Moja znajoma jest jedynaczką. Taką przekonaną o tym, że brak rodzeństwa naznaczył całe jej życie. Posiadanie rodzeństwa, a najlepiej siostry, to dla niej niespełnione marzenie dlatego planując swoją rodzinę od razu wiedziała, że będzie miała dwoje dzieciaków, bo bycie jedynakiem jest straszne i swojemu dziecku nigdy by tego nie zafundowała. Według niej dzieciństwo z bratnią duszą połączoną więzami krwi, z która dzieliłaby wszystkie  radości i troski, rozumiała bez słów i była najlepszym przyjacielem, byłoby o wiele lepsze. A ja słucham tych argumentów, analizuję i co? Mam wątpliwość, a jakże. 

Mam rodzeństwo i to siostrę, jednak za cholerę nie mogłam odnaleźć ani jednego wspomnienia, które miałoby coś wspólnego z wizją kreowaną przez znajomą jedynaczkę. Słuchając jej opowieści odniosłam wrażenie, że i w tym przypadku sprawdza się powiedzenie o jabłkach, które dorodniejsze rosną za płotem u sąsiada i kiedy próbowałam jej powiedzieć, że jej postrzeganie posiadania rodzeństwa jest mocno polukrowane, żeby nie powiedzieć naiwne, ale ona swoje wie.

Swoje wie na temat posiadania jednego dziecka większość ludzi. Ja się miotam, a wiedzieć powinnam, bo jakby nie było, na ten moment mam jedno dziecko i w najbliższym czasie (który ucieka oczywiście) to się nie zmieni. Podjęcie decyzji o tym, czy rodzinę powiększać, jest cholernie trudne i nie dla każdego oczywiste. Wielu boryka się z dylematem pomiędzy własnym wyborem, a presją.Bo przecież posiadanie jednego dziecka jest „złe”. Nie znam nikogo kto przynajmniej raz w życiu nie słyszał, że:
„Bycie jedynakiem to jak bycie sierotą /kaleką”
„Jedynak to egoista”
 „Jedynak jest niezaradny”
– „Jedynak nie potrafi pracować w zespole”
 „Jedynak rozwija się gorzej”
– „Jedynak ma problem z nawiązywaniem relacji i więzi”

O książce, która zrównuje streotypy z ziemią i przywraca rodzicom jedynaków uśmiech na japach  – JEDNO I JUŻ – Lauren Sandler

Ja swoją decyzję chciałabym podjąć samodzielnie (naiwnie zakładając, że matka natura będzie jej sprzyjać). I mieć oręż w dyskusji z wszystkimi wszechwiedzącymi. Dlatego taką frajdę sprawiła mi lektura książki „Jedno i już” Lauren Sandler.

Autorka jest córką i matką jedynaczki, ale wbrew pozorom nie próbuje na siłę wyjaśniać ludziom, że posiadanie jednego dziecka jest super, bo uważa tak ona i jej mama. Autorka też miewa wątpliwości (co mnie akurat uspokaja i wzbudza zaufanie 😉 ). W swojej książce Sandler dokonuje jednak szeroko zakrojonej analizy badań – jakościowych i i ilościowych, które…  Obalają w zasadzie każdy stereotyp dotyczący jedynaków. Przytacza mnóstwo naukowych badań, ale za pomocą bardzo przyjaznej i lekkiej dla czytelnika formy.

Jakie mity?
– że posiadanie rodzeństwa pozytywnie wpływa na rozwój dziecka
– że posiadanie jednego dziecka jest niedobre dla gospodarki
– że jedynak nie radzi sobie w życiu społecznym
i wiele, wiele innych- i tych odnoszących się do jednostki i tych mówiących o wielkich społecznościach.

Lektura nie pozbawiła mnie wątpliwości ( nie nie!), ale otworzyła oczy i uspokoiła. Każdy z jej rozdziałów mierzy się z innym stereotypem i problemem związanym z rodzicielstwem jednego dziecka.
W dużej mierze dzięki niej będę potrafiła jakoś uporać się z poczuciem winy, że drugiego dziecka nie sprowadziłam na ten świat, jeśli się okaże, że tak się stanie. 

