To nie jest prosto sponsorowany – nikt nie zapłacił mi za pianie z zachwytu. Chcę Ci po prostu opowiedzieć, że czasem marzenia spełniają się ot tak, w pewien wtorek, kiedy ktoś napisze do Ciebie maila i powie, że to, co wydawało Ci się nieosiągalne, jest za winklem, musisz tylko przetrzeć uwalone szkła i uwierzyć. Najpierw jednak cofnijmy się w czasie.

1991

Mam ze dwa lata i potykam się o własne nogi. Nie lubię rysować, nie wciągają mnie bajki i ciągle coś odwalam. Przykleja się do mnie przydomek „Olesi” synonimu dwóch lewych rąk i tłumaczenie, że taka już jestem pierdoła. Okulistka zaczepia moją mamę na ulicy. Mama, jak to mama – zapatrzona we mnie i zakochana mimo wszystkich rozlanych herbat i zabazgranych malowanek nie dowierza – jak to, moje dziecko nie dowidzi? Zez? Nie wierzę.

1995
Początek lat 90-tych. Diagnostyka małych dzieci na poziomie grafiki w Mario Bros. Wielogodzinne kolejki, dobieranie szkieł, zmiana okularów co kilka miesięcy,  a każde z nich – choć najlepsze i najdroższe z możliwych – brzydkie, ciężkie, oszpecające. Aby dodać sobie animuszu- z koniecznością zaklejania lepiej widzącego oka. Za gruba, zezowata, niedowidząca. Z obrzydliwą gumą na oku zwaną obturatorem. Nazwa znaczy więcej niż tysiąc słów, prawie jak Merci. Tylko jakby mniej słodko…

Rówieśnicy nie dają żyć, a z jednym okiem nie da się – rysować, oglądać, widzieć. Wyjście z domu to konieczność zmyślania historii, że wypadło mi oko i zaklejam dziurę po nim – lepiej, żeby się bali, niż wyśmiewali, nie? Nie byłam konsekwentna. Prawe około urocze i bystre, ale niedowidzące jak u Zapędowskiej. A ja zaczynam dorastać.

2005
Zmienia się technologia. Okulary nie są już tak obrzydliwe. W domu na pamiątkę mama trzyma reklamówkę z częściami, które tata lutował w razie potrzeby, czyli jakoś ze dwa razy w miesiącu. Miałam okulary typu kolaż – każdy zausznik, nosek z innej parafii. Sklejone lutownicą  i klejem „amożedonosichociażtrochę”. Pierwszych nieokrągłych okularów nie zapomnę do końca świata. w kolorze kupy, ale czułam się, jakbym odzyskała twarz. Wtedy jeszcze potrzebowałam atrybutów żeby czuć się pewniej.

2007
Na osiemnastkę zdaję na prawko. W nagrodę i w prezencie chcę nowe okulary – idę roześmiana do optyka, dumna jak paw, z kolegą gejem w roli stylisty. „Wybierz mi coś ekstra!” – wołam. Ortoptystka mówi, że z moją wadą nie mogę mieć wymagań i pokazuje mi jakąś srebrną obrożę. Mój doradca widzi moje oczy, więc zapewnia, że te są spoko. Nie były.

2010-2015
Wymyślam, że będę bogata i może będę łazić w tanich ciuchach, ale za to z okularami innymi do każdej kiecki! A co! Zanim mój portfel mógł to udźwignąć zaczęłam kombinować – kolejne lata wyczarowywałam oprawki spod ziemi, z grubą ramą, żeby zatuszować grubość szkła. Prosiłam o wycinanie ich ze szkieł dla dzieci (bo taniej). Kilka oprawek ściągnęłam z Chin i do 2 wstawiłam szkła. Potrzeba matką wynalazku. Czerwone oksy z maleńkiego optyka na Limanowskiego w Łodzi przyklejają mi się na stałe i robią się czymś w rodzaju wizytówki.

2017
Wzrok się pogarsza. Męczy. Szkła wymagają zmiany. Najlepiej na asferyczne, czyli – lepsze i dużo droższe. Okulary jak proteza, ale jak wydać kilkaset złotych na szkła i wysupłać połowę tej kwoty na oprawki? I to jedne z 4 par, które się nadadzą? Żegnajcie czerwone bryle? Rodzina robi zrzutę, a ja robię w gacie ze strachu – bo co jeśli nie będę widziała w takich szkłach?

Aktualnie
Mail. A wiesz Radomska, bo może Cię to zainteresuje, ale my robimy oprawki. Takie jak chcesz. Dowolny kształt, wymiar dopasowany co do milimetra. Kolor? Wybieraj. Plus grawer na zausznikach, bo kto nam zabroni. Ultralekkie, z tworzywa, ale i z noskami. Zaprojektujemy i wydrukujemy w 3D. Zainteresowana?

Głową wracam do pierwszej obroży z denkami od oranżady. W uszach huczy mi „z taką wadą to nie może mieć Pani wymagań”. To przeszłość. I choć czasy się zmieniły, a noszenie okularów przy zdrowym wzroku, takich wielkich i karykaturalnych, jest modne, to myślę, że każde zaszklone przydkie kaczątko z lat 90-tych i wstecz, pojmie moją radość.
_____________________

Łukasz przyjechał do Łodzi w drodze powrotnej z targów branży optycznej. A wraz z nim kilkanaście waliz pełnych oprawek w różnych kształtach i kolorach. Swoje znalazłam od razu.

Spotkaliśmy się w zaprzyjaźnionym optyku Łódka w Łodzi (Piotrkowska 153 ) – żeby mieć pewność, że wybrane oprawki będą idealnie dopasowane do mojej twarzy, a do nich szkła – z dokładnie taką mocą, jakiej mi trzeba, bo dwóch specjalistów miało odmienne zdanie. Moje gałki zostały przebrendzlowane na wylot, a ja… czekam. Bo wydruk okularów nie jest możliwy od ręki, ale czekałam na takie cuda 25 lat to 2 tygodnie mnie nie zbawi.

Oto projekt moich oprawek. Jedne będą czerwone i kocie, z wygrawerowanym nazwiskiem:

http://invidiaeyewear.com/radomskaver2/

A drugie neutralne, gdybym musiała jednak udawać normalną, iść do marketu, na zebranie, czy policję.

http://invidiaeyewear.com/mamwatpliwosc/

Na razie magicy czarują dla mnie te czerwone, bo zupełnie nowe szkła muszę – poznać, przymierzyć, oswoić – nikt nie da mi gwarancji, że będę w nich się dobrze czuć i się przyzwyczaję, ale… Jeśli tak, to
– będą cieńsze, nie będą powiększać moich oczu, a zastosowane filtry pozwolą moim oczom nieco odpocząć i złagodzić wpływ naparzania w nie blaskiem komputera.

Raczej nie mam problemów z wyrażaniem emocji, ale – kurwa mać – nie potrafię Wam opisać, jak bardzo się cieszę.

INVIDIA EYESWEAR markę umożliwiającą stworzenie projektu okularów oraz ich wydruk w 3D ZNAJDZIECIE TU.
PROFIL NA FACEBOOKU
INSTAGRAM

A mega profesjonalnego optyka z mnóstwem markowych oprawek w Łodzi przy ulicy Piotrkowskiej 153 (kilka kroków od „stajni jednorożców”). A także na FACEBOOKU i INSTAGRAMIE. Polecam.

Drodzy Państwo, tamten poniedziałek był jak urodziny i najlepszy kinderbal! Ta mała brzydota we mnie w denkach od coli ryczy i nie dowierza! Nie mogę się doczekać, aż się Wam pokażę 🙂 Musiałam się z Wami tym podzielić. Więcej informacji o tym, jak się takie okulary robi, czy warto oraz zdjęcia efektów w kolejnym wpisie.