Obudzić wspomnienia u tych, u których matura obrosła kurzem wspomnień. I uspokoić tych, którzy są w trakcie zdawania egzaminów – to, co czujesz jest zupełnie ok.

Większość z nas tam była i czuła mniejszą bądź większą presję. Podszyte nieśmiałym znakiem zapytania hasła z serii „od tego zależy całe Twoje życie”. Bałam się jak jasna cholera. Bali moi rówieśnicy. Nie znam ani jednej osoby, która stresu nie odczuła w ogóle, a jeśli taka istnieje, to ja tym bardziej jej nie ufam – co to za frajda przeżywać wszystko z dystansem? Ja należę do tych, którzy się nie przekonają 😉

Drogi Eks Maturzysto!

Pamiętasz to mrowienie w brzuchu? Dziury w mózgu na hasło „Dziady część czwarta”? Te proroctwa, że na egzaminie dadzą „Lalkę”? Miałam żałosnego farta nie zdawać matury z matmy, więc przykładów stresu przed matematycznego nie przytoczę. Mogę zapewnić, że jak zorientowałam się, że kiedy ja i klucz arkusza z matury z języka polskiego zrozumieliśmy, że nigdy nie będziemy razem. Zaraz po maturze z WOS-u, dzwoniłam do mojej mamy zapłakana jakby ona sama wpadła właśnie pod tramwaj oświadczając, że to koniec, będę nikim, nic mnie nie czeka!!!!11
Moja matka słyszała to już któryś raz, gdyż na drugie imię miałam wtedy Histeria i asekuracyjnie skwitowała lament zdawkowym „ale może jednak zdasz, może poprawisz, nie rycz, bo kurwa nie rozumiem ani słowa!”.

Ja naprawdę myślałam, że zawali się świat. I wiesz co? Nie zawalił. A gdybym dzisiaj miała zdawać maturę to założę się, o dwie dychy, niech będzie, że histeryzowałabym zupełnie tak samo. Ba, rozgrzeszając się jak samiuśki Jezus Marię Magdalenę!

Najdroższy Maturzysto Aktualny!

Cierp. Bój się. Nie dla mojej frajdy, Broń Boże, chociaż nie ukrywam, że byłoby mi raźniej grać w jednym dramacie i umierać z kimś po raz enty. Przeżywaj, bo to, co Cię czeka, jest na etapie życia, na którym jesteś dla Ciebie ważne. Ja wiem, że zobaczysz niebawem, że wcale nie aż tak i że niekoniecznie najlepsze wyjście to to wyśnione i zaplanowane z wyprzedzeniem. Tymczasem mówię sobie – morda w kubeł.
Wetknij ciotce Bożenie klopsika w japę i podziękuj za żałosne wsparcie w postaci „matura to bzdura”.
Wujkowi Andrzejowi , który ze stoickim spokojem zapewnia „wszystko będzie dobrze” odpowiedz pytaniem – czy serio kiedykolwiek to możliwe i czemu w takim razie potrafi się wyluzować tylko po trzecim browarze?
Mamie nic nie mów, ona robi w gacie bardziej niż Ty i cokolwiek się nie wydarzy, będzie z Tobą.

Przewrotne to nieco, że najpierw latami wmawiają Ci, że matura to najważniejszy egzamin w życiu, a potem próbują rozluźnić atmosferę żartami o kopaniu rowów i nieprzejmowaniu się, bo nie warto. Szkoda energii, by to analizować, masz przed sobą ważne wyzwanie, które jest twoje, niczyje inne i wspomnienia tych, którzy swój egzamin zdawali X lat temu lub na swojej ścieżce edukacyjnej nie dotarli do tego wiekopomnego punktu, A JEDNAK, SZOK, PRZEŻYLI.

Moja była 10 lat temu. Nie wiem, kiedy Ty minęło. Od tego czasu stawiłam czoła wielu mniej lub bardziej stresującym wyzwaniom, część z nich nie dawało szansy powtórki za rok. Czy zaliczam maturę do najtrudniejszych? Miałam ją przed sobą, kiedy byłam nastolatką i skoro przeżywałam aż tak bardzo, to oznaczać może, że wcześniej żyło mi się dość beztrosko i właściwego dystansu mogłam nauczyć się dużo później (i z marnym skutkiem, bo nadal to, co dla mnie ważne, przeżywam absurdalnie i za bardzo). Zatem owszem. Dziś pobiegłabym może z uśmiechem wiedząc już, jak smakują inne wyzwania krzycząc „tak dla matury z matmy, nie dla porodów!!!”, ale… Prrr… Na tym polega magia – nie da się cofnąć w czasie i zabrać w przeszłość swojej aktualnej bazy danych zdobywanych żmudnie latami, bo inaczej się nie da.

Dla mnie trwa właśnie piękna, słoneczna i beztroska majówka. Doskonale pamiętam tamtą sprzed 10 lat, która wydawała się najgorsza na świecie. Szczerze? Większość od tamtej pory była marna i może dlatego ta teraz smakuje tak pysznie.

Bój się, stresuj, jaraj, skupiaj na tym, co ważne. Przekonaj się sam, czy warto. Poparz się i zaskocz. A potem zanurz w najdłuższych wakacjach w swoim życiu, bo tego wszyscy Ci malkontenci, tak jak i wieku, możliwości i tych ekscytujących znaków zapytania, które stoją przed Tobą,  zazdroszczą Ci bardzo i czasem marzą, żeby móc je powtórzyć.

Gdybym ja była teraz maturzystką, to.. Robiłabym w gacie tak samo jak Ty, bo… To po prostu ważne, a ważne rzeczy się przeżywa. Mam nadzieję, że z czasem nauczysz się przeżywać je bez szkody dla siebie – ale do tego potrzebna jest ugruntowana, pozytywna samoocena. Nie wiadomo jednak, czy uwierzenie obcej babie z internetu, która wkleja swoją gębę gumowej kaczce to dobry krok –  dla pewności popracuj nad tym, żeby wierzyć i móc ufać sobie 😉

Powodzenia!
Ciocia Ola,
Matura 2008!

A teraz poproszę o Wasze maturalne wspomnienia, niechaj młodzi sobie poczytają, że wszystko do przeżycia, a Wy się zadumajcie nad swoim peselem, zachęcam 😉