Wszystkie ciocie i babcie zwalające winę na jedynactwo Leny, kiedy nie zachowuje się według nich właściwie, troska obcych ludzi pt. „a kiedy braciszek albo siostrzyczka dla Lenki?” i presja społeczna na posiadanie więcej niż jednego dziecka, mogą po mnie spłynąć.
W swoich rozważaniach wezmę pod uwagę przemyślenia swoje, męża, analizę sytuacji. I albo posłucham rozsądku albo serca – nie mając pojęcia, co to w tej chwili znaczy. Niemniej jednak książkę polecam!

Komu?

  • Tym, którzy czują presję „drugiego dziecka”, ale nie czują sami takiej potrzeby
  • Dla tych, którym się wydaję, że wiedzą, a ich wiedza to tzw. Obiektywna prawda tj. troje albo żadnego, jedno i ani połowy więcej!
  • Dla tych, którzy drugiego dziecka mieć nie mogą i martwią się, że wyrządzą tym krzywdę jedynakowi.
  • Dla tych, którzy są rodzicami jedynaka, bez względu na jego  wiek,  i borykają się z poczuciem winy.
  • Dla wszystkich, którzy gadają bzdury, bo wydaje im się, że jak 4 osoby wokoło powtórzą to samo, to jest to prawda absolutna i obowiązująca wszystkich.

Książka w każdym rozdziale stara się rozprawić z konkretnym problemem/mitem dotyczącym rodzicielstwa jedynaka. I absolutnie go nie gloryfikuje! Przedstawia dowody na to, że ma zalety oraz daje do zrozumienia, że wiele wad, które upatruje się w jedynactwie ma swoje źródło zupełnie gdzie indziej.

Jak to jest z tym jedynakiem? I rodzeństwem?

Nie sposób streścić całości książki w kilku akapitach, bo i tak mam obawę, że ten tekst jest już przydługi, ale w skrócie – nie, bycie jedynakiem nie jest karą, nie skazuje człowieka na bycie dziwiakiem i egoistą. Nie, posiadanie rodzeństwa nie gwarantuje lepszej socjalizacji i wypracowaniu właściwych mechanizmów funkcjonowania w grupie – wiąże się z całą listą nowych wyzwań, dylematów i problemów, bo w życiu nic jest czarno-białe. A jeśli chcesz wiedzieć – skąd te wnioski i przekonać się, że Radomska tylko, z ulgą, je przytacza, sięgnij po książkę.

Nie bez wad!

Niech nie zwiedzie Was jednak pozytywna wymowa mojej recenzji – nikt nie twierdzi, że posiadanie jednego dziecka to recepta na jego życiowy sukces tudzież przepis na wychowanie szczęśliwego człowieka. Życie jest bardziej skomplikowane, a to kim, jacy jesteśmy i czy uważamy się za szczęśliwych jest zależne od bardzo wielu czynników. I nas samych, co często zdarza się nam zlekceważyć szukając uzasadnień gdzieś… poza nami. Dlatego wszystkim jedynakom gloryfikującym wyimaginowane życie z rodzeństwem oświadczam – luzujcie gacie, wcale nie byłoby tak słodko, jak sądzicie, a odpowiedzialność za swoje spełnienie ponosimy my sami, dorośli ludzie, a nie Ci, którzy… Nie istnieją. 😉

Książkę możecie znaleźć w wielu księgarniach, na przykład TUTAJ.

A ja mam kilka pytań:

1. Macie jakieś własne przekonanie, jaka ilość dzieci jest najlepsza?
2. Czy Waszym zdaniem bycie jedynakiem to „dramat”?
3. Dlaczego zdecydowaliście się na więcej niż jedno dziecko?

 A jeśli sięgniecie po książkę KONIECZNIE napiszcie o swoich wrażeniach, bo kilka gorących dyskusji na instagramie mam już za sobą i uważam, ze to cholernie ciekawe, jak się różnimy i jak wiele nas łączy. 

____________

P.s. Siostrę swoją kocham okrutnie, choć władamy zupełnie innymi językami i za nic nie zamieniłabym jej na inną. Szerzyłam co prawda pogłoski, że rodzice wymienili mi ją w lesie na rudą wiewiórkę, bo nikt jej nie chciał, ale miałam wtedy z siedem lat i dostawałam w łeb tak mocno (tylko nie w okulary, wiadomo), że odpokutowałam. I choć nasze dzieciństwo nie było różowe razem to… Fajnie, że lała mnie tak mocno, że na wypadek gdyby ktoś mnie tknął, to bym nie poczuła. A nie tknąłby, bo ona by go zabiła, ha